Ujawnił, jak Horngacher miał pracować w Polsce. "To mi się od razu kłóciło"

Stefan Horngacher miał trafić do PZN najpewniej w roli dyrektora sportowego, ale wszystko niemalże stanęło w miejscu ze względu na "weto" działaczy związku przed wyborami nowych władz. O reelekcję nie będzie się starał Adam Małysz, w związku z czym temat byłego szkoleniowca Polaków utknął w martwym punkcie. Jakub Kot ocenił, co sądzi o takim ruchu ze strony federacji.
DLOKR
Fot. Marek Podmokły / Agencja Wyborcza.pl

Podczas tradycyjnie kończącego sezon w skokach narciarskich weekendu lotów w Planicy jak grom z jasnego nieba spadła informacja o powrocie Stefana Horngachera do pracy z polskimi skoczkami. Austriak, który w latach 2016-2019 doprowadził polską kadrę do wielu sukcesów miał powrócić do naszej ojczyzny najpewniej w roli dyrektora sportowego w strukturach Polskiego Związku Narciarskiego. Gdy wszystko czekało na oficjalne potwierdzenie przez prezesa związku Adama Małysza, pod polskimi skokami po raz kolejny zatrzęsła się ziemia.

Zobacz wideo Wzruszający gest Władimira Semirunnija na streamie Łatwoganga. "Nie mam kasy, ale chcę dać coś wartościowego"

Zmiany w PZN

W czerwcu odbędą się wybory nowych władz na czele z prezesem PZN. Małysz, sprawujący urząd w trakcie pierwszej kadencji poinformował, że nie będzie ubiegał się o reelekcję. Ruch byłego znakomitego skoczka uprzedził jednak były sternik federacji w latach (2006-2022) Apoloniusz Tajner. Były trener Małysza zaskoczył swoim wyznaniem, iż będzie się ubiegał o fotel prezesa związku.

Wobec powyższych zapowiedzi zmarginalizowany został temat zatrudnienia Horngachera w naszym kraju. Z całości wysunął się obraz, iż pewne osoby z zarządu miały blokować inicjatywę Małysza w kwestii sprowadzenia do naszego kraju 56-latka. Tę hipotezę zdają się potwierdzać słowa Adama Fickowskiego, jednego z członków zarządu, który w rozmowie z TVP Sport nie krył się z brakiem zaufania do Austriaka. "Krzysztofa Bieguna wywalił, Bartłomieja Kłuska wywalił, Andrzej Stękała też nie miał łatwo. Wyszły różne numery z tego chaosu" - komentował.

Horngacher jak Stoeckl?

Nowe światło na potencjalną współpracę na linii PZN - Stefan Horngacher rzucił w rozmowie z portalem "WP SportoweFakty" Jakub Kot, ekspert Eurosportu. - To mi się od razu kłóciło, kiedy usłyszałem w Planicy informację o przyjściu Austriaka. Horngacher przecież mówił, że już kończy z Niemcami, bo ma swoje lata, chce pracować bardziej na miejscu, być więcej w domu. Dochodzą mnie słuchy, że w przypadku Polski to miałaby być praca bardziej zdalna  - przyznał były skoczek.

Od razu przypomina się okres współpracy związku z Alexandrem Stoecklem, który w dosyć burzliwy sposób zakończył pracę w naszym kraju. Austriak, który przez wiele lat trenował Norwegów, rozstał się z tamtejszym związkiem w niezbyt dobrych stosunkach, pracę w naszym rodzimym związku wykonywał w sposób zdalny. 

- Praca zdalna nie byłaby odpowiednią formułą współpracy, jeśli faktycznie miałby być dyrektorem sportowym. Jak miałby tylko wysyłać jakieś plany treningowe i raz na miesiąc do nas przyjeżdżać, to nie jest to coś, czego oczekuję. Osoba na tym stanowisku musiałaby przebywać na miejscu i jeździć po klubach, na wydarzenia, żeby odpowiednio zdiagnozować problemy i przebudować system - kontynuował Kot.

Jak długo będzie czekał Horngacher?

Czy wobec zmian w związku można się spodziewać, iż Horngacher przestanie być zainteresowany posadą w PZN? - Rozumiem potencjalne zniecierpliwienie Horngachera, który planuje już coś od kilku miesięcy, a nagle zostaje wstrzymany. To za duży gracz, żeby tyle czekał i może zrezygnować. Małysz pewnie założył, że nie będzie żadnych oporów ze strony związku. Oby te szczegóły były jak najszybciej dograne, bo czekanie nikomu nie służy - stwierdził ekspert stacji Eurosport.

Po słabym sezonie, w którym wśród naszych skoczków błyszczał jedynie Kacper Tomasiak, do sezonu letniego polscy skoczkowie będą się przygotowywali pod okiem Macieja Maciusiaka bez Kamila Stocha, który w Planicy zakończył swoją bogatą karierę.

Więcej o: