Maciej Kot ponad miesiąc temu zaskoczył wielu kibiców skoków narciarskich. 32-letni zawodnik po raz pierwszy od ponad czterech lat zdobył punkty w trzech z rzędu konkursach Pucharu Świata. - Jednocześnie sensacyjnie został najlepszym z Polaków w klasyfikacji turnieju Raw Air. Jeszcze dwa lata temu wahał się, czy kontynuować karierę. Dziś raczej nie żałuje swojej decyzji - już można rozpocząć dyskusję, czy nie wróci w przyszłym sezonie do kadry A polskich skoczków - pisał Jakub Balcerski, dziennikarz Sport.pl.
Dlaczego Maciej Kot tak długo musiał czekać na tak długą serię i w poprzednich latach skakał słabo? Gdzie tkwi jego największy problem?
- Wydaje mi się, że główne problemy są dwa. Pierwszy jest złożony, z pogranicza techniki, fizjologii i budowy ciała. Mówię tutaj o słynnym już moim skrzywieniu za progiem, które - jeśli się pojawia - to uniemożliwia dalekie loty. Nawet jeśli inne elementy skoku działają bardzo dobrze, to takie skrzywienie bardzo redukuje walkę o dobre lokaty. To często wywołuje frustrację, bo w efekcie zamiast poświęcić czas na szlifowanie pozycji dojazdowej czy fazy lotu, muszę koncentrować się na tym, aby mój lot w ogóle wyprostować. Jest to temat, który prześladuje mnie od dziecka. Sporo czasu, sił i energii zawsze mnie kosztował i kosztuje. I w zasadzie powiedziałbym, że jest to mój największy problem - powiedział Maciej Kot w rozmowