Kubacki zrobił kibicom trochę nadziei w serii próbnej, skacząc 128,5 metra, co pozwoliło na zajęcie piętnastego miejsca. W konkursie było nieco gorzej - 35-latek uzyskał kolejno 125,5 oraz 126 metrów. Ostatecznie uplasował się na 25. lokacie.
- Wydaje mi się, że wszystkie trzy skoki były na podobnym poziomie. W serii próbnej były trochę lepsze warunki. Muszę brać to, co jest i pracować dalej - stwierdził Kubacki na antenie Eurosportu.
Zobacz też: Stoch wprost: Nie miałem niczego do powiedzenia
29. z kolei był Kot, który oddał dwa bardzo porównywalne skoki na 124 i 123,5 metra. Urodzony w Limanowej skoczek nie był jednak zadowolony z siebie, co wyraźnie podkreślił po zawodach mówiąc, że seria finałowa mu się nie należała.
- Nie powinno mnie być w drugiej serii, tak zupełnie szczerze. Byłem pogodzony, że ten skok da nie awansu, bo go zepsułem. Niestety tak się los potoczył dla Kacpra (Tomasiaka - red.), że miałem szansę wystąpić w drugiej serii - mówił dla Eurosportu.
Nie jest tajemnicą, że Kot i Kubacki walczą o wyjazd na igrzyska olimpijskie. Jak wyliczył Mateusz Leleń z TVP Sport, od zawodów w Innsbrucku obaj panowie skakali ze sobą w 20 seriach. "Wynik? 11:9 dla Dawida (6:0 w Sapporo!). W tym czasie Maciej punktował jednak w trzech konkursach, a Dawid w dwóch" - czytamy we wpisie dziennikarza na portalu X.
Po raz drugi tej zimy smakiem awansu do drugiej serii musiał obejść się lider polskiej kadry, Kacper Tomasiak, który 20 stycznia skończy 19 lat. Bielszczanin wyjaśnił w rozmowie z Eurosportem, co zadecydowało o tym, że uzyskał tylko 119,5 metra.
- Tak się złożyło, że na progu skok mi "podjechał". Miałem mocny wiatr pod narty na buli, a potem wiało w plecy. Wytraciłem prędkość, po prostu spadłem. Tak wyszło, i trzeba walczyć dalej - przyznał z pokorą młody skoczek. Rację przyznał mu trener Wojciech Topór, który zastępuje w Sapporo Macieja Maciusiaka.
- To było "combo". Kacper "zabrał sobie" za bardzo do góry na progu. Na buli wiało pod narty, za co dostał minusy, a na dole wiało z tyłu i wyhamował. Natomiast przy dobrym skoku można było uzyskać więcej - stwierdził i dodał: - Jedynie Olek (Zniszczoł - red.) skoczył nieco lepiej, ale z dużymi rezerwami, bo to dalej dalekie od dobrego skakania. Wszyscy nasi zawodnicy popełniali błędy. Nie było tak, że brakowało szczęścia. Po prostu źle skoczyli.
Drugi konkurs Pucharu Świata w Sapporo rozegrany zostanie o godz. 3:00 czasu polskiego w nocy z soboty na niedzielę 18 stycznia. Poprzedzą go kwalifikacje, których start zaplanowano na godz. 1:30.