Od samego początku rywalizacja na mistrzostwach juniorów w Lillehammer była zapowiadana jako starcie Tomasiak vs Embacher. Multimedalista olimpijski kontra dwukrotny juniorski mistrz świata, który dopiero co był dwukrotnie drugi w Pucharze Świata na lotach na skoczni Kulm. Tym razem chodziło oczywiście o skocznię normalną, czyli przeciwieństwo mamuciej, natomiast Austriak już w treningach pokazał, że drastyczne zmniejszenie obiektu nie robi na nim wrażenia.
W konkursie nie było inaczej. Tomasiak oddał dwa bardzo dobre skoki, uzyskując 98 i 97 metrów. Jednak Embacher w obu przypadkach dokładał mu kilka punktów. Austriak wygrał o 9,2 pkt, zostając pierwszym w historii trzykrotnym, indywidualnym mistrzem świata juniorów. Dla Tomasiaka srebro to oczywiście też duży sukces. Pierwszy medal tej imprezy dla Polski od brązu Jana Habdasa z 2023 roku. Po konkursie nasz reprezentant odpowiedział na pytania przedstawicielki mediów światowej federacji (FIS). Jak zwykle był dość krytyczny wobec swoich skoków, choć sam wynik go zadowala.
- Czuję się całkiem dobrze. Skoki nie były co prawda idealne, ale myślę, że to była ciekawa rywalizacja między mną a Stephanem. Końcowy wynik mnie ostatecznie cieszy. Jechałem tu po medal. Wiedziałem, że może być ciężko sięgnąć po złoto i się nie udało. Natomiast nie jestem z tego powodu zły. Teraz skupiam się na Pucharze Świata. Będę skakał już w każdy weekend aż do końca sezonu. Jeszcze trochę zawodów zostało i myślę, że będzie dobrze - powiedział Polak.
Dla 19-latka to koniec mistrzostw w Lillehammer. Kacper Tomasiak udaje się teraz do Lahti, gdzie już w piątek 6 marca pierwszy konkurs indywidualny Pucharu Świata. Embacher zrobi zresztą to samo. Obaj nie wezmą udziału w rywalizacji drużynowej, która odbędzie się w sobotę 7 marca o 12:30.