Żenujący finał skandalu w Willingen. Niesamowite, co zrobili złodzieje

Norwescy skoczkowie narciarscy nie będą miło wspominać ostatniego wyjazdu do Willingen. I nie chodzi tu o wyniki sportowe. W nocy ktoś włamał się do ich szatni i ukradł sprzęt, z którego korzystali. Sprawa trafiła na policję, a jej finał okazał się wręcz zadziwiający. Jak ujawnił dyrektor norweskiej kadry, Jan-Erik Aalbu, niedługo później skontaktowali się z nim... sami sprawcy kradzieży.
Jan-Erik Aalbu
https://www.youtube.com/watch?v=0r78ZAmd7a0

W Willingen, w poprzedni weekend, odbyły się dwa ostatnie konkursy Pucharu Świata w skokach narciarskich przed igrzyskami olimpijskimi. W obu triumfował Domen Prevc, a w drugim wysokie 9. miejsce zajął Piotr Żyła. W trakcie imprezy nie obyło się jednak bez skandalu. W nocy z soboty na niedzielę doszło do włamania do norweskiej szatni. Jak się później okazało, zniknęły z niej kaski, kurtki, czapki, rękawiczki i okulary. Skoczkowie musieli więc korzystać z pożyczonych. Incydent od razu zgłoszono na policję.

Zobacz wideo Polskie skoki w kryzysie? Byliśmy na Pucharze Świata w Zakopanem

Norwescy skoczkowie padli ofiarą kradzieży. Niesłychany zwrot. "To my to zrobiliśmy"

Jak relacjonował menadżer norweskiej kadry, Jan-Erik Aalbu, funkcjonariusze pokazali mu nagrania z monitoringu. Widać było na nich, jak sprzęt wynosi dwójka mężczyzn. Tożsamości sprawców nie udało się jednak ustalić. Niedługo później sprawa przyjęła niespotykany obrót.

O wszystkim Aalbu opowiedział w rozmowie z norweskim serwisem VG. - Wczoraj odebrałem telefon z niemieckiego numeru, którego nie miałem na liście kontaktów. Osoba, z którą rozmawiałem, wydawała się jednocześnie miła i zatroskana. Wtedy zapytałem ją: "Czy masz sprzęt?". "Tak" - odpowiedziała. "Bo to my to zrobiliśmy" - relacjonował działacz.

Złodzieje sami zgłosili się do Norwegów. Oto co powiedzieli

A zatem to Norwegów zgłosili się skruszeni złodzieje, którzy postanowili zwrócić zabraną własność. -Przeprosili i zapytali, czy mogę zadzwonić na policję. (...) Powiedziałem wtedy tylko: "Dziękuję za telefon, mam nadzieję, że uda się panu skontaktować z organizatorami z Willingen i dostarczyć im cały sprzęt". Powiedział, że to zrobi, ale nic więcej nie usłyszałem - opowiadał Aalbu.

Dyrektor tamtejszej kadry przyznał, że mimo wszystko był zdenerwowany i zażenowany całą sytuacją. Zapytano go również, czy liczy, że sprzęt uda się odzyskać przed startem igrzysk. - Nie, nie sądzę. Nie mam też pojęcia, czy uda im się dostarczyć ten sprzęt organizatorom w Willingen - stwierdził. - Ale na szczęście nie zabrali nart ani butów, co byłoby kompletną katastrofą. Trudno byłoby je wymienić w tak krótkim czasie - dodał.

Więcej o: