74. Turniej Czterech Skoczni stał dotychczas pod znakiem Dominacji Domena Prevca. Każdy jego konkursowy skok na niemieckich skoczniach to było co najmniej 140 metrów. Przed startem rywalizacji w Innsbrucku miał ponad 30 punktów przewagi Janem Hoerlem.
Jeśli chodzi o Polaków, to mogliśmy liczyć przede wszystkim na Kacpra Tomasiaka. W Innsbrucku pewnie wygrał w parze z Maciejem Kotem, po pierwszej serii był w pierwszej dziesiątce. Miał idealną okazję do ataku w konkursie i na ugruntowanie sobie miejsca w TOP 10 TCS. Niestety, reszta Polaków była daleko w tyle.
W niedzielę na skoczni Bergisel w Innsbrucku po raz pierwszy w tej edycji TCS-u Domen Prevc nie odniósł zwycięstwa. Znakomity Słoweniec po pierwszej serii był dopiero czwarty, a w finale przesunął się na drugie. Lepszy okazał się Ren Nikaido. Mimo to Prevc utrzymał prowadzenie w klasyfikacji cyklu. Nad drugim Janem Hoerlem ma ponad 41 punktów przewagi. Podium cały czas uzupełnia Stephan Embacher. Jest mocny w tym sezonie, ale biorąc pod uwagę klasę rywali, nikt nie spodziewał się go tak wysoko po ponad połowie rywalizacji w ramach TCS. Strata Kacpra Tomasiaka do Domena Prevca wynosi 103,3 pkt.
Kacper Tomasiak w Innsbrucku zajął bardzo dobre ósme miejsce i utrzymał pozycję w pierwszej dziesiątce cyklu. Co prawda Anże Lanisek zepchnął go na dziesiąte miejsce, ale młody Polak ma w miarę bezpieczną przewagę nad rywalami.
Z drugiej dziesiątki wypadł za to Kamil Stoch. To efekt braku drugiej serii w Innsbrucku po porażce w parze z Austriakiem Maximilianem Ortnerem. Maciej Kot i Paweł Wąsek także zaliczają spadek. Po rywalizacji na skoczni w Bergisel będą w czwartej dziesiątce.
Do klasyfikacji TCS dołączył Dawid Kubacki, który zameldował się w drugiej serii w Innsbrucku jako szczęśliwy przegrany. To pozwoliło mu wyprzedzić Piotra Żyłę. Teoretycznie może wyprzedzić Pawła Wąska na koniec Turnieju.
Ostatni konkurs TCS odbędzie się tradycyjnie w Bischofshofen 6 stycznia.