Polscy skoczkowie rozpoczynają przygodę z mistrzostwami świata w Trondheim. W piątek odbędzie się oficjalny trening, na sobotę 1 marca zaplanowane są kwalifikacje, a dzień później czeka nas walka o medale w konkursie indywidualnym na skoczni normalnej. Impreza może być kluczowa w kontekście ratowania sezonu. Ten od początku układa się kiepsko. Nic więc dziwnego, że rodzą się pytania o dalszą przyszłość trenera Thomasa Thurnbichlera.
O to, czy austriacki szkoleniowiec wypełni kontrakt, który obowiązuje do przyszłorocznych igrzysk w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo, pytany był członek zarządu PZN Rafał Kot. - W PZN ustaliliśmy, że do końca sezonu nie będziemy podejmować tego tematu. Trener ma ważną umowę do Cortiny i tego się trzymamy. Po sezonie będzie musiał przedstawić sprawozdanie, co jest standardem niezależnie od tego, czy są wyniki dobre, średnie czy słabe. Zrobimy analizę, porozmawiamy i będziemy myśleć, co dalej. Natomiast na tę chwilę żaden kontrakt nie jest zagrożony - zadeklarował w rozmowie z "Przeglądem Sportowym".
Mimo wszystko wydaje się, że spory wpływ na przyszłość Thurnbichlera mogą mieć wyniki rozpoczynających się właśnie mistrzostw świata. Kot pytany był zatem, czy związek postawił przed trenerem i jego kadrą jakieś konkretne cele. - Na papierze nic takiego nie ma. Ale tak jak powiedziałem, na taką imprezę jedzie się po medale - stwierdził.
Ewentualne zwolnienie Thurnbichlera wiązałoby się z poszukiwaniem jego następcy. Tymczasem PZN podobny problem ma już teraz w przypadku stanowiska dyrektora ds. skoków i kombinacji norweskiej. Nie tak dawno zrezygnował z niego Alexander Stoeckl. Póki co wciąż nie znaleziono odpowiedniej osoby w jego miejsce. - Nie będzie to proste. Trzeba zająć się całymi skokami, od pierwszej kadry do najmłodszych grup, trafić do szkół mistrzostwa sportowego, ujednolicić szkolenie. Przede wszystkim stworzyć program, który trzeba będzie realizować, by za dwa-trzy lata przyniósł efekty - tłumaczył Kot.
Jak wyjaśnił, obowiązków dyrektora nie przejęła żadna inna osoba obecna w związku. Ujawnił też, że tym razem PZN rozważa zatrudnienie kogoś, kto w przeciwieństwie do Stoeckla, "zna miejscową specyfikę i zależności".