Po bardzo udanym sezonie 2024/25 kolejny był dla Pawła Wąska fatalny - przynajmniej w Pucharze Świata. Stracił miano lidera kadry i zajął odległą, 43. lokatę w klasyfikacji generalnej. Zaskoczył jednak na zimowych igrzyskach olimpijskich, bo wraz z Kacprem Tomasiakiem wywalczył... srebro w konkurencji duetów. Dzięki temu zapewnił sobie nie tylko emeryturę olimpijską, ale i mógł liczyć na nagrody od PKOl. A właściwie to nadal może liczyć, bo choć od zakończenia imprezy we Włoszech minęły dwa miesiące, to skoczek nie zobaczył jeszcze całości obiecanych pieniędzy. A wszystko przez kłopoty jednego z głównych sponsorów PKOl-u, Zondacrypto.
Niektórzy sugerują, że medaliści olimpijscy nie zobaczą już więcej pieniędzy, bo Zondacrypto wkrótce może przestać istnieć. Panuje wokół niego wielki chaos i nie wiadomo, co dalej. W sprawie głos zabrał też Radosław Piesiewicz, który uspokajał opinię publiczną. Spokojny nie jest jednak Wąsek.
- Na pewno nie odpuszczę tych pieniędzy - zapowiadał medalista olimpijski w rozmowie z WP SportoweFakty. O jakiej kwocie mowa w jego przypadku? To aż 200 tysięcy złotych. - Wielu z nas dostało taką obietnicę, wielokrotnie powtarzano ją publicznie, więc nie biorę pod uwagę, by teraz odpuścić - dodawał i podkreślił, że obiecane środki, szczególnie w tym momencie, są mu naprawdę potrzebne. - Robię teraz generalny remont domu i te pieniądze są mi niezbędne. Na razie jednak nie podejmuję nerwowych kroków - mówił.
A czy ktoś z PKOl-u rozmawiał z Wąskiem, by nieco go uspokoić i poinformować o sytuacji? - Nikt z Polskiego Komitetu Olimpijskiego nie kontaktował się ze mną, a ja nie śledzę na bieżąco sytuacji. Już wcześniej dostałem informację z Zondacrypto, że wszystkie pieniądze trafią na moje konto do końca kwietnia i na razie wierzę w to, że sponsor wywiąże się z obietnicy. Jeśli za tydzień pieniędzy wciąż nie będzie na koncie, to będę działał w tej sprawie - podkreślił i zapowiedział konkretne kroki. - Jeśli nie otrzymam pieniędzy w zapowiedzianym terminie, to na pewno zadzwonię do prezesa Piesiewicza i będę oczekiwał dokładniejszych informacji, co zamierza z tym zrobić - zapewniał.
Zobacz też: Koniec spekulacji. 44-letnia legenda podjęła decyzję ws. kariery.
Co dalej? Co czeka olimpijczyków? Trudno powiedzieć. W sieci i polskich mediach wrze. Wiele osób oskarża o zaistniałą sytuację prezesa PKOl. - Doprowadził do dramatycznej sytuacji, jeżeli chodzi o PKOl, bo to jest instytucja, która przez dziesiątki lat pracowała na to, aby Polacy utożsamiali ją jako dom sportu. To jest człowiek, który skompromitował tę instytucję. (...) 30 tysięcy Polaków nie może wypłacić pieniędzy, a polscy olimpijczycy, wspaniali sportowcy, nie mogą otrzymać pieniędzy od PKOl-u - mówił Jakub Rutnicki, minister sportu i turystyki, w rozmowie z Moniką Olejnik.