Kacper Tomasiak pozostaje najlepszym polskim skoczkiem w sezonie olimpijskim 2025/2026. W sobotę nasz 19-letni junior przegrał z wiatrem, był dopiero 33. W niedzielę wspaniale wywalczył sobie 12. miejsce.
Po pierwszej serii Tomasiak był 17. Znów, jak w sobotę, nie miał szczęścia do warunków. Poleciał 124,5 metra, za wiatr odjęto mu tylko 6,9 pkt. Dla porównania: Dawid Kubacki trafił na tak dobre podmuchy, że jemu zabrano aż 15,8 pkt. Kubacki świetnie wykorzystał szczęśliwy los. Po skoku na 129,5 m na półmetku zawodów był 13.
W połowie konkursu mieliśmy nastroje umiarkowanie dobre, bo poza wymienioną dwójką punkty zapewnili sobie jeszcze Maciej Kot (był 27.) i Klemens Joniak (był 30.). Szczególnie cieszyło pierwsze wejście do top 30 w karierze Joniaka. Dwa lata temu na MŚ juniorów w Whistler Joniak i Tomasiak byli w składzie polskiej drużyny, która zdobywała srebro. W tym sezonie obaj zadebiutowali w Pucharze Świata. I już obaj zapunktowali.
Oczywiście Joniak na razie w żaden sposób nie może się równać z Tomasiakiem. Klemens wywalczył punkcik – skończył niedzielne zawody w Sapporo na 30. miejscu. Ale świetnie, że dopisało mu szczęście, że w pierwszej serii wyprzedził o 0,4 pkt Romana Koudelkę i zapewnił sobie ten punkt. Dla polskich skoków to ważny moment. Dopiero drugi raz w historii mamy taki konkurs, w którym pucharowe punkty zdobyło dla nas dwóch skoczków urodzonych w XXI wieku. Pierwszy miał miejsce w Rasnovie 18 lutego w 2023, czyli dwa lata i 11 miesięcy temu. Albo, jak kto woli, 1065 dni temu. Wówczas w średnio obsadzonych zawodach w Rumunii 14. był Kacper Juroszek urodzony w 2001 roku, a 17. Jan Habdas urodzony w 2003 roku.
Niedzielne punkty w Sapporo Tomasiaka i Joniaka są ważne, bo przecież w końcu musi w naszych skokach dojść do zmiany pokoleniowej. Sezon, w którym karierę kończy Kamil Stoch (w Sapporo nieobecny, odpoczywa i trenuje w domu) to zdecydowanie dobry moment chociaż na obietnicę tej zmiany.
Przy tej okazji podkreślmy, że Joniak to skoczek z rocznika 2005, a Tomasiak jest o dwa lata młodszy. Naprawdę wielkie wrażenie robi dojrzałość, jaką prezentuje Kacper.
W drugiej serii niedzielnego konkursu dwunasty skoczek klasyfikacji generalnej Pucharu Świata huknął aż 134,5 metra. Tym razem miał już niezłe warunki wietrzne (odjęto mu 10,4 pkt). A że warunki świetnie wykorzystał, to finalnie awansował aż o pięć miejsc i skończył zawody na dwunastym miejscu.
Tomasiak znowu był najlepszym z Polaków. Na 15. miejsce spadł Kubacki (127,5 m), a na 20. z 27. awansował Kot (w pierwszej serii miał 119, a w drugiej – 131,5 m). Natomiast Joniak pozostał na 30. miejscu. W drugiej serii minimalnie się poprawił (122,5 i 123 m), ale do awansu o chociaż jedno miejsce zabrakło mu 0,1 pkt (do 29. Timiego Zajca). W niedzielnych zawodach oglądaliśmy jeszcze jednego naszego reprezentanta. Ale tylko w pierwszej serii. Aleksander Zniszczoł zajął 36. miejsce (121 m).
Ostatni konkurs przed ogłoszeniem kadr na igrzyska olimpijskie wygrał Domen Prevc. Słoweniec wyprzedził Ryoyu Kobayashiego i Daniela Tschofeniga. Polską trójkę na igrzyska Mediolan/Cortina d’Ampezzo 2026 poznamy 22 stycznia, po zarządzie Polskiego Związku Narciarskiego. Pewniakami są Tomasiak i Stoch. Ostatnie miejsce w polskiej trójce najpewniej zajmie Kubacki, Kot albo Paweł Wąsek.