Uraz Stocha pojawił się po jednym z treningowych skoków na Wielkiej Krokwi w Zakopanem w drugiej połowie września. Schodził ze skoczni, utykając, a badanie rezonansem magnetycznym potwierdziło, że, jak informował Polski Związek Narciarski, "wewnętrzne więzadło boczne w prawym kolanie skoczka ma niewielkie, częściowe pęknięcie". W zeszłym tygodniu dyrektor polskich skoków Alexander Stoeckl w rozmowie ze Sport.pl przyznał, że Stoch opuści mistrzostwa Polski, ale jego rehabilitacja idzie dobrze.
Teraz skoczek pojawił się na Średniej Krokwi, gdy inni zawodnicy walczyli tu o tytuł indywidualnego mistrza kraju. Piątkową rywalizację wygrał Klemens Joniak. A Stoch przyznał, że myślał o tym, żeby skakać już teraz. - Bardzo chciałem tutaj skakać i jeszcze dwa tygodnie temu trochę nastawiałem się, żeby wystartować w mistrzostwach Polski. Natomiast trenerzy od razu powiedzieli, żebym wybił to sobie z głowy. I jeszcze przypominali na początku tego tygodnia - zdradził skoczek. - Mamy w perspektywie długie skakanie, w sezonie się jeszcze naskaczę, narywalizuję. Chodzi o to, żeby być do tego w stu procentach gotowym - dodał Stoch.
Jak zatem wygląda obecna sytuacja skoczka, który do sezonu przygotowuje się z własnym sztabem z Michalem Doleżalem i Łukaszem Kruczkiem w roli trenerów? - Na tę chwilę mam trening połączony z rehabilitacją, bo ona jeszcze będzie trwała. Natomiast z każdym dniem, z każdym tygodniem zwiększamy obciążenia i zakres ruchu. Już w zeszłym tygodniu zaczęliśmy trenować, a teraz jestem już przy pełnym obciążeniu i prawie w całkowitym zakresie, czuję ból tylko w maksymalnym przysiadzie. Większość ludzi pewnie nie jest w stanie tego zrobić, ale mnie właśnie wtedy, przy takim zgięciu, jeszcze boli - wskazał Kamil Stoch.
Zapytaliśmy Stocha o to, jak wyglądała sytuacja z pechowego treningu z września, gdy nabawił się urazu. - Już wszyscy wiedzą, jak wyglądała, a najlepiej wiedzą ci, których tam nie było - odpowiedział, nawiązując do plotek mówiących nawet o szalonym skoku na 150 metrów. - To był skok w trudnych warunkach. Był bardzo mocny wiatr pod narty, ale jednocześnie stabilny, dlatego kontynuowaliśmy trening. Ten skok był źle wylądowany. Czułem w locie, że zaczyna mnie przekręcać. Że pięty zaczynają być wyżej od głowy. Rozluźniłem trochę nogi, to był mój błąd trochę wymuszony sytuacją. Przez to wylądowałem krzywo i to kolano poszło do środka - wyjaśnił Stoch.
- Już wtedy poczułem, że coś jest nie tak. Takie szybkie badanie USG wykazało jednak, że to nie jest nic poważnego, a rezonans to potwierdził kilka dni później. O tyle dobrze, że to więzadło się goi najszybciej ze wszystkich i mogę już niedługo wrócić do skakania - dodał.
Kontuzja przydarzyła się w kiepskim momencie: Stoch miał naprawdę dobre lato i od wielu osób w środowisku skoków nietrudno było usłyszeć pochwały względem skoczka, który ich zdaniem zimą z taką formą mógłby walczyć o czołowe pozycje w Pucharze Świata. - Zawsze jest złość i frustracja, gdy sytuacja, której w teorii można było uniknąć, powoduje, że przez nią nie będę mógł robić tego, co kocham. A przez te ostatnie tygodnie przed kontuzją fajnie mi się skakało, chciałem to kontynuować. Z drugiej strony wiem, że czasem takie sytuacje działają też korzystnie na zawodnika. Chwila odpoczynku, reset, nabranie dystansu i świeżości. To jest jak najbardziej wskazane. Czasem takie kilka tygodni robi lepszą robotę niż dodatkowa ciężka praca na siłowni - przyznał Stoch.
Zatem kiedy ostatecznie możemy się spodziewać Stocha z powrotem na skoczni? - Ja to bym chciał wrócić już jutro, ale zdecydujemy w połowie kolejnego tygodnia. Start w Pucharze Świata? Nie wydaje mi się, żeby był zagrożony. Na tę chwilę wszystko idzie naprawdę dobrze, kolano goi się książkowo. Tak jak powiedzieli lekarze: że będę mógł skakać za cztery-sześć tygodni. Minął już czwarty i w piątym zdecydujemy, czy już jestem w stanie wrócić na skocznię - wytłumaczył.
- Poszedłbym skakać już dwa tygodnie temu, ale na szczęście mam ludzi, którzy mnie trzymają w blokach startowych. Lubię swoją robotę i każda taka przerwa od tego, co mogę robić, zawsze nie jest fajna. Zdaję sobie jednak sprawę, że tu potrzeba zdrowego rozsądku i cierpliwości, żeby się wszystko odpowiednio zagoiło - zapewnił Stoch. - To jest kwestia tego, żebym ja się czuł pewnie. Tam nic wielkiego już się nie powinno wydarzyć. Zresztą jesteśmy w stałym kontakcie z lekarzami i fizjoterapeutami. Cały czas to monitorujemy. Muszę mieć pewność głównie przy hamowaniu na trawie, wyginaniu kolanem, żeby tam się nic złego nie wydarzyło - podsumował skoczek.