Małysz nie odpuścił. Złożył ofertę trenerowi kadry. Austriacy ujawniają kulisy

W ubiegły czwartek gruchnęła informacja o tym, że Harald Rodlauer przestał pełnić obowiązki trenera reprezentacji Polski w skokach narciarskich kobiet. Sport.pl informowało, że szkoleniowiec nie pozostanie długo na bezrobociu i zwiąże się z kadrą Włoch. Według doniesień austriackich mediów PZN próbował przekonać Rodlauera do pozostania, ale finalnie się to nie udało.

- Harald Rodlauer jest uznawany za najlepszego trenera w kobiecych skokach narciarskich. "To tak jakby Pep Guardiola objął Raków Częstochowa - w ten sposób środowisko skoków porównuje przyjście Haralda Rodlauera do kadry polskich skoczkiń. To największy transfer polskich skoków w historii, bez żadnego znaku zapytania" - pisał rok temu Jakub Balcerski. Wówczas Austriak obejmował reprezentację polskich skoczkiń. Niestety jego przygoda w Polsce potrwała zaledwie rok.

Zobacz wideo Nowy rekord świata w długości skoku! Kobayashi przeszedł do historii

Dostał propozycję. Małysz chciał, by Rodlauer został

W ubiegły czwartek szkoleniowiec na swoim Instagramie podziękował za współpracę Stefanowi Huli, Adamowi Małyszowi i Thomasowi Thurnbichlerowi.  "Praca dla Polski była dla mnie zaszczytem. Dziękuję za miło spędzony czas" - przyznawał.

Nie minęły 24 godziny od jego odejścia, a Jakub Balcerski ze Sport.pl informował, że nowym miejscem pracy Rodlauera będzie kobieca reprezentacja Włoch

Teraz głos zabrały austriackie media. Według ich informacji - po ogłoszeniu rezygnacji z funkcji trenera polskiej kadry skoczkiń - Rodlauer otrzymał od prezesa Polskiego Związku Narciarskiego propozycję pozostania w federacji w innej roli.

Według doniesień portalu Laola1.at miał pełnić funkcję dyrektora sportowego w skokach narciarskich, ale wolał pozostać na drodze szkoleniowej. Finalnie Adamowi Małyszowi nie udało się więc go przekonać. 

Słowa Rodlauera dla Kleine Zeitung zacytował portal skijumping.pl:  - Wiedziałem, że to będzie trudny projekt. Nie wiedziałem jednak, jak mocno skoczkinie  w Polsce odbiegają od światowej czołówki – zarówno pod względem technicznym, jak i fizycznym. Potrzeba by tu było od pięciu do sześciu lat, aby doprowadzić dziewczyny na wyższy poziom. A ponieważ pojawiały się głosy, że jestem za drogi, postanowiłem zrezygnować - powiedział.

Czy polskie skoki rozwijają się w odpowiednim tempie?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.