Tomasiak dostał 1,888 miliona i mieszkanie. "To może nie być najlepszy pomysł"

- Już nie muszę się przejmować - mówi Kacper Tomasiak o swojej finansowej przyszłości. Po wywalczeniu trzech medali olimpijskich (dwóch srebrnych i jednego brązowego) 19-letni skoczek narciarski właśnie został obsypany nagrodami i pieniędzmi.
Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

W lutym Kacper Tomasiak wywalczył aż trzy medale na zimowych igrzyskach olimpijskich Mediolan/Cortina d’Ampezzo 2026. Teraz 19-letni skoczek odebrał większość nagród za te wielkie sukcesy.

Zobacz wideo Tu wychował się Kacper Tomasiak! Odwiedziliśmy jego rodzinne strony

W sobotę na gali w Polskim Komitecie Olimpijskim Tomasiak dostał sześć czeków na łączną kwotę 1,45 miliona złotych. Kiedy zsumujemy wszystko, co wręczono temu skromnemu chłopakowi, zauważymy, że nastolatek, który dopiero co zaczął karierę, z miejsca stał się majętnym człowiekiem.

Oto nagrody Tomasiaka:

  • 900 tysięcy złotych od Polskiego Komitetu Olimpijskiego
  • 550 tysięcy w tokenach od sponsora PKOl-u, firmy Zondacrypto (podobno sportowcy nie będą mieli problemu z wymianą tokenów na złotówki)
  • 275 tysięcy złotych od Polsatu
  • 163,5 tysiąca złotych nagrody z ministerstwa sportu (a dodać trzeba też dwuletnie stypendium na łączną kwotę 370 tysięcy złotych)
  • warte 1 mln złotych dwupokojowe mieszkanie w Warszawie
  • voucher na wykończenie tego mieszkania
  • trzy bony na wakacje – każdy warty 10 tysięcy złotych
  • diamenty inwestycyjne o łącznej wartości 19,5 tysiąca
  • biżuterię o łącznej wartości 5,5 tysiąca
  • trzy obrazy
  • trzy złote karty do kin Helios ważne do końca 2030 roku

Jak łatwo policzyć, w samej gotówce na koncie Tomasiaka powinno znaleźć się w krótkim czasie aż 1,888 miliona złotych. A drugie tyle dostał w nagrodach. Jak młody skoczek się z tym czuje? I jak radzi sobie z ogromnym zainteresowaniem, jakie wzbudza od ponad dwóch miesięcy?

Jak to jest nagle stać się milionerem?

Kacper Tomasiak: Nie czuję, żeby coś się zmieniło. Moje wydatki się nie zmieniły, dalej są bardzo podobne. Myślę, że tak normalnie do tego wszystkiego podchodzę. Na pewno można powiedzieć, że jest to dobre zabezpieczenie na przyszłość, że już nie muszę się przejmować czy w przyszłości coś może wydarzyć finansowo kiepskiego. Ale aktualnych wydatków to raczej u mnie nie zmieniło.

Gdy w grudniu zająłeś piąte miejsce w Pucharze Świata w Wiśle i dostałeś w nagrodę 6 tysięcy euro, to mówiłeś, że te pieniądze będzie trzeba jakoś zainwestować. Czy teraz masz już doradcę od takich spraw? Bo pewnie sam nie masz na to czasu?

- Na razie jeszcze konkretnej osoby od prowadzenia takich rzeczy nie mam. I nawet jeszcze nie wiem czy będę kogoś takiego szukał, czy raczej na własną rękę będę się tym zajmował. Raczej staram się do tego na spokojnie podchodzić i nie robić tego jak najszybciej, bo to może nie być najlepszy pomysł.

Pozostając w tematyce biznesowej, ale może trochę rozluźniając atmosferę, chciałbym się dowiedzieć czy próbowałeś już "wywaru z Kacpra Tomasiaka".

- Nie mam pojęcia, tak szczerze.

Jak to?

- Bo próbowałem jeszcze bez etykiety. I aż tak bardzo się na tym nie skupiam, bo jednak najczęściej piję wodę, innych napojów raczej nie.

Czyli napoju Oshee [to sponsor Tomasiaka], na którego etykiecie jesteś, próbowałeś na etapie konsultacji, pewnie podczas ustalania takich kwestii jak smak i skład?

- Tak, ale szczegółów dokładnie nie pamiętam.

Kiedy kibice znający już smak "wywaru z Igi Świątek" doczekają się w sklepach twojego napoju?

- Nie mam pojęcia, jaki jest przewidziany termin.

Mówisz, że aktualne wydatki ci się nie zmienią, a nie marzy ci się kupno na przykład jakiegoś fajnego samochodu?

- Samochód już mam dosyć długo, kupiłem go przed tymi nagrodami. I nie mam na razie żadnych planów w kwestii innego, bo to jest nieopłacalna inwestycja, samochód tylko traci na wartości. Chyba że jest jakiś, nie wiadomo jak limitowany. Ale aż tyle z tych nagród nie dostałem, żeby taki kupić.

Prezes Adam Małysz jako wielki fan motoryzacji pewnie doradziłby ci coś fajnego w twoim budżecie. Masz w ogóle jakiś wymarzony model?

- Nie mam. Trochę się motorsportem interesuję, ale nie jestem jakimś wielkim miłośnikiem i nie wiadomo jakim fanem.

Na jakieś wakacje się wybierzesz? Trzy bony o łącznej wartości 30 tysięcy złotych pewnie pozwoliłyby ci wybrać jakieś piękne miejsce, którego dotąd nie miałeś czasu i możliwości zobaczyć?

- Nie miałem jakichś wymarzonych celów podróży. Może to spontanicznie jakoś wyjdzie, ale na tę chwilę o niczym takim nie myślę.

A myślisz jeszcze o swoim upadku na lotach narciarskich w Vikersund? Piękny sezon skończyłeś w niemiły sposób.

- Raczej nic wielkiego się nie stało. Potrzebowałem tygodnia, no może z jeszcze kilkoma dniami, na odpoczynek. Od wszystkiego dookoła. Ale teraz już czuję się w porządku, nie ma problemu. O upadku myślę tylko wtedy, kiedy dostanę pytanie w wywiadzie. Nie mogę powiedzieć, że się tym zamartwiam.

A czy po tym odpoczynku poszedłeś na jakąś skocznię i skoczyłeś chociaż raz?

- Jeszcze nie było okazji. Ale myślę, że nie będzie problemu, żeby skoczyć.

Czyli chociaż w Vikersund upadłeś na skoczni mamuciej, to dużo poważniejszy był ubiegłoroczny upadek w Zakopanem?

- Tak, po tamtym musiałem mieć dłuższą przerwę. Tamten upadek dużo groźniej wyglądał. Ale też nie miałem po nim problemu, żeby wrócić do skakania. Myślę więc, że teraz tym bardziej nie będę miał problemu z powrotem na skocznię.

Sam chciałeś odpuścić Planicę czy to raczej sztab trenerski uznał, że lepiej nie zabierać cię na finał sezonu?

- To wyszło trochę ode mnie i trochę ze strony sztabu. Sam czułem, że ciężko by mi było fizycznie być w stuprocentowej dyspozycji. Dlatego wiedziałem, że lepiej będzie odpuścić, na spokojnie sobie odpocząć i nie ryzykować.

W trakcie igrzysk olimpijskich dałeś piękne świadectwo wiary. Czy teraz miałeś czas, żeby się zaangażować w służbę liturgiczną podczas Triduum Paschalnego?

- Akurat teraz nie mam za bardzo wolnego czasu, ale gdzieś tam zawsze staram się coś pomóc. Ale raczej mało mam czasu.

Ty w ogóle masz czas, żeby pożyć? Czy raczej od już ponad dwóch miesięcy to szaleństwo, które się wokół ciebie rozpętało, tylko się nasila?

- Ciągle przydarzają się sytuacje pozasportowe, więc czasu wolnego jest trochę mniej. Wcześniej czasu wystarczało na różne rzeczy, a teraz już jest wszystko tak wypełnione, że brakuje czasu na odpoczynek. Chociaż w święta na pewno trochę się odpocząć udało.

Jak się czujesz teraz, gdy stoisz przed grupą dziennikarzy? Słyszymy, że już nie odpowiadasz na nasze pytania, powtarzając "Nie wiem, nie zastanawiałem się jeszcze nad tym", ale nie wiemy, ile cię ta poprawa kosztuje. Stresujesz się? Męczy cię to, że nie dajemy ci spokoju? Że ciągle o coś pytamy?

- Myślę, że nie stresuje, chociaż wiadomo, że w niektórych momentach trochę czasami męczy, bo już by się chciało pojechać do domu i położyć do łóżka. Ale takiego wielkiego stresu raczej nie czuję.

A co czujesz, nagrywając reklamy? Mignęło mi już coś w mediach społecznościowych i zastanawiam się, czy czujesz się w tym dobrze, czy raczej jest tak, że gdy kamera się włącza, to myślisz tylko, żeby jak najszybciej zrobić swoje i mieć to z głowy?

- Trochę tego i trochę tego. Bo nie czuję się jakoś bardzo źle, ale też raczej zależy mi na tym, żeby jak najszybciej to załatwić. Wychodzi, to dobrze, ale też nie jest tak, że chciałem tam dużo czasu spędzić.

Opowiesz nam o najfajniejszym spotkaniu, jakie miałeś, po igrzyskach? Może dostałeś jakieś super pytania od dzieciaków w jakiejś szkole, a może zapamiętałeś szczególnie coś innego?

- Nie przypominam sobie jakiegoś konkretnego spotkania, które by mi zapadło w pamięć. Raczej nie miałem takiego.

A byłeś już w odwiedzinach w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Szczyrku, której absolwentem jesteś?

- Jeszcze nie byłem, ale mamy to w planach i ja, i Paweł Wąsek, bo też jest absolwentem.

Musisz się trochę chować w swoich stronach? Chodzisz w bluzie z kapturem i w ciemnych okularach?

- Nie muszę, ale czasami się zdarza. Po prostu jest jak trochę zimniej, to bywa, że kaptur zakładam, a w okularach przeciwsłonecznych też czasami chodzę. Nie jest to spowodowane chęcią ukrywania się – tak było już przed sukcesami.

A do domu ci kibice nie dzwonią i nie nalegają, żebyś wyszedł zrobić sobie z nimi zdjęcie i dać autograf? Pewnie wiesz, że Adam Małysz i Kamil Stoch wiele razy byli tak niepokojeni?

- U mnie się to jeszcze nie zdarzyło.

A jak się czujesz w tak zacnym gronie: Irena Szewińska, Otylia Jędrzejczak, Justyna Kowalczyk i ty? Tylko wy zdobyliście po aż trzy medale na jednych igrzyskach olimpijskich.

- Czuję się w miarę normalnie. Nie czuję nie wiadomo jakiego prestiżu, nie chcę się z tym afiszować, tylko normalnie do tego podchodzę.

Kacper, czy do ciebie w ogóle dotarło, że zrobiłeś coś wielkiego? Mówisz, że nie chcesz się afiszować i okej, ale kolega właśnie wymienił obok twojego nazwiska legendy polskiego sportu, bo ty też stworzyłeś kawał pięknej historii polskiego sportu. Zdajesz sobie z tego sprawę?

- No tak, niby sobie zdaję, ale aż tak bardzo się tym po prostu nie przejmuję, bo tak po prostu mam. Raczej normalnie do tych rzeczy podchodzę.

Rozumiem, że tak twardo stąpasz po ziemi, że nie odlecisz, żeby nie wiem co. I to jest super. Ale jednocześnie czy dasz sobie poczuć, że ludzie są pod naprawdę wielkim wrażeniem twojego sukcesu? Że zachwyciłeś?

- Wiem o tym, ale tak po prostu mam, że aż tak bardzo się tym nie cieszę. Tak mam, ciężko mi to zmienić i myślę, że tak mi już zostanie.

Myślisz, że właśnie głównie dzięki temu, że tak masz, osiągnąłeś już tak wiele?

- Może tak, chociaż aż tak bardzo się nie zastanawiam nad przyczynami sukcesów, tylko raczej skupiam się na tym, żeby utrzymywać dyspozycję i iść dalej do przodu.

Masz jakieś niesportowe marzenie?

- Myślę, że nie, bo nawet sportowych marzeń nie miałem jakichś konkretnych. Ja nie jestem typem osoby marzącej nie wiadomo o czym.

A masz jakieś wady? Słyszeliśmy, że lubisz długo pospać, ale to za słabe jak na poważną wadę.

- Na pewno jakieś wady się znajdą, ale samemu ciężko jest o tym mówić, więc myślę, że trzeba by było o to inne osoby zapytać.

Więcej o: