Rewolucja w polskich skokach. Koniec kadry A, jaką znamy. Thurnbichler ogłasza

Thomas Thurnbichler zdradził w rozmowie z Eurosportem, jak teraz będą wyglądać kadry narodowe w skokach narciarskich. Wiele wskazuje na to, że czeka nas rewolucja i koniec typowych kadr A i B, jakie znamy z dotychczasowej historii polskich skoków. A od tej pory będziemy funkcjonować w formule znanej z Austrii i Niemiec.

Ostatnie tygodnie były niezwykle burzliwe dla polskich skoków narciarskich. I mowa tu nie tylko o kadrze mężczyzn, ale także kobiet. To tam doszło do zmiany na samym szczycie. Harald Rodlauer - uznawany za najlepszego trenera w kobiecych skokach narciarskich - zrezygnował z prowadzenia Biało-Czerwonych. Nowym szkoleniowcem będzie Marcin Bachleda.

Zobacz wideo Nowy rekord świata w długości skoku! Kobayashi przeszedł do historii

Zaledwie kilka dni wcześniej PZN - na czele z Adamem Małyszem - opublikował sztaby szkoleniowe polskich skoczków. Potwierdzono, że za kadrę A dalej będzie odpowiadał Thurnbichler, któremu pomagać będą Maciej Maciusiak, Mathias Hafele oraz Arvid Endler. Davida Jirouteka i jego asystenta w kadzie B zastąpili Wojciech Topór, któremu będzie pomagał Krzysztof Biegun.

Thurnbichler ogłosił rewolucję w polskich skokach narciarskich. To koniec

Najważniejsza zmiana dotyczy końca kadry A i B, jaką znamy. Thurnbichler przekazał, że sztab szkoleniowy będzie podzielony na dwie grupy, które będą się zajmowały pracą z zawodnikami, jednak to on będzie podejmował ostateczną decyzję o tym, kto wystartuje w poszczególnych zawodach. Oficjalnie pozostaną kadry A i B, jednak całkowicie zmieni się ich struktura, bo główny trener -  Thurbichler przede wszystkim będzie stacjonować w Beskidach. 

- W trakcie okresu przygotowawczego będziemy mieli dwie drużyny. Powstanie pięcioosobowy zespół, który ma pracować w Beskidach, przede wszystkim ze mną i Maćkiem Maciusiakiem. Drugą z drużyn, w Zakopanem, będą zarządzać Wojciech Topór i Krzysztof Biegun - wyjaśnił w rozmowie z Kacprem Merkiem z Eurosportu.

Szkoleniowiec wyjaśnił też, co czeka Dawida Kubackiego, Kamila Stocha i Piotra Żyły, których czeka cykl indywidualny. - Każdy z nich jest uwzględniony w moich pomysłach. Na niektórych obozach czy treningach będziemy razem, a inne będą organizowane tylko na ich potrzeby. Do tego zachowamy oczywiście szkolenie w grupach bazowych w Beskidach i Zakopanem - opisał Thurnbichler.

- Widzę to jako jedną dużą grupę zawodników, z której będziemy nominowali na poszczególne zawody - kontynuował. I wyjaśnił: - Chciałem mieć wyznaczonych trenerów, odpowiedzialnych za konkretnych skoczków. Pragnąłem wiedzieć, z kim muszę rozmawiać o poszczególnych nazwiskach. Zaczynamy ten proces teraz i chcemy kontynuować go także zimą, żeby mieć pod kontrolą większą liczbę zawodników. 

Nieco światła na sprawę rzucił Piotr Majchrzak dziennikarz Viaplay.pl, "W sumie ciekawy ten podział trenerski. T. Thurnbichler i M. Maciusiak bliżej z Beskidami, gdzie jest większy potencjał obecnie. Topór i Biegun zostają na Podhalu. Stoch, Kubacki nie dogadywali się z Thurnbichlerem, a wiadomo, że z Maciejem Maciusiakiem nie mają po drodze" - czytamy. 

Obecnie polscy skoczkowie wyczekują zgrupowania, które ma się odbyć w połowie maja. Kolejnym przystankiem w kalendarzu będą Stams i Innsbruck. W sierpniu wystartuje Letnie Grand Prix w skokach narciarskich. W poniedziałek zaś Thurnbichler i Małysz pojawili się w Ministerstwie Sportu i Turystyki, gdzie przedstawili podział kadr i plan przygotowań. Jest to standardowa procedura przed sezonem.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.