Analiza

Polskie skoki czekały na to 7315 dni. Sensacja

Na medal mistrzostw świata w lotach narciarskich polskie skoki czekają już sześć lat. I wygląda na to, że poczekają dłużej. Do Oberstdorfu, na jedną z sześciu największych skoczni na świecie, Polacy jadą bez wielkich nadziei. Dla dwóch naszych skoczków będą to jednak wyjątkowe zawody.
Klemens Joniak (na zdjęciu) i Kamil Stoch (w ramce)
Dominik Gajda, Marek Podmokly, Agencja Wyborcza.pl

Brązowy medal w 2020 roku drużyny  w składzie Piotr Żyła, Andrzej Stękała, Kamil Stoch i Dawid Kubacki to ostatnie podium Polaków na MŚ w lotach. Dwa lata przed tym występem w Planicy Polak ostatni raz zdobył indywidualny medal tej imprezy - w Oberstdorfie srebro wywalczył Kamil Stoch.

Zobacz wideo Polskie skoki w kryzysie? Byliśmy na Pucharze Świata w Zakopanem

Po ośmiu latach MŚ w lotach wracają na skocznię imienia Heiniego Klopfera. Ale możemy być niemal pewni, że nasi skoczkowie odegrają tym razem drugoplanowe role. Wręcz boimy się, żeby przesadnie nie rozczarowali i nie zostali negatywnymi bohaterami już podczas pierwszych dni rywalizacji. 

Sensacja w składzie Polaków. Pierwszy raz na lotach

Największą szansę na dobry występ pewnie miałby Kacper Tomasiak. Najlepszego z Polaków w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata - zajmuje w niej 12. miejsce - jednak zabraknie.

To raczej dobra decyzja: pierwsze w karierze loty na mamucie mogłyby rozstroić technikę 19-latka, i to tuż przed igrzyskami olimpijskimi. Tomasiak zapewnia, że nie boi się latać, ale rozumie decyzję trenerów. Jest gotowy wystartować w lotach w dalszej części sezonu - a skoczkowie będą latać jeszcze na Kulm, w Vikersund i Planicy.

W Oberstdorfie będzie za to inny debiutant. Pierwszy raz na lotach pojawi się Klemens Joniak. Już tydzień po swoim pierwszym zagranicznym występie w PŚ - podczas weekendu w Sapporo, gdzie pierwszy raz udało mu się zapunktować, gdy w niedzielę skończył konkurs na 30. miejscu.

Ten wybór trenera Maciusiaka uznano za sensację - nazwały go tak nawet niemieckie media.

To raczej pozytywna niespodzianka: dawno młody skoczek nie dostał tu tak niespodziewanej szansy na zebranie doświadczenia. - Nie boję się. Bardzo chcę się zmierzyć z tym wyzwaniem, jestem ciekawy, jak będę sobie radził na tak dużej skoczni. Nie mogę się tego doczekać - zapewnił Joniak w rozmowie z TVP Sport, już po otrzymaniu powołania do składu. Zaznaczał też, że celem na weekend jest dla niego 200 metrów. I, generalnie, żeby latać w Oberstdorfie jak najdłużej - po czwartkowych treningach najsłabszy z polskich skoczków opuści MŚ i pojedzie do Eisenerz. W Austrii zostaną przeprowadzone zawody Pucharu Kontynentalnego.

Tego w polskich skokach nie było od 20 lat. Ostatni przypadek to Stoch

Występ Joniaka będzie ciekawostką także pod innym kątem: po raz pierwszy od 20 lat podczas mistrzostw świata w lotach polski skoczek odda swoje pierwsze skoki na mamuciej skoczni. Aż trudno uwierzyć, ale poprzednio takim zawodnikiem był Kamil Stoch podczas MŚ organizowanych na mamucie Kulm w Bad Mitterndorf w 2006 roku.

Stoch zadebiutował tam na konkursie lotów 12 stycznia, w czwartek mija dokładnie 7315 dni od tego wydarzenia. Miał wówczas zaledwie 19 lat i zaczął tę imprezę znakomicie: od dziewiątego miejsca w treningu i lotu na aż 191 metrów. W kwalifikacjach uzyskał 185,5 metra i ponownie był dziewiąty (jedenastu zawodników miało zapewniony start w konkursie ze względu na pozycję w klasyfikacji generalnej PŚ). Latał tego dnia najlepiej z Polaków, bo Adam Małysz lądował aż 15 metrów bliżej. Gorzej Stoch wypadł podczas konkursu - odpadł po pierwszej serii i skoku na 152 metry. Był jeszcze w drużynie - z Małyszem, Robertem Mateją i Stefanem Hulą zajęli ostatnie, dziewiąte miejsce, a Stoch skoczył 137,5 metra.

