Anna Twardosz ma 24 lata i leci, mając na plecach ciężar całych polskich skoków narciarskich kobiet. Radzi sobie coraz lepiej. Minionej zimy regularnie punktowała w Pucharze Świata i potrafiła doskoczyć do najwyższego w karierze miejsca w zawodach tej rangi – piętnastego. Ostatnio, latem, wskoczyła na podium Grand Prix, kończąc na trzecich miejscach oba konkursy w Rasnovie. Cieszył też jej wynik w próbie przedolimpijskiej w Predazzo, gdzie zajęła dziewiąte miejsce, i generalnie cieszą jej rosnące aspiracje. Bo czekaliśmy na takie sukcesy na najwyższym szczeblu kobiecych skoków od samego początku startów Polek - już 12 lat.
Bardzo ważne – może najważniejsze – jest też to, że Twardosz coraz mocniej wierzy w siebie. To kluczowe dla dziewczyny, która niedawno zmagała się z bulimią i depresją.
Anna Twardosz: Zawdzięczam jej swój adres mailowy, a kiedyś zawdzięczałam też pseudonim.
- Parę lat temu było nas tak dużo w kadrze, że dziewczyny zaczęły do mnie mówić nie "Anka" tylko Hanka albo "Hannah Montana", no i to już tak zostało. Nie byłam jakoś niesamowicie zafascynowana tą postacią, ale dziewczyny wiedziały, że jako dzieciak oglądałam serial na Disney Channel. Ale to było dawno temu. Teraz już takich rzeczy nie oglądam!
- Lubię fantastykę. I oglądać, i czytać. Bardzo podobał mi się "Wiedźmin".
- Szczerze? Ja też "Władcy pierścieni" nie lubię. Próbowałam czytać, próbowałam oglądać, ale nie dałam rady. Wolę trochę inne klimaty. Na przykład uwielbiam "Harry’ego Pottera". Ale wolę oglądać niż czytać. Niektóre filmy i seriale uważam za tak dobre, że książki psują mi tę wizję, którą zobaczyłam.
- Na pewno stres poszedł do góry przez to lato. Wiadomo, że moje skoki się poprawiły, ustabilizowały. Chociaż ostatnio pojawiają się częściej takie męczące błędy. Właśnie głównie przez stres. Wiem, że zaczęło mi coraz lepiej wychodzić i trochę o tym myślę.
- Tak, właśnie o to chodzi. Moje i nie tylko moje oczekiwania poszły do góry i przez to chciałabym skakać jeszcze lepiej, niż skaczę.
- Pewnie top 10 z Predazzo to najbardziej wartościowy wynik, ale wiadomo, że podium to podium. Po nim oczekiwania na tej mniejszej skoczni w Predazzo jeszcze bardziej wzrosły. Mimo że moje skoki tam nie były już aż tak dobre, jak na przykład w Wiśle, w Courchevel czy w Rasnovie.
- Są takie opinie, ale ja się nie bałam. Tam się spada z wysoka i to może być problem. Ale radziłam sobie.
- To było trochę traumatyczne. Akurat stałam na miejscu dla liderki. To było strasznie nieprzyjemne i mam nadzieję, że nigdy więcej czegoś takiego nie doświadczę. Chociaż na pewno jeszcze gorzej miały dziewczyny, które po Evie musiały skakać. Strasznie Evie współczuję i mam nadzieję, że dojdzie do siebie. Skocznia do momentu lądowania jest naprawdę fajna. Tylko jak już się ląduje, to jest wrażenie, że się spada z bardzo wysoka i jest to takie nienaturalne, a przez to niebezpieczne.
- Osobiście tego nie czuję, ale może tak jest. Pewnie tak, skoro inne dziewczyny o tym mówią.
- Tak, ale to chyba trzeba już być na naprawdę wysokim poziomie, żeby takie rzeczy bardzo wpływały na czucie.
- To jest niezły poziom, ale chciałabym być wyżej.
- Wiadomo, że tym celem głównym są igrzyska olimpijskie, a jeśli chodzi o Puchar Świata, to chciałabym tak regularnie punktować, żeby moje wchodzenie w top 20 było już pewne, stałe. I żebym się zaczęła pojawiać w top 10, chociaż sporadycznie. A marzyłoby mi się jakieś podium.
- Pewnie, że nie podchodzę do tego tak, że chcę na igrzyska tylko pojechać. Wiadomo, to jest wielki cel, żeby wystartować w imprezie, o której każdy sportowiec marzy. Ale jeśli już się wszystko uda na tyle, że tam pojadę, to myślę, że takie top 15 będzie w moim w zasięgu, i że jak na pierwszy raz to byłby dobry wynik.
- Kamila pamiętam i bardzo bym kiedyś chciała poczuć się tak, jak on musiał się czuć w Soczi. Może kiedyś do tego dojdzie, że będę stała na takim podium. A skoków w czasach pana prezesa Małysza jeszcze za bardzo nie oglądałam.
- O rety, ja już nawet nie pamiętam, z kim skakałam w tym mikście! To było strasznie dawno temu, a wspomnienia z pierwszych lat skakania nachodzą mi na siebie. Zaczęłam skakać, mając dziewięć lat.
- Faktycznie, to był rok 2010. Ale nie pamiętam, żebym to oglądała. Oczywiście od zawsze wiedziałam, kto to jest Adam Małysz, bo tego się nie dało nie wiedzieć. Ale skoki mnie zainteresowały dlatego, że mój starszy brat je zaczął trenować.
- Najpierw wybrał skoki, potem poszedł w kombinację. Jako dziecko jeździłam z nim na te treningi i w końcu poczułam, że też chciałabym spróbować skakać. Spodobało mi się i zostałam. Jak widać, na lata.
- Tak, zdarzyło nam się razem skakać w Pucharze Świata w mikście i mocno mnie to stresowało. Już nawet nie dlatego, że naturalnie chciałam mu mówić na "pan", tylko bardziej dlatego, że jak się skacze z tak wielkim zawodnikiem, to trzeba nie zawieść, nie zepsuć mu konkursu. W towarzystwie wielkich nazwisk chce się szczególnie oddać ten swój najlepszy skok, pokazać, na co cię stać, dać się zapamiętać z dobrej strony.
- Nie.
- Ja bym tak nie umiała! Ja mam taki szacunek i taki respekt dla nich, że dużo bliżej mi do mówienia im na "pan" niż do jakiegoś żartowania z nimi.
- Teraz już nie, ale kiedyś tak było. Nie wyobrażałam sobie, żeby nie zacząć z formą grzecznościową.
- Pewnie tak było, ale szczerze mówiąc, już nie pamiętam czy tak powiedział, czy po jakimś czasie przy którejś kolejnej okazji sama się ośmieliłam.
- Pamiętam, że zaczęłam w Gilowicach, ale nie pamiętam już, czy to była skocznia K-12, czy K-15. Nie pamiętam też, ile metrów skoczyłam za pierwszym razem, ale na pewno mało. I pamiętam, że nie zrobiłam sobie krzywdy.
- Tak, tylko że ja stamtąd nie jestem. Ale zaczynałam w Olimpijczyku Gilowice, więc sentyment mam.
- Wiem, że prawie każdy miał taki skok, ale ja nie. Nie miałam ani upadku, po którym bym się musiała długo przełamywać psychicznie, ani żadnej poważnej kontuzji. Ale wywaliłam się niedawno, pod koniec września, i chociaż praktycznie wcale się nie poturbowałam, to poczułam, że jakaś taka blokada mi się powoli włącza. Taki strach.
- Faktycznie, tak było. To były moje pierwsze mistrzostwa świata i miałam tam trudny czas. Na małej skoczni miałam taki moment, że się prawie wywaliłam. Na treningach dobrze skakałam, a w zawodach nie wyszło. Przez to pojawiło się duże napięcie, weszło mi to do głowy i z tym zostałam. A jeszcze w tej serii próbnej na dużej skoczni źle skoczyłam.
- Tak, było źle i wszystko się skumulowało. Czułam strach, że sobie coś zrobię i też strach, że będzie bardzo słaby wynik. Czułam, że ja nie wiem, co mam na tej skoczni zrobić, nie wiem, po co tam jestem. Nie umiałam się wyciszyć i dlatego poszłam z tym do trenera.
- Żadnego psychologa nie było. Trener powiedział mniej więcej tyle, że muszę skoczyć i już, że mam się przełamać.
- Oj, mamutów to się boję! Jeszcze nie czułam i nie czuję się na tyle gotowa, żeby iść na mamuta.
- Wiem, że moim największym problemem jest faza lotu, a tam ten lot jest kluczowy. Dlatego o mamucie jeszcze nie myślę.
- Może już faktycznie nie walczę w locie o przeżycie, ale sama wiem i trenerzy też mi to mówią, że teraz jest naprawdę coraz lepiej, aczkolwiek z lotem nadal mam największe problemy. Pakuję klatką do przodu, przez co nie mam kontroli nad nartami i wytracam prędkość, ręka mi odchodzi, gdy przyjmuję pozycję V, mam też taki problem, że nie umiem tak fajnie rozszerzyć tej "fałki", tylko ją zwężam. Nad lotem cały czas pracujemy i jeszcze mamy dużo do zrobienia.
- My też jeździmy do Sztokholmu i super, bo w tunelu można sobie popróbować choćby ustawienia rąk w locie i innych detali, które później w normalnych warunkach się przydają. Generalnie tunel nie daje takich warunków i odczuć, jakie są w locie na skoczniach, ale na pewno dzięki niemu można lepiej nauczyć się czuć powietrze.
- Przydałby się nam serwismen. Ale to chyba tyle. Wszystko inne mamy.
- Tak, mamy do stałej dyspozycji w Polskim Związku Narciarskim.
- Masz rację, moja historia pewnie może komuś pomóc.
- Te kwestie naprawdę zostają w człowieku. Bardzo ciężko z tego wyjść. I uwierz, że później jeszcze trudniej się o tym mówi. Na tę chwilę mogę powiedzieć, że problemy i z bulimią, i z depresją, są za mną. I mam nadzieję, że to nie wróci. Cieszę się, że tak jest, że sobie poradziłam. I każdemu, kto ma problemy radzę, żeby poszukał fachowej pomocy.
- Po tylu latach pracy z dietetyczką już sama bardzo dużo wiem, jak się odżywiać, żeby móc osiągać wyniki w skokach, gdzie trzeba mieć niską wagę, i jak przy tym dbać o zdrowie. Nie mam teraz konkretnego planu żywieniowego, ale mam wypracowany swój system i to działa. Tylko co jakiś czas się z dietetyczką kontaktujemy. Cieszę się, że waga zeszła i przy tym wszystko idzie w dobrą stronę.
- O, czyli to zostaje na zawsze. Znam to dobrze. To są takie nawyki, takie rzeczy w psychice, które trudno wyrzucić, nawet mimo pracy z psychologiem.
- Już nie jest stała, ale niedawno potrzebowałam pogadania i się zgłosiłam.
- Tak. Przed obozem w Zakopanem, który mieliśmy w pierwszych dniach października, odezwałam się do psychologa pierwszy raz po rocznej przerwie. Przez rok nie czułam potrzeby, bo wszystko mi się ładnie układało, ale teraz poczułam, że przyda się fachowa pomoc i miałam rację. Dostałam konkretne wskazówki i rady, i od razu wykorzystywałam to na skoczni. Potrzebowałam pogadania z psychologiem, żeby wszystko wróciło do normy. Pomogło.
- I przez upadek, i przez to, że od miesiąca w mojej pracy na skoczni był taki błąd, z którego nie mogłam wyjść. Zaczynałam tracić czucie i wszystko mi się zaczęło mieszać. Czułam dużą presję, że sezon zimowy się zbliża i to wszystko zaczęło się nakładać.
- To jest ciężkie. To było chyba w 2022 roku, na pewno całkiem niedawno. Coś szło kosztem czegoś innego, bo inaczej się nie dało. Ale to się nie mogło udać.
- U mnie aż tak może nie było, ale też skoki ucierpiały najbardziej. W najtrudniejszym okresie zostałam odrzucona, skreślona z kadry. I wtedy trenowałam oddzielnie, a w końcu treningi poszły w odstawkę. Niby nie pracowałam przez cały dzień, ale jednak na tyle długo, że trudno było gdzieś wkleić trening w plan dnia.
- Tak.
- Nie nazwałabym się liderką.
- Co się stało? W 2023 roku pojechałam na mistrzostwach świata do Planicy i cieszę się, że tam pojechałam, ale byłam tym zaskoczona, bo tamtej zimy nie startowałam w ani jednych zawodach Pucharu Świata i chyba w ogóle w żadnych. Chyba to były dla mnie pierwsze zawody międzynarodowe tamtej zimy. Ale po mistrzostwach w Planicy trenerem naszej kadry został Harald Rodlauer i zauważył mnie, napisał do mnie wiadomość. Chciał wiedzieć, czy będę dalej skakać. Wtedy podjęłam decyzję, że dobra, spróbuję chociaż ten ostatni rok i zobaczę, jak będzie.
- Tak, pomyślałam, że to jest jakaś szansa, że będzie świeża krew i stwierdziłam, że spróbuję, bo co mi szkodzi.
- W zasadzie wszystko jest podobne. Wiadomo, że każdy trener ma inną wizję na trening czy na skok, ale jeśli chodzi o to, jakie rady słyszę na skoczni czy w trakcie treningów, to jest to bardzo podobne. Dzięki Harry’emu wzrosła moja pewność siebie i to wydaje mi się kluczowe. Dzięki pracy z nim coraz wyraźniej widziałam sens tego wszystkiego, coraz bardziej mnie to cieszyło i coraz mniej bałam się jeździć na zawody i startować wśród najlepszych dziewczyn. A po jego odejściu poszłam jeszcze bardziej do przodu i chcę to kontynuować.
- Tak, na szczęście dziś już mam jakieś pieniądze ze skakania i mogę się zajmować tylko skokami. To jest bardzo ważne.
- Tak, dzięki temu nie muszę chodzić do sklepu i sprzedawać ubrań, ale wiadomo, że stypendium nie jest na całe życie, tylko tak naprawdę na chwilę. Zaraz trzeba będzie walczyć o kolejne.
- Komfort byłby wtedy, gdyby pojawił się jakiś sponsor. Szukam, czekam, może to się stanie. Fajnie byłoby, gdyby ciężar finansowy zszedł mi z głowy.
- Jest dwóch skoczków w wojsku i zastanawiałam się czy też nie iść, ale wiem, że Jarek Krzak i Szymon Jojko mają dużo szkoleń i różnych obowiązków i muszą to godzić ze skokami. Chłopaki dają radę, nie narzekają, ale ja czuję, że na razie muszę i chcę skupić się tylko na skakaniu. Nie chcę się niczym rozpraszać. Chcę psychicznie być tylko w skokach.
- To był dla mnie najtrudniejszy moment sezonu. Dużo się tam nauczyłam. Bardzo chciałam, wiedziałam, że umiem, że potrafię, dobrze skakałam na treningach, a w zawodach zdecydowanie nie poszło tak, jak chciałam. Poszło totalnie w odwrotną stronę i to mnie nauczyło, że nie wolno się tak spinać i napalać.
- Najbardziej pomaga mi pobycie z najbliższymi: z chłopakiem i z rodziną. Oczywiście cały czas mam też kontakt z trenerami. A z psychologiem wtedy nie rozmawiałam. Generalnie nie jest tak, że siedzę bardzo w tych porażkach. Nie przejmuję się tym aż tak bardzo, po prostu zostawiam to za sobą
- Chyba od zawsze. Czasami jest trochę ciężej, jak skoki są już lepsze, miejsca wyższe i nagle nie wyjdzie. Wtedy jest większa złość. Ale nie rozpamiętuję tego długo. Przyjeżdżam z zawodów czy z obozu, porozmawiam z rodzicami, zostawiam pracę w pracy i tyle.
- Tak, z rodzicami. Chwilę mieszkałam z koleżanką, ale wróciłam do rodziców, kiedy miałam gorszą sytuację finansową, a chciałam dalej trenować. I jak wtedy wróciłam, tak już zostałam.
- Bardzo to nie. Bez przesady, mam już 24 lata.
- O, właśnie. Wszyscy wiemy, ile już osiągnęła. Ale wiem, że każdy człowiek jest inny, każdy ma swoje tempo.
- Od dziecka moim autorytetem, wzorem, jest Sara Takanashi.
- Nie, nie, nie. Ale ostatnio były zawody, na których ją wyprzedziłam. Najpierw w Rumunii, a potem we Włoszech. To mnie bardzo ucieszyło. To jest takie wow, że osobę, którą darzę największym szacunkiem już mogę pokonać.
- Tak, chociaż najpierw oglądałam skoki mężczyzn, bo skaczących kobiet telewizje nie pokazywały. Ale jak już w końcu zaczęły, to w każdej transmisji słyszałam "Sara Takanashi, Sara Takanashi", no i szybko zrozumiałam, dlaczego. Jest niesamowita, od dawna utrzymuje się w top najlepszych dziewczyn. I ciągle do niej należy wiele rekordów.
- Nawet bardzo. Wystarcza mi, że Sara Takanashi podeszła i przybiła mi piątkę w bramce, przez którą przechodziła po mnie, a ja stałam tam jako liderka.
- Chyba Kamila Stocha. Jego sylwetka w locie podoba mi się najbardziej. I w ogóle jego skoki. Też chciałabym tak umieć skakać. Może kiedyś.