Adam Małysz nie będzie ubiegał się o drugą kadencję w roli prezesa Polskiego Związku Narciarskiego. To oznacza, że Małysz nie będzie walczył o to stanowisko z Apoloniuszem Tajnerem. - Moja wizja tego, jak to ma wyglądać, nie jest spójna z zarządem. Moja decyzja jest na nie, nie będę kandydować. Na razie się nie zastanawiałem nad inną rolą. Mamy jeszcze dużo do zrobienia. Kluczowe umowy do podpisania - mówił Małysz w wywiadzie dla Polsatu Sport.
Decyzja Małysza odbiła się szerokim echem w środowisku skoków narciarskich. O tym, co zrobił Małysz, pisze niemiecka telewizja Sport1, określając całą sytuację "trzęsieniem ziemi".
"W Polsce wciąż trwają zawirowania. Decyzja czterokrotnego mistrza świata nie jest całkowicie zaskakująca. Ostatnio wielokrotnie narzekał na nieodpowiednie warunki w federacji. Co więcej, debata wokół Stefana Horngachera, stała się w Polsce kwestią polityczną. Małysz nie będzie ubiegał się o mandat" - czytamy w artykule.
Niemcy zaznaczają, że sytuacja Horngachera pozostała nierozwiązana. "To, czy i jak Horngacher ma jeszcze przyszłość w polskich skokach, wydaje się niepewne po odejściu Małysza. Horngacher pozostaje w zawieszeniu" - dodaje sport1.de. Wszystko powinno się oficjalnie wyjaśnić po wyborach do zarządu Polskiego Związku Narciarskiego, które odbędą się w połowie czerwca.
Zobacz też: 25-letni skoczek ogłosił zakończenie kariery
Czy decyzja Małysza sprawi, że Horngacher ostatecznie nie trafi do Polski? Sam Małysz twierdzi, że sprawa pozostaje otwarta. - W wielu sprawach moje zdanie było odmienne od tego zarządu, ale ta sprawa Horngachera na pewno nie jest zamknięta, ona jest otwarta. Jest szansa, że Stefan przyjdzie do PZN-u, ale to zostawiam nowemu zarządowi. Rozumiem tę zwłokę - mówił aktualny prezes PZN-u.
Jakub Balcerski ze Sport.pl uważa, że Horngacher trafi do Polskiego Związku Narciarskiego, a zmiany w zarządzie nie staną na przeszkodzie do rozpoczęcia współpracy. "Horngacher wie, z jakim środowiskiem się zderzy. Nie dla niego tu przychodzi. Robi to dla zawodników, a także zaufanych sobie ludzi, których ma mieć wokół. No i dla siebie. Dla wyzwania, które jest dla niego na tyle ciekawe, że zaakceptuje nawet wewnętrzne przepychanki z tymi, których do siebie nie przekonuje. Na szczęście wygląda na to, że kilku leśnym dziadkom ze związku nie uda się tego wszystkiego zepsuć" - pisze nasz dziennikarz.