Teraz Kamil Stoch żegna się z MŚ w lotach. A to jego brakujący klejnot w koronie. Zdobywał złoto na igrzyskach, MŚ na dużej skoczni, zgarniał Kryształowe Kule czy Złote Orły za zwycięstwo w Turnieju Czterech Skoczni, ale triumfu na imprezie dla najlepszych lotników na świecie nie odniósł. Osiem lat temu zabrakło mu 13,3 punktu - wyprzedził go Norweg Daniel Andre Tande. W ostatniej rozegranej serii uzyskał jednak tylko 200 metrów i stracił do Polaka 11,5 metra. Czwarta, decydująca seria tamtych MŚ dla niektórych pozostała jednym z wielu "gdyby" w polskich skokach. Bo kto wie, czy Stochowi nie udałoby się wówczas jakoś wyrwać złota.

Teraz w Niemczech będzie rywalizował w zupełnie innych okolicznościach. I raczej chce się po prostu godnie pożegnać. Choćby w taki sposób, w jaki prezentował się tu dwa lata temu - kiedy zajął 11. miejsce, tuż za Top10, do której w PŚ wciąż nie może wrócić - już od blisko trzech lat.

Najważniejsze informacje przyjdą z Krakowa, a nie Oberstdorfu. Po zebraniu zarządu PZN

To dwa akcenty, na które w Oberstdorfie na pewno warto zwrócić uwagę u Polaków. A reszta? Jadą tu także:

  • Piotr Żyła - specjalista od lotów, ale w tym sezonie bardzo niepewny i niestabilny, choć może mieć sobie coś do udowodnienia po przegranej walce o miejsce w składzie na igrzyska;
  • Dawid Kubacki - ten, któremu w Oberstdorfie wyjątkowo nie idzie, technikę ma zupełnie inną od takiej, której potrzeba do dalekich lotów w Niemczech, ale jego forma w ostatnich startach rosła;
  • Maciej Kot - ostatni raz punktował na lotach w PŚ w 2018 roku w Planicy, ale ostatnio miał serię czterech konkursów w "30" PŚ, pierwszy raz od dwóch lat;
  • Aleksander Zniszczoł - w tym sezonie bez punktów, ale teraz, w rozmowie ze Skijumping.pl, zapowiadział, że mamuty to "skocznie, które mogą go obudzić".

Nie da się ukryć: to wszystko nie są wyraźne, przekonujące argumenty, że Polacy będą tu mocni. To tylko niewielkie zarysy nadziei, że któryś z nich wyjdzie tu poza bezbarwność i przeciętność.

Niewykluczone, że dyskusję o tym, co wydarzy się w Oberstdorfie, zupełnie przykryje inna - o składzie na igrzyska olimpijskie. Tam niemal pewne są już dwa miejsca - trudno sobie wyobrazić, żeby nie znaleźli się w polskiej ekipie Kacper Tomasiak i Kamil Stoch. Pytanie: kto będzie tym trzecim? Największe szanse przypisuje się Dawidowi Kubackiemu i Pawłowi Wąskowi. Mniejsze - Maciejowi Kotowi, praktycznie żadne całej reszcie. Argumenty za tym, żeby polecieć do Włoch, mieli jednak niemal wszyscy polscy zawodnicy, więc po tym, jak zarząd Polskiego Związku Narciarskiego zatwierdzi kadrę, w mediach społecznościowych pewnie zrobi się głośno.

W Niemczech w czwartek wszystko rozpoczyna się o g. 14:30 - wtedy zaczną się oficjalne treningi. Po nich trener Maciej Maciusiak wybierze czterech skoczków, którzy wezmą udział w kwalifikacjach (o g. 17). W piątek i sobotę zaplanowano cztery serie konkursu indywidualnego o mistrzostwo świata w lotach, a w niedzielę dwie serie drużynówki. Relacje na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl LIVE.

Więcej o: