Analiza

Kibice obawiali się o Tomasiaka. Niesłusznie. Pokazał, że nic go nie rusza

W piątek w Lahti Kacper Tomasiak ledwo zapunktował w konkursie, a w sobotę ledwo awansował do zawodów. Czy nasz sensacyjny multimedalista olimpijski złapał zadyszkę? Czy to już koniec jego świetnego skakania w tym sezonie? Wszystkim zmartwionym Tomasiak odpowiedział osobiście. Bardzo wyraźnie.
Kacper Tomasiak
screen z Eurosportu

Kacper Tomasiak ma trzy medale olimpijskie (srebro i brąz indywidualnie oraz srebro w duetach z Pawłem Wąskiem), a dopiero po raz piąty w życiu wskoczył do top 10 konkursu w ramach Pucharu Świata. Dziesiąte miejsce naszego 19-latka doceniamy tym mocniej, że tuż przed konkursem nie na żarty się o niego baliśmy.

Zobacz wideo Tu wychował się Kacper Tomasiak! Odwiedziliśmy jego rodzinne strony

W grudniu wydawało się, że 18-letni debiutant złapał zadyszkę po mocnym rozpoczęciu sezonu. Martwiliśmy się wszyscy, gdy Kacper Tomasiak po naprawdę świetnych jak na nowicjusza występach w Lillehammer, Falun i Ruce zajął dopiero 25. miejsce u siebie, w Wiśle. I co? I wtedy Tomasiak odpowiedział, wskakując w drugim konkursie w Wiśle na piąte miejsce, wówczas najlepsze w karierze.

My się o Tomasiaka martwimy, a Tomasiak robi swoje

W grudniu jeszcze raz wydawało nam się, że Tomasiak wpadł w turbulencje. To było po jego 32. miejscu w Klingenthal. Nagle, po aż ośmiu z rzędu startach z punktami Pucharu Świata, nowy lider polskich skoków nie wszedł do drugiej serii. Martwili się wszyscy – tak, bądźmy ze sobą szczerzy – że to może być początek nowej serii. Złej zaraz po dobrej. Przecież to dla młodych skoczków normalna sprawa. I co? I od razu po Klingenthal w Engelbergu Tomasiak zajął 13. i piąte miejsce. W ostatnich startach przed Turniejem Czterech Skoczni pokazał, że ma ochotę i możliwości, żeby w tej prestiżowej imprezie powalczyć o miejsce w top 10.

W styczniu znowu się o Kacpra martwiliśmy. Na koniec Turnieju Czterech Skoczni wyglądał na zmęczonego. Po 14. miejscu w Oberstdorfie, ósmym w Garmisch-Partenkirchen i ósmym w Innsbrucku, w Bischofshofen był dopiero 19. I wypadł z top 10 całego Turnieju Czterech Skoczni – skończył go na 12. miejscu.

Zmartwionych Tomasiak i wtedy pocieszył błyskawicznie – tydzień później pierwszy raz w życiu wskoczył na podium Pucharu Świata. Był trzeci w konkursie duetów w Zakopanem, skacząc tam świetnie, znacznie lepiej niż jego partner w zawodach, czyli Dawid Kubacki.

Ale czy za chwilę nie martwiliśmy się o Kacpra po raz kolejny? Tuż po Zakopanem w Sapporo drugi raz w życiu zdarzyło mu się nie wejść do drugiej serii konkursu Pucharu Świata. Był 33. Co prawda nazajutrz zajął dobre, 12. miejsce, ale później został schowany. Na długo, aż do lutego, aż do igrzysk, nie startował w zawodach Pucharu Świata, nie było go też na mistrzostwach świata w lotach narciarskich.

Na igrzyskach już się o Tomasiaka nikt nie martwił. W trakcie olimpijskiej rywalizacji wszyscy na punkcie Kacpra zwariowaliśmy. Do tego stopnia, że dziś, już w marcu, zaczęliśmy się martwić czy aby to szaleństwo nie przytłoczyło chłopaka. Do Pucharu Świata Tomasiak wrócił przez Lillehammer, gdzie zdobył srebro mistrzostw świata juniorów. To był powrót szalony. W czwartek po godzinie 17 Kacper odbierał medal w Norwegii, a w piątek po 14 już startował w Finlandii. W jednoseryjnym konkursie zajął dopiero 24. miejsce. A gdy w sobotę skoczył jeszcze słabiej w kwalifikacjach – był dopiero 42. – to w mediach społecznościowych co bardziej wrażliwi kibice zaczęli się martwić, że to już koniec. Że tego, konkretnie „show z medali", Kacper już nie wytrzyma.

Otóż okazuje się, że Kacper Tomasiak może wytrzymać znacznie więcej niż nam wszystkim się wydaje. Owszem, z medalami prezentował się kibicom w Bystrej i w Bielsku-Białej, na oficjalnych powitaniach, gościł też w jednym ze śniadaniowych programów telewizyjnych i był u ministra sportu. A po tym wszystkim jeszcze przyspieszył – wpadł jak po ogień na juniorskie MŚ i poleciał po kolejny medal. I co? I nic. I spokojnie znów wrócił do tego, co robi najlepiej – do świetnego skakania.

Tomasiak to fenomen!

W sobotnim konkursie w Lahti Tomasiak zajął 10. miejsce. Pierwsza seria: 123,5 metra, druga seria – 125,5 metra (podkreślmy, że na skoczni o punkcie konstrykcyjnym na 116. metrze). Oba skoki w bardzo dobrym stylu. W obu widzieliśmy ogromny postęp zrobiony błyskawicznie. Tomasiak ma tę zdolność, że bardzo szybko wyciąga wnioski i wprowadza poprawki. A że do tego jest ogromnie skupiony na swojej robocie (którą kocha!), to tak naprawdę całe to zamieszanie, jakie wokół niego widzimy nas, dobrze mu życzących, przeraża. Ale jego nie rusza.

Tomasiak to fenomen. I już nie możemy się doczekać, co pokaże lada dzień w pierwszych w swoim życiu lotach narciarskich w Vikersundzie i w Planicy. A najpierw, już w niedzielę, z ogromną przyjemnością zobaczymy Kacpra w konkursie duetów w Lahti (o godzinie 15). Widać, że już się na Salpausselce poczuł dobrze. A zatem znów czeka nas frajda z oglądania tego superutalentowanego chłopaka.

Poza Tomasiakiem w sobotę punkty zdobyli jeszcze dwaj Polacy – 22. Piotr Żyła i 28. Maciej Kot. Po pierwszej serii konkurs skończyli Kamil Stoch, Dawid Kubacki i Paweł Wąsek. Zostali sklasyfikowani odpowiednio na 34., 41. i 47. miejscu. Konkurs wygrał Daniel Tschofenig, a razem z nim na podium stanęli Domen Prevc i Ryoyu Kobayashi.

Więcej o: