Gdy Kacper Tomasiak wchodził do kadry A na sezon 2025/26, mówiono o wielkim talencie polskich skoków narciarskich. Z tym, że patrzeć można było na to z przymrużeniem oka. Wcześniej przecież potencjalnymi następcami Adama Małysza i Kamila Stocha określano wielu zawodników, jak Tomasz Byrt, Klemens Murańka czy Jan Habdas. Żaden z nich nie zrobił kariery, która była im wróżona.
A Tomasiak? Cegiełka po cegiełce, skok po skoku robił swoje. Najpierw zaczął regularnie punktować w Pucharze Świata, następnie zameldował się na piątym miejscu konkursu w Wiśle, co udało mu się powtórzyć dwa tygodnie później w Engelbergu. W trakcie Turnieju Czterech Skoczni z kolei dwukrotnie - w Ga-Pa i Innsbrucku - zajmował ósmą lokatę.
Mało komu znany przed sezonem zimowym 19-latek stał się pewniakiem do wyjazdu na Zimowe Igrzyska Olimpijskie Mediolan-Cortina 2026. Gdy jednak Maciej Maciusiak zapowiedział, że Polacy - notujący bardzo słabe wyniki - jadą walczyć o medale, można było łapać się za głowę. I wtedy do gry znów wszedł on. Kacper Tomasiak.
103 metry w pierwszym skoku konkursowym na skoczni normalnej w Predazzo dawały nadzieje na podium, do którego Polak tracił 0,1 pkt. Trzeba było jednak liczyć na wpadkę któregoś z wyżej notowanych rywali. Pierwszy prezent otrzymał od Kristoffera Eriksena Sundala, a drugi od Valentina Fouberta. To pozwoliło Tomasiakowi na zdobycie srebra olimpijskiego. Na tym się nie skończyło - na dużej skoczni znów Sundal popsuł finałowy skok, a 19-latek tym razem sięgnął po brązowy krążek. Do tego dołożył srebrny medal konkursu duetów, który wywalczył wraz z Pawłem Wąskiem.
Tak ogromne sukcesy sprawiły, że Tomasiak był witany przez kibiców na lotnisku po powrocie do Polski, a następnie witano go w Bystrej, gdzie na co dzień reprezentuje barwy klubu LKS Klimczok. Polacy pokochali chłopaka, który zdaje się nie mieć układu nerwowego, a do swoich osiągnięć podchodzi z niezwykle chłodną głową. Tak chłodną, że medale cały czas trzyma zamknięte w szufladzie, co zdradził w rozmowie z portalem WP SportoweFakty. Opowiedział również, jak radzi sobie z popularnością.
- Faktycznie obecnie zdarza się, że ktoś w sklepie podczas zakupów mnie zaczepi i poprosi o zdjęcie, czy autograf. Takie sytuacje nie zdarzają się jednak zbyt często. Prowadzę dokładnie takie samo życie jak wcześniej. Pomagam rodzicom ogarnąć moje rodzeństwo, chodzę na zakupy i staram się nadrabiać zaległości na studiach. Znajomi traktują mnie tak samo, jak wcześniej. Zresztą taki właśnie był mój cel - przyznał.
- Tuż po powrocie z igrzysk marzyłem o tym, by ten sukces nie zmienił mnie. Modliłem się o to, by nie odwaliła mi sodówka. Słyszałem wiele razy o takich przypadkach. Ja marzę, by pozostać dokładnie takim samym Kacprem Tomasiakiem, jakim byłem wcześniej. Zawsze byłem cichy i nie lubiłem rozgłosu. Oczywiście rozumiem, że muszę udzielać wywiadów, ale chyba nigdy tego nie polubię. Cieszę się, że powoli okres największego zainteresowania moją osobą się kończy, a teraz będą mógł w spokoju przygotować się do kolejnego sezonu - dodał.
Już niebawem Kacper Tomasiak i reszta polskiej kadry rozpocznie przygotowania do kolejnego sezonu. Skoczkowie rozpoczną rywalizację w cyklu Letniego Grand Prix, a inauguracja ma mieć miejsce 1 sierpnia w Wiśle. Zawody potrwają do 25 października.
Zobacz też: Niemcy piszą o Małyszu. "Trwają zawirowania"