Polscy skoczkowie narciarscy rozczarowali w sobotnim konkursie Pucharu Świata w Oslo. Kamil Stoch i Paweł Wąsek w ogóle nie startowali (przepadli w kwalifikacjach), Piotr Żyła oraz Aleksander Zniszczoł nie awansowali do drugiej serii, a Maciej Kot i Kacper Tomasiak skończyli w trzeciej dziesiątce. Szansa na poprawę była w niedzielę.
O poranku rozegrano kwalifikacje. Z Polaków jako pierwszy skoczył Zniszczoł i była to próba absolutnie do zapomnienia. Z wynikiem zaledwie 110 m w tamtym momencie był trzeci od końca, co w praktyce oznaczało, że zabraknie go w konkursie. Ostatecznie był szósty od końca.
Jakiś czas później na rozbiegu pojawił się Wąsek. Skok na 118,5 m rewelacją nie był, ale wystarczył do tego, aby od razu uzyskać kwalifikację. Podobnie wyglądało to u Kota - 120 m i względnie spokojny awans, choć z odległej pozycji.
Następnie przyszła kolej na Żyłę oraz Stocha. Pierwszy z nich poleciał na 118,5 m, co przy kiepskich notach za styl i sporej liczbie odjętych punktów za wiatr sprawiło, że był drugi na liście oczekujących - tak zostało do końca. Stoch był o dwa metry lepszy od kolegi z kadry i bezpośrednio wszedł do konkursu. W tamtym momencie był tuż nad Wąskiem.
Zobacz również: Znany skoczek już nie wystartuje. "Moja wiza została anulowana na polskiej granicy"
Jako ostatni z Polaków startował Tomasiak. Uzyskał on 122,5 m, co wystarczyło do awansu, jednak dystans do czołówki był bardzo duży. Przed skokami najlepszej dziesiątki prowadził Maximilian Ortner po locie na 130,5 m.
O pół metra gorszy był Stephan Embacher, ale i tak wyprzedził rodaka. Tyle że za moment Anze Lanisek pofrunął na 133,5 m, przejmując prowadzenie. Jako ostatni próbował go wyprzedzić Domen Prevc i właśnie jemu się udało - wylądował aż na 137. metrze, zdecydowanie najdalej ze wszystkich.