Niewiarygodne, gdzie był sufit Kobayashiego. Grubo ponad 300 metrów. Oto kulisy skoku

Ryoyu Kobayashi spektakularnym skokiem na 291 m ustanowił nieoficjalny rekord świata w długości skoku narciarskiego. Przygotowania do tego wydarzenia trwały od bardzo dawna, a jego kulisy odsłonił Frederic Zoz, technik pracujący z japońskimi skoczkami i kombinatorami. W wywiadzie dla "Nordic Magazine" wskazał, jaki nieoczywisty powód wpłynął na wybór Kobayashiego. Poza tym zdradził, czego niemal w ostatniej chwili zażyczył sobie Japończyk, a także jaka odległość była w jego zasięgu.

Ryoyu Kobayashi dokonał niewiarygodnego wyczynu. Na specjalnie przygotowanej platformie na szczycie skoczni Hlidarfjall oddał skok aż na 291 m, czym ustanowił rekord świata. Nieoficjalny, o czym szybko poinformowała FIS.

Zobacz wideo Nowy rekord świata w długości skoku! Kobayashi przeszedł do historii

"Zawody w lotach narciarskich muszą odbywać się na podstawie certyfikowanego przez FIS systemu pomiaru odległości i odbywać się na skoczni mamuciej homologowanej przez FIS, aby móc konkurować z innymi lotami i kwalifikować się do oficjalnego rekordu lotów narciarskich" - przekazano. Zwrócono również uwagę na kwestie sprzętowe (długość nart, masa kombinezonu, materiały).

Oto kulisy historycznego skoku Ryoyu Kobayashiego. "Sportowiec z dyskretnego narodu"

Wydarzenie te wywołało ogromne poruszenie. W rozmowie z "Nordic Magazine" więcej informacji na jego temat zdradził francuski technik Frederic Zoz, odpowiedzialny za kombinezony japońskich skoczków oraz kombinatorów.

Okazuje się, że pomysły na tego typu wydarzenia były już wiele lat temu. Proponowano to Adamowi Małyszowi, a Zoz ujawnił, że kandydatem był również Thomas Morgenstern. Ale obawiano się reakcji FIS.- Zbudowali wówczas w Austrii odskocznię z pomysłem przekroczenia 250 metrów, ale projekt został całkowicie wstrzymany przez FIS, który groził sportowcowi wyrzuceniem z Pucharu Świata czy igrzysk olimpijskich - wyjaśnił.

Pomysł wrócił dwa lata temu. Wiadomo, dlaczego zgłoszono się z tą propozycją właśnie do Kobayashiego. - Pomysł był taki, aby wybrać sportowca Red Bulla z dyskretnego narodu. Japonia i Ryoyu Kobayashi pasowali idealnie - powiedział Zoz.

Kobayashi niemal w ostatniej chwili zmienił decyzję. Przebicie 300 m było możliwe

Przygotowania trwały przez wiele miesięcy, a w ich trakcie nie obyło się bez niespodzianek. Największą było zapewne to, że w marcu Japończyk zmienił zdanie i zamiast na ceramicznych torach bez śniegu chciał skakać na ośnieżonych. - Dowiedziałem się o tym w Planicy i nie podzielałem tego zdania. Jednak Red Bull ciężko pracował, aby zbudować te tory To, co zrobili, było niesamowite - stwierdził francuski technik. Lot na 291 m był możliwy również dzięki posypaniu torów solą, ale przede wszystkim świetnej dyspozycji skoczka.

To i tak nie było maksimum tego, co mógł osiągnąć Kobayashi. W lepszych warunkach mógłby znacznie przekroczyć 300 m. - Wspinał się o trzy metry wyżej, ale prędkość (na rozbiegu - red.) pozostała taka sama, ponieważ niewystarczająco sypał śnieg. Gdyby tor pozostał zimny i zapewniał lepszy poślizg, mógłby pokonać 340 m i wylądować w telemarku tak jak przy 291 m. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, wszystko było pod całkowitą kontrolą. W razie problemów samoloty były gotowe - zdradził Zoz.

Czy jego zdaniem będzie to początek rewolucji w skokach narciarskich? - Czytałem wiele komentarzy w mediach społecznościowych, mówiących, że to nie jest prawdziwy rekord świata, że ??to tylko promocja Red Bulla. Taki projekt będzie kosztować około 2-3 miliony euro, ale to kropla w morzu, gdy zobaczymy, ile będzie kosztować renowacja skoczni narciarskich w Predazzo na Igrzyska w 2026 r. Jestem w skokach od początku XXI wieku i dla wielu moich kolegów jest to coś wielkiego. To "game changer", wydarzenie, które zmieni zasady gry w naszym sporcie - podsumował.

Czy rekord Ryoyu Kobayashiego powinien zostać uznany przez FIS?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.