Główny cel reprezentacji Polski na te mistrzostwa został zrealizowany. Kacper Tomasiak wywalczył indywidualnie srebro i zapewnił naszemu krajowi dodatkową kwotę startową w Pucharze Świata. Konkretnie naszym juniorom, bo obowiązuje ona właśnie ich (oraz samego medalistę). To jednak nie był koniec zmagań w Lillehammer. Dla Tomasiaka tak, bo on, a także pozostali medaliści Stephan Embacher i Jason Colby już są w Lahti na Pucharze Świata. Jednak resztę naszej kadry czekał konkurs drużynowy.
Nie ma co ukrywać, z Kacprem nasze szanse na medal zespołowy byłyby dużo większe. Jego brat Konrad był indywidualnie 20., Kamil Waszek 18., a Łukasz Łukaszczyk 32. Każdego z nich stać jednak na jeszcze lepsze skakanie. Największą zagadką był jednak oczywiście ten, który zastępował lidera polskich juniorów, czyli Szymon Sarniak. W treningach skakał słabo, na poziomie piątej dziesiątki. Dlatego też nie dostał się do kadry na zawody indywidualne. Faworytami do medalu nie byliśmy, a jak już, to brązowego. Jednak w skokach juniorów bywało już różnie. Seria próbna nie wlała jednak za wiele optymizmu. Zajęliśmy w niej drużynowo 5. miejsce, do podium tracąc 28,5 pkt.
Zaczęliśmy jednak całkiem nieźle. Kamil Waszek poleciał 92,5 metra i dał nam 4. miejsce po pierwszej grupie z niewielką stratą do podium (niecałe 3 pkt). Niestety w kolejnej serii mieliśmy Szymona Sarniaka. On niczego co prawda nie zawalił. 88 metrów to było tyle, ile mogliśmy oczekiwać. Przy czym rywale z grupy byli o wiele mocniejsi. Do medalu po tym skoku traciliśmy już ponad 15 punktów. Niestety dwie kolejne próby sytuacji nie poprawiły. Łukasz Łukaszczyk poleciał 90,5 metra, a Konrad Tomasiak z niższej belki (zaczynaliśmy z 10., a on skakał z 8.) 89 metrów. Wszystko to dało efekt w postaci piątego miejsca i straty aż 29,4 pkt do podium. Medal już praktycznie uciekł.
Jeśli o czołówkę chodzi, to Austriacy mieli kłopoty po dwóch pierwszych grupach. Byli dopiero na trzecim miejscu. Jednak 98 metrów Nikolausa Hummla i 95,5 metra Lukasa Haagena dały im prowadzenie i to aż o 15,6 pkt nad drugimi Niemcami. Trzecią lokatę niespodziewanie zajmowali Norwegowie, którzy wyprzedzali Słowenię. U rodaków Domena Prevca rozczarował lider Enej Faletić (tylko 88,5 metra).
Po pierwszej serii wiadomo było, że Polska na medal nie ma już co liczyć. Pozostało po prostu zaprezentować się jak najlepiej. Udało się to Waszkowi, który poleciał 95 metrów i w dobrym stylu podsumował swój występ w tym konkursie. Szymon Sarniak chciał zapewne osiągnąć choć 90. metrów. Jednak zabrakło mu pół. 89,5 metra Polaka w drugiej serii. Za to 91 metrów skoczył Łukaszczyk. On dziś był po prostu poprawny. Tylko tyle i aż tyle. To samo można powiedzieć o Konradzie Tomasiaku. Uzyskał 87 metrów w ostatnim skoku, choć znów z niższej belki od kolegów, dzięki czemu łączną notę miał z nich najlepszą. Piąte miejsce dla Polski.
Ostatecznie kwestia złota rozstrzygnęła się zgodnie z oczekiwaniami. Austriacy przypilnowali tego, czego mieli przypilnować. Choć nie bez trudności, bo przed ostatnią grupą Niemcy zbliżyli się do nich tylko na 2,1 pkt! Jednak Lukas Haagen pokazał klasę. Poleciał aż 98 m i przypieczętował złoto dla Austriaków. Nacja ta wygrywa konkursy drużynowe wśród juniorów nieprzerwanie od 2021 roku.
Najciekawsza była walka o brąz. Słoweńcy i Norwegowie wymieniali się na trzecim miejscu niemal skok po skoku. Finalnie Oddvar Gunneroed w ostatniej próbie pokonał Eneja Faleticia (95 m vs 92,5 m), a Norwegia zdobyła brąz!