"Nielot". Dosadna krytyka polskiego skoczka, a kibice popierają

Kamil Stoch, Dawid Kubacki i Maciej Kot
screeny z Eurosportu

Paweł Wąsek wskoczył między Andreasa Wellingera a Ryoyu Kobayashiego, ale nie będziemy oszukiwali, że to dobrze. A jeszcze gorzej, że poza 14. w Lillehammer Wąskiem pozostali Polacy wypadli źle albo fatalnie. Kibice nie bez powodu cytują Alberta Einsteina.

„Aj, Jezus Maria!" – wykrzyczał Dariusz Szpakowski potężnie rozczarowany tym, że Marek Leśniak zmarnował kapitalną szansę na gola w meczu piłki nożnej Polska – Anglia. To był rok 1993. Ponad 30 lat później kultowy cytat z kultowego komentatora przypomniał profil Eurosportu na platformie X. To było w reakcji na występ naszych kultowych skoczków, jakimi są Kamil Stoch i Dawid Kubacki.

Zobacz wideo Niezwykłe miejsce w Szwecji. Sprzęt dla skoczków jak z filmów science-fiction

Starszy i bardziej utytułowany z polskich mistrzów poleciał w pierwszej serii 122 metry, młodszy – 123 metry. Koniec końców Kubackiemu wystarczyło punktów, żeby wślizgnąć się do drugiej serii, z 29. miejsca. Stoch pierwszy indywidualny konkurs Pucharu Świata w sezonie 2024/2025 skończył na 35. miejscu.

Już po pierwszej serii przepadł nam również Maciej Kot, który osiągnął tylko 114 metrów i zajął 42. miejsce. „Kot nielot…" – skomentował admin odpowiedzialny za konto Eurosportu na platformie X. I wzbudził tym bardzo dużo reakcji kibiców.

  • "Admin z rigczem" (rozumem i godnością człowieka)
  • "Jaki pocisk"
  • "Grubo pojechane"
  • "Chłop sobie typowo pojechał na wycieczkę"
  • "Admin konta Eurosportu dzisiaj na pełnej"
  • "Żenujący występ"

Tego typu komentarze pokazują, że niewyszukana krytyka występu Kota spotkała się wśród fanów skoków narciarskich ze zrozumieniem. Dlaczego? W punkt trafił chyba ten kibic, który przywołał jedną z bardzo znanych myśli Alberta Einsteina – że szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów.

Kot parę ładnych lat temu był czołowym skoczkiem świata. Ale od sześciu-siedmiu lat już nie jest i tak naprawdę już od tak dawna jego niemal wszystkie występy w Pucharze Świata kończą się rozczarowaniem. Weźmy tylko ubiegły sezon – przez całą zimę sztab trenerski postawił na Kota aż 18 razy. Efekt? Sześć razy zawodnik przepadł już w kwalifikacjach, siedem razy odpadał z konkursów po pierwszej serii, a zaledwie pięć razy wchodził do rundy finałowej i zdobywał punkty. Uciułał ich zaledwie 21. Jego najwyższym miejscem w całym sezonie było 21. To i tak bilans niezły, gdy porównamy z sezonem 2022/2023, w którym Kot zdobył łącznie cztery punkty, już nie mówiąc o sezonie jeszcze wcześniejszym, w którym nie zdobył ani jednego punktu.

Wąsek z awansem jak wielcy mistrzowie

Kot ma 33 lata, widać, że nie jest w formie, a i tak znalazł się w pięcioosobowym składzie Polski na inaugurację zimy 2024/2025. Widać, że Stoch też nie jest w formie. Podobnie Kubacki i Aleksander Zniszczoł, choć oni wypadli jeszcze w miarę przyzwoicie, punktując (zajęli odpowiednio 26. i 23. miejsce).

Sytuację Polski na "dzień dobry" jakoś ratuje Wąsek. On już w piątkowym konkursie drużyn mieszanych (zajęliśmy siódme miejsce) wyglądał obiecująco – indywidualnie miał wtedy szóstą notę. W sobotnich zawodach nie wyszedł mu pierwszy skok – 128,5 m dało mu tylko 22. miejsce. Ale w finale Wąsek już się znacznie poprawił – doleciał do 132. metra mimo trudnych warunków. W sumie przesunął się o osiem miejsc. To był jeden z najbardziej spektakularnych awansów; taki sam zanotował Ryoyu Kobayashi (z miejsca 24. na 16.), a jeszcze większy – Andreas Wellinger (z 28. na 12. miejsce). Przez chwilę Wąsek znalazł się między nimi, czyli między trzecim i drugim skoczkiem Pucharu Świata z poprzedniego sezonu.

Byłoby świetnie, gdyby tej zimy nasz 25-latek stale walczył z Japończykiem i Niemcem. Bo oni zapewne wkrótce wskoczą na wyższy poziom. Wąsek po treningach i po starcie w mieszanej drużynówce zdawał się rokować nawet na top 10, ale w jego przypadku doceńmy to, co mamy. Czternaste miejsce to najlepszy wynik Wąska na inaugurację w Pucharze Świata w całej jego karierze. Dwa sezony temu Paweł zaczynał od 15. miejsca w Wiśle i cały tamten sezon miał solidny. Teraz po niezłym otwarciu można i trzeba pójść za ciosem.

A reszta Polaków? W niedzielę kolejna szansa (kwalifikacje o godzinie 14.45, zawody o 16.00). Ale zamiast oczekiwać nie wiadomo czego, lepiej przypomnijmy sobie, co mówił Einstein.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...