Nie będziemy kłamać – 22. miejsce w Oslo to dla Kacpra Tomasiaka żaden sukces. Dla 19-letniego multimedalisty igrzysk olimpijskich to wręcz jeden z najgorszych występów w całym sezonie. Ale na Kacpra nie mamy prawa narzekać.
Dla polskich kibiców skoków narciarskich ta zima mogłaby się już skończyć. Jest długa i niemal w całości nieudana. Kadrze wyszły tylko igrzyska – na nich nawet kompletnie pogubiony Paweł Wąsek zdołał doskoczyć do medalu. Oczywiście z pomocą Kacpra Tomasiaka. A Kacper to jest nasz jedyny bohater tego sezonu. Bohater wielki, wspaniały. I kompletnie nieoczekiwany.
W sobotę w Oslo Tomasiak zaliczył 21. w życiu start w Pucharze Świata. Debiutował niecałe cztery miesiące temu w Lillehammer, zajmując w tamtejszych konkursach 18. i 22. miejsce. Wtedy takimi wynikami naszego żółtodzioba się zachwycaliśmy. Teraz 22. miejsce Kacpra w Norwegii odbieramy jako - nazywajmy rzeczy po imieniu – słabe.
Tylko cztery razy Tomasiak był niżej niż teraz w Oslo. A po tym jak wywalczył trzy medale olimpijskie (srebro i brąz indywidualnie oraz srebro w duecie z Wąskiem) chcielibyśmy przecież, żeby i w Pucharze Świata już wskakiwał na podium. To naturalne, że nasze oczekiwania poszły w górę. Ale jeszcze bardziej naturalne jest to, że Tomasiak może być zmęczony. Pierwszy raz w życiu ma tak intensywny sezon. Wytrzymuje go znakomicie. Tak, podkreślmy to: ZNAKOMICIE!
Tomasiak jest stabilny jak stary mistrz. Miewa ostatnio gorsze dni, ale i tak spokojnie punktuje w konkursach. A i między tymi gorszymi dniami potrafi się tak pozbierać, żeby atakować top 10 – jak tydzień temu w Lahti, gdzie po 24. miejscu w pierwszym konkursie, w drugim był dziesiąty.
W Oslo Tomasiak też potrafił być wysoko. Na treningu zajął czwarte miejsce. Kto wie, jak po 22. miejscu z soboty spisze się w niedzielę. Ale nawet jeśli nie zawalczy o pierwsze w karierze podium Pucharu Świata, nawet jeśli nie wejdzie po raz kolejny do top 10, to tak naprawdę nic się nie stanie.
Na ten moment Tomasiak ma 384 punkty w Pucharze Świata. I jest 17. w klasyfikacji generalnej. Szukając nastolatka z większą liczbą punktów w cyklu trzeba kopać głęboko. Tak, żeby dokopać się aż do sezonu 2018/2019. Wówczas, siedem lat temu, 19-letni Timi Zajc był lepszy niż teraz 19-letni Tomasiak. Chociaż czy aby na pewno był lepszy?
W Pucharze Świata na pewno. Słoweniec skończył go z dorobkiem aż 833 punktów, dwa razy był na podium – drugi w Sapporo i pierwszy na lotach w Oberstdorfie. Tomasiak nawet przy ewentualnej świetnej końcówce tej zimy w pięciu pozostałych konkursach (jeszcze raz Oslo, dwa razy Vikersund i dwa razy Planica) może dobić pewnie maksymalnie do 500 punktów. O pierwsze pucharowe podium będzie mu trudno. No chyba że okaże się genialnym lotnikiem. Ale lepiej nie nastawiajmy się na nie wiadomo jakie wyniki Kacpra w lotach, bo w nich jeszcze nigdy nie startował. Z drugiej strony – na igrzyska też pojechał pierwszy w życiu. I w Pucharze Świata też zalicza pierwszy sezon w karierze.
Ale zostawmy rozważania o tym, co może się wydarzyć. Skupmy się na tym, co już się wydarzyło. I to doceńmy. Tomasiak poza świetną stabilizacją w Pucharze Świata ma te imponujące, niesamowite i zasłużenie zdobyte medale olimpijskie. Zajc w swoim genialnym sezonie siedem lat temu do medali głównej imprezy się nie zbliżył. W indywidualnych konkursach mistrzostw świata był wtedy dziesiąty i 50. A w drużynówce z kolegami – szósty.
Zresztą, zostawmy te porównania, bo nie chodzi przecież o to, żeby decydować czy lepszy był 19-letni Zajc czy lepszy jest 19-letni Tomasiak. Rzecz w tym, żeby docenić, jak wspaniałego mamy skoczka. I żeby do końca sezonu umieć kibicować Kacprowi bez jakichś wygórowanych oczekiwań. Żeby być z nim, nawet jeśli już do końca miałby nie zbliżyć się do tych imponujących wyników, jakie osiągnął w minionych tygodniach. On na to zasługuje. A trochę już go znając liczymy, że mimo wszystko jeszcze i w tej trudnej końcówce pozytywnie zaskoczy.
Doceniajmy Tomasiaka, tym bardziej, że poza nim nie mamy praktycznie nikogo. W sobotę w Oslo poza naszym liderem punkty zdobył jeszcze tylko 25. Maciej Kot. Już po pierwszej serii zawody skończyli Aleksander Zniszczoł (na 32. miejscu) i Piotr Żyła (był 46). A Kamil Stoch i Paweł Wąsek nawet w tych zawodach nie wystąpili, bo przepadli w piątkowych kwalifikacjach.
W sobotę najlepszy był Gregor Deschwanden, a razem z nim na podium stanęli Maximilian Ortner i Naoki Nakamura. Niedzielny konkurs w Oslo zaplanowano na godzinę 16.10. O godzinie 9 odbędą się kwalifikacje. Transmisje w TVN-ie, Eurosporcie i na platformie HBO MAX. Relacje na żywo na Sport.pl.