Polscy skoczkowie na igrzyskach olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo zdobyli sensacyjne trzy medale. Srebrny i brązowy indywidualnie to dzieło Kacpra Tomasiaka, a srebro w duetach Tomasiaka i Pawła Wąska. Czy wobec tego przyszłość trenera Macieja Maciusiaka rysuje się w kolorowych barwach? A może jest związana z przyszłością Adama Małysza jako prezesa PZN?
- Myślę, że to nie ma znaczenia i jakkolwiek się to wszystko potoczy, to świat będzie się toczył dalej. Staramy się oddzielać sprawy zawodowe od prywatnych, bo to nie jest jakimś sekretem, że prywatnie się kolegujemy rodzinami. Nawet jak się widujemy czy wyjeżdżamy, to nie zajmujemy się sprawami służbowymi. Tak jest zdrowo dla obu stron - powiedział Małysz w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onetem, odpowiadając na pytanie, czy kwestia pozostania Maciusiaka z kadrą łączy się z potencjalnym pozostaniem Małysza w roli prezesa.
Małysz w rozmowie przeprowadzonej przez Kamila Wolnickiego zgodził się, że jest w nim mniej zniechęcenia niż jeszcze dwa miesiące temu.
- Zawsze tak jest, że jeśli pojawiają się jakieś światła w tunelu, czyli wyniki, to jest łatwiej. Ja nie jestem w związku dla działaczy, tylko dla sportowców i sportu. Na nich mi najbardziej zależy. Jeśli mam się z kimś użerać, to tylko strata dla zdrowia mojego i mojej rodziny. Wiem też jednak, że jest jeszcze sporo rzeczy do zrealizowania. Cóż, to dla mnie bardzo trudna decyzja - powiedział.
Legendarny skoczek zapowiedział, że po zakończeniu sezonu Pucharu Świata w skokach, który tradycyjnie będzie miał miejsce w Planicy będzie bliżej podjęcia decyzji w sprawie swojej przyszłości. Jak sam przyznaje - ma być ona niezależna od nacisków działaczy, trenerów i dziennikarzy.
Według Małysza PZN jest zaopatrzony sponsorsko i w najbliższym czasie zostaną podpisane nowe umowy. Wicemistrz olimpijski z Salt Lake City i Vancouver wprost zasugerował, że federacja znajduje się w najlepszej kondycji od dawna.