Adam Małysz przekazał świetne wiadomości ws. prywatnego sztabu szkoleniowego Kamila Stocha. Do tej pory nie było jasne, czy znajdą się środki, żeby Polski Związek Narciarski pomógł skoczkowi opłacać pensję jego nowego trenera, Michala Doleżala. - Jeśli wszystko pójdzie w dobrym kierunku, to uda nam się pozyskać pieniądze od nowego sponsora. Jesteśmy w trakcie rozmów z dużą firmą - ujawnia prezes PZN.
Wiosną okazało się, że Stoch nie będzie już trenował na tych samych zasadach co do tej pory. Pozostał w kadrze A polskich skoczków, ale trenuje sam - ze swoim nowym, prywatnym sztabem. Głównym trenerem został Czech Michal Doleżal, asystentem Łukasz Kruczek, a z trzykrotnym mistrzem olimpijskim współpracują też fizjoterapeuta Łukasz Gębala i serwismen Kacper Skrobot. Zawody Letniego Grand Prix w Wiśle to dla niego pierwszy sprawdzian startowy po przygotowaniach w nowym trybie i z własnym teamem.
Stoch do tej pory płacił za pensję swojego trenera. Ale to zaraz może się zmienić
Do tej pory nie do końca było jasne, w jaki sposób PZN i Stoch podzielą się finansowaniem nowego projektu skoczka. Sytuacja nie była łatwa - wszystko skomplikował fakt, że do zakończenia poprzedniego sezonu skoczek utrzymywał, że dalej może współpracować z Thomasem Thurnbichlerem i jego sztabem. Po powrocie z urlopu po zimie przekazał jednak Adamowi Małyszowi, że sytuacja się zmieniła i chciałby spróbować zbudować własny sztab. To był już moment, gdy PZN miał ustalony budżet na kolejną zimę, a ten nie jest z gumy. Stochowi udało się porozumieć z osobami, które mogłyby z nim pracować, ale trzeba było konkretów i dopięcia szczegółów. Do dziś nie było pewności, kiedy i w jaki sposób uda się to zrobić.
A nawet przez chwilę sytuacja nie wyglądała dobrze i optymistycznie. PZN rozmawiał z kilkoma potencjalnymi sponsorami, ale nie udało się dojść z nimi do porozumienia. Miesiąc temu słyszeliśmy ze związku, że choć nadal stara się o znalezienie firmy, która pomoże Stochowi, to rokowania nie są najlepsze i kto wie, czy nie dojdzie do sytuacji, w której skoczek musiałby sam opłacać pensję Michala Doleżala przez cały sezon.
Jak na ten moment wygląda podział finansowania pomiędzy Stochem i PZN-em? - Po stronie związku są sprawy organizacyjne i operacyjne, opłacamy pensję serwismena. Jeszcze nie płacimy, ale będziemy płacić za Łukasza Kruczka, który ponownie podpisze z nami kontrakt, bo Kamil zrezygnował z jednej powierzchni reklamowej. Za Michala do tej pory płacił Kamil - zdradza Małysz, ale za chwilę dodaje, że to wszystko niedługo może się zmienić.
Małysz: Rozmawiamy z naprawdę dużym sponsorem
- Widzę to optymistycznie, ale nie chciałbym zapeszać. Rozmawiamy z naprawdę dużym sponsorem, wszystko na naprawdę dobrej drodze. Jeśli się uda, będzie jak sfinansować pensję Michala dzięki takiej współpracy. Z naszej strony bardzo ważne jest, żeby ta umowa była na dwa lata, przynajmniej do igrzysk, bo tak zazwyczaj są konstruowane tego typu kontrakty - ujawnia Adam Małysz.
- Dzisiaj sytuacja na rynku nie jest łatwa, bo sponsorów nie jest dużo, to głównie spółki skarbu państwa. Do tego to, co dziś dzieje się w sporcie, nie pomaga, żeby pozyskiwać wsparcie tych firm. Mam jednak nadzieję, że to się ustabilizuje. Zwłaszcza że mamy dobrą opinię, nie znam firmy, która współpracowałaby z PZN-em i potem nie była z tego zadowolona. Mamy odpowiednie osoby w marketingu, ważne jest też bycie wiarygodnym w tym, co robimy. Dlatego nie chcę mówić, że to się na pewno uda, ale jesteśmy dobrej myśli - ocenia prezes PZN.
Jak patrzy na sam ruch Stocha po pierwszych miesiącach jego pracy z nowym sztabem? - Po poprzednim sezonie Kamil przemyślał pewne sprawy i doszedł do wniosku, że żeby mieć nową motywację, potrzebuje myśleć przede wszystkim o sobie. Dlatego dokonał tych zmian i z tego się cieszę: temat pojawiał się już wcześniej, choćby rok temu, ale wszystko doszło do skutku dopiero teraz. Widzimy, że od startu przygotowań jest w nim nowa energia, słychać, że na treningach jego forma wygląda dobrze, coraz lepiej. Mam nadzieję, że to się utrzyma - przekazuje Adam Małysz.
W piątkowym prologu przed zawodami LGP w Wiśle Stoch był najlepszym z Polaków - zajął w nim szóste miejsce po skoku na 128 metrów, jego najdłuższym tego dnia. Jeśli pogoda w Beskidach pozwoli na rywalizację w weekend, a ma wiać silny wiatr i bardzo mocno padać deszcz, czekają nas tu dwa konkursy indywidualne - jeden w sobotę i jeden w niedzielę, oba mają się zacząć o godzinie 15.