Był czternasty w Oberstdorfie, ósmy w Garmisch-Partenkirchen, również ósmy w Innsbrucku, a teraz zajął dziewiętnaste miejsce w Bischofshofen. Nieźle, jak na debiutanta, prawda? Nie, nieprawda - bardzo, bardzo dobrze!
Zaledwie półtora miesiąca temu 18-letni Kacper Tomasiak zadebiutował w Pucharze Świata, a dziś swój pierwszy w życiu Turniej Czterech Skoczni skończył na dwunastym miejscu. To trzeba docenić, nawet jeśli czujemy niedosyt, bo w ostatniej chwili Polakowi uciekło top 10. O zaledwie 4,4 punktu.
Tomasiak jest tej zimy jak ratownik. Całych naszych skoków. Gdyby nie on, nie byłoby po co włączać telewizorów w polskich domach w tym czasie, w którym są one włączane nieustannie od 25 lat. Równo ćwierć wieku temu Adam Małysz wygrał Turniej Czterech z największą w historii przewagą nad resztą świata (ponad 100 punktów nad drugim Janne Ahonenem) i wtedy wszystko się dla nas zaczęło. W kolejnych latach do końcowych triumfów dolatywali Kamil Stoch i Dawid Kubacki, a w ścisłej czołówce Turnieje kończyli Piotr Żyła (nawet na podium), Maciej Kot, Andrzej Stękała czy Paweł Wąsek. Ale tego, czego właśnie omal nie dokonał Tomasiak, nie przeżywaliśmy od bardzo, bardzo dawna.
W 1997 roku, czyli 29 lat temu, Małysz miesiąc po swych 19. urodzinach skończył Turniej Czterech Skoczni w top 10, na ósmym miejscu. Musieliśmy czekać do 2026 roku na walkę kolejnego polskiego nastolatka o pierwszą dziesiątkę tej imprezy.
Tomasiak pojechał na swój pierwszy w życiu Turniej z szansami na dobry wynik i po prostu taki wynik osiągnął. Chłopak, który za dwa tygodnie (20 stycznia) skończy 19 lat z ujmującą lekkością odhacza kolejne naprawdę wielkie rzeczy. W Pucharze Świata jest jedenasty, Turniej skończył na dwunastym miejscu, za chwilę od niego trener kadry Maciej Maciusia, zacznie ustalać skład na igrzyska olimpijskie (zaczną się już 6 lutego).
W tle bardzo jakościowego skakania Tomasiaka w Oberstdorfie, Ga-Pa, Innsbrucku i Bischofshofen z Turniejem Czterech Skoczni żegnał się kończący karierę Stoch. W tle zawodzącego Żyłę w połowie zmieniał również przeżywający wielkie problemy Kubacki. W tle perypetie z dyskwalifikacją i własną niemocą przeżywał błyszczący przed rokiem Paweł Wąsek. W tle polskie skoki stoją w miejscu, w niemocy. A Tomasiak leci. Niech to trwa, niech to będzie lot do nowej przyszłości tej dyscypliny w naszym kraju.
Może w Bischofshofen Tomasiak był już trochę zmęczony, może miał trochę problemów za sprawą specyficznego, bardzo długiego i płaskiego najazdu skoczni, na której nigdy dotąd nie skakał. W każdym razie i tam nasz junior poradził sobie całkiem dobrze.
W parze KO w pierwszej serii Tomasiak rywalizował z Aleksem Insamem. Włoch skoczył przyzwoicie, ale było jasne, że 124,5 metra to będzie za mało na Polaka. Tomasiak nie zawiódł – w bardzo ładnym stylu osiągnął 129,5 metra, wylądował klasycznym telemarkiem i gdy było już pewne, że wygrał ten pojedynek, nagle zakantował lewą nartą, jeszcze będąc w strefie ocenianej, na odjeździe. Ten błąd kosztował Tomasiaka kilka punktów. Do jego noty weszły trzy oceny 17,0 od sędziów. Lekko licząc, gdyby nie ta walka o uniknięcie upadku, lider naszej kadry miałby notę o trzy punkty wyższą. A wtedy byłby już po pierwszej serii najlepszym z Polaków i plasowałby się najpewniej na miejscu 18-19., a nie na 23.
Tomasiak, mimo swojego młodego wieku i statusu debiutanta, jest skoczkiem opanowanym. Już kilka razy imponował odpornością. Choćby wtedy, gdy w trudnych warunkach wietrznych bronił miejsca w top 10 po pierwszej serii w noworocznym konkursie w Garmisch-Partenkirchen, czy wówczas, gdy utrzymywał miejsca w top 5 w konkursach w Wiśle i Engelbergu. Teraz w drugiej serii Tomasiak walczył nie tyle o dobre miejsce w konkursie w Bischofshofen, co o utrzymanie pozycji w top 10 całego 74. Turnieju Czterech Skoczni. W pierwszej serii konkursu w Bischofshofen atak na top 10 przypuścili Austriacy Manuel Fettner i Stefan Kraft.
Po sześciu z ośmiu serii Turnieju Fettner był trzynasty i do zajmującego dziesiąte miejsce Tomasiaka tracił 22,1 pkt. W siódmej, przedostatniej, serii odrobił aż 16,2 pkt. Natomiast Kraft po trzech konkursach był piętnasty i do dziesiątego Kacpra tracił 27,7 pkt, a teraz, w przedostatnim skoku w ramach Turnieju, odrobił do Polaka 15,5 pkt.
A zatem w ostatnim skoku swojego pierwszego Turnieju Czterech Skoczni Tomasiak bronił miejsca w top 10, wyprzedzając atakujących Fettnera – o 5,9 pkt – i Krafta – o 12,2 pkt.
Co ważne, w finale Polak musiał skakać znacznie wcześniej od Austriaków - on był po pierwszej serii 23., oni byli na miejscach siódmym (Fettner) i ósmym (Kraft). Niepewne było, czy Tomasiak będzie miał porównywalne warunki do Austriaków. Ale na tym po prostu nie warto i nie można było się skupiać. I Tomasiak to wiedział.
Ostatni skok Kacpra w 74. Turnieju Czterech Skoczni był bardzo dobry. Po uzyskaniu 131,5 metra Tomasiak otrzymał notę w sumie o 10 punktów wyższą niż w pierwszej serii (134,8 pkt). I gdy czekaliśmy na odpowiedzi Fettnera oraz Krafta, obserwowaliśmy, jak nasz skoczek awansuje w klasyfikacji.
Zaskakujące (pozytywnie rzecz jasna!) było to, że miejsce przed Tomasiakiem obronił Maciej Kot, który był w połowie konkursu 22. Dzięki lądowaniu na 133. metrze Kot ostatecznie zajął 17. miejsce i był w Bischofshofen najlepszym z Polaków. Po pierwszej serii taki status miał Stoch. Ale w drugiej rundzie trzykrotny zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni nie zdołał przeskoczyć Kota. Lot Stocha na 129,5 metra był dobry i pozwolił mu uplasować się tuż przed Tomasiakiem - o 0,2 punktu.
Piękny był moment, w którym trzy pierwsze miejsca zajmowali Polacy. Cieszy, że wszyscy trzej skończyli zawody w Bischofshofen na przyzwoitych miejscach, w drugiej dziesiątce (ostatecznie Kot był 17., Stoch - 18., a Tomasiak - 19.). Zwłaszcza że wszyscy w finale się poprawili. Ale najważniejsze pozostawało to, czy Tomasiak obroni miejsce w top 10 Turnieju.
Niestety, okazało się, że i Kraft, i Fettner przeskoczyli Tomasiaka. W drugiej serii Kraft musiał być lepszy od Polaka o 12,2 pkt, a był o 13,6. Natomiast Fettner uzyskał w tej rundzie notę wyższą o 10,3 pkt, a tracił 5,9. Tym samym na dziesiątym miejscu cały TCS skończył Fettner, na jedenastym - Kraft, a Tomasiak zajął ostatecznie miejsce dwunaste.
Cały 74. Turniej Czterech Skoczni pewnie wygrał Domen Prevc. Słoweniec po zwycięstwach w Oberstdorfie i Garmisch-Parternkirchen był drugi w Innsbrucku i drugi w Bischofshofen. Razem z Prevcem na podium konkursu stanęli Austriak Daniel Tschofenig (wygrał) i Japończyk Ryoyu Kobayashi (był trzeci). Natomiast na podium Turnieju z Prevcem weszli Austriacy Jan Hoerl i Stephan Embacher.
Kolejne zawody Pucharu Świata w skokach w przyszły weekend w Zakopanem.