Podczas tradycyjnie kończącego sezon w skokach narciarskich weekendu lotów w Planicy jak grom z jasnego nieba spadła informacja o powrocie Stefana Horngachera do pracy z polskimi skoczkami. Austriak, który w latach 2016-2019 doprowadził polską kadrę do wielu sukcesów miał powrócić do naszej ojczyzny najpewniej w roli dyrektora sportowego w strukturach Polskiego Związku Narciarskiego. Gdy wszystko czekało na oficjalne potwierdzenie przez prezesa związku Adama Małysza, pod polskimi skokami po raz kolejny zatrzęsła się ziemia.
W czerwcu odbędą się wybory nowych władz na czele z prezesem PZN. Małysz, sprawujący urząd w trakcie pierwszej kadencji poinformował, że nie będzie ubiegał się o reelekcję. Ruch byłego znakomitego skoczka uprzedził jednak były sternik federacji w latach (2006-2022) Apoloniusz Tajner. Były trener Małysza zaskoczył swoim wyznaniem, iż będzie się ubiegał o fotel prezesa związku.
Wobec powyższych zapowiedzi zmarginalizowany został temat zatrudnienia Horngachera w naszym kraju. Z całości wysunął się obraz, iż pewne osoby z zarządu miały blokować inicjatywę Małysza w kwestii sprowadzenia do naszego kraju 56-latka. Tę hipotezę zdają się potwierdzać słowa Adama Fickowskiego, jednego z członków zarządu, który w rozmowie z TVP Sport nie krył się z brakiem zaufania do Austriaka. "Krzysztofa Bieguna wywalił, Bartłomieja Kłuska wywalił, Andrzej Stękała też nie miał łatwo. Wyszły różne numery z tego chaosu" - komentował.
Nowe światło na potencjalną współpracę na linii PZN - Stefan Horngacher rzucił w rozmowie z portalem "WP SportoweFakty" Jakub Kot, ekspert Eurosportu. - To mi się od razu kłóciło, kiedy usłyszałem w Planicy informację o przyjściu Austriaka. Horngacher przecież mówił, że już kończy z Niemcami, bo ma swoje lata, chce pracować bardziej na miejscu, być więcej w domu. Dochodzą mnie słuchy, że w przypadku Polski to miałaby być praca bardziej zdalna - przyznał były skoczek.
Od razu przypomina się okres współpracy związku z Alexandrem Stoecklem, który w dosyć burzliwy sposób zakończył pracę w naszym kraju. Austriak, który przez wiele lat trenował Norwegów, rozstał się z tamtejszym związkiem w niezbyt dobrych stosunkach, pracę w naszym rodzimym związku wykonywał w sposób zdalny.
- Praca zdalna nie byłaby odpowiednią formułą współpracy, jeśli faktycznie miałby być dyrektorem sportowym. Jak miałby tylko wysyłać jakieś plany treningowe i raz na miesiąc do nas przyjeżdżać, to nie jest to coś, czego oczekuję. Osoba na tym stanowisku musiałaby przebywać na miejscu i jeździć po klubach, na wydarzenia, żeby odpowiednio zdiagnozować problemy i przebudować system - kontynuował Kot.
Czy wobec zmian w związku można się spodziewać, iż Horngacher przestanie być zainteresowany posadą w PZN? - Rozumiem potencjalne zniecierpliwienie Horngachera, który planuje już coś od kilku miesięcy, a nagle zostaje wstrzymany. To za duży gracz, żeby tyle czekał i może zrezygnować. Małysz pewnie założył, że nie będzie żadnych oporów ze strony związku. Oby te szczegóły były jak najszybciej dograne, bo czekanie nikomu nie służy - stwierdził ekspert stacji Eurosport.
Po słabym sezonie, w którym wśród naszych skoczków błyszczał jedynie Kacper Tomasiak, do sezonu letniego polscy skoczkowie będą się przygotowywali pod okiem Macieja Maciusiaka bez Kamila Stocha, który w Planicy zakończył swoją bogatą karierę.