W ostatnim czasie głośno jest o czerwcowych wyborach na prezesa Polskiego Związku Narciarskiego. Zaczęło się od tego, że Adam Małysz, obecny prezes, chciał zatrudnić Stefana Horngachera w roli szefa szkolenia w polskich skokach. Małysz spotkał się jednak z oporem zarządu, który podkreślił, że nie powinno się podpisywać nowych umów pod koniec kadencji. Horngacher musi zatem czekać. Później start w wyborach ogłosił Apoloniusz Tajner, który wskazaną funkcję pełnił już w latach 2006-2022.
W środę (22 kwietnia) Małysz poinformował, że nie będzie ubiegał się o reelekcję. W rozmowie z Polsatem Sport przyznał, że jego wizja nie spójna z wizją zarządu. Dlatego też nie zamierza kandydować.
Teraz z kolei w wywiadzie dla WP SportoweFakty powiedział, że jest zadowolony z 80 procent kroków, które zostały podjęte za jego prezesury. Są też przykre rzeczy. Legenda polskich skoków wylicza, iż nie udało się zrobić trasy biegowej na Kolnej w Krakowie, temat tunelu aerodynamicznego zgasł, a przy Szkole Mistrzostwa Sportowego nie stworzono dużych obiektów pod sporty zimowe. Co stoi za tymi niepowodzeniami?
- Zabrakło zaangażowania części osób, część planów przerosła nasze możliwości finansowe. Jako związek nie jesteśmy w stanie zrobić wszystkiego samodzielnie. W zeszłym roku nie udało się choćby zrealizować pomysłu produkowania nart dla Polaków, ale uważam, że to jeszcze nie jest do końca stracone. W wielu sprawach spotkaliśmy się z oporem, który trudno było przełamać. W prywatnej firmie tworzysz budżet i walczysz o finansowanie, tymczasem w związku musisz walczyć o wszystko od samego początku - ocenił Małysz.
Ustępujący prezes PZN wypowiedział się też nieco o swoich charakterze. Ubolewa nad jedną rzeczą, która jest przydatna w roli działacza.
- Na pewno nie potrafię iść do celu po trupach. To nie mój styl. Nad czym zresztą czasem ubolewam, bo ludzie z takimi umiejętnościami mają dużo łatwiej - podkreślił.
Jednocześnie Małysz oznajmił, że najbardziej jest zadowolony z reform w sporcie juniorskim. Dużo dumy dał mu projekt Akademia Lotnika. Ponadto 48-latek dał do zrozumienia, że temat Horngachera nie jest zamknięty, ale warto działać jak najszybciej. Tymczasem trudno oczekiwać, by zarząd zmienił zdanie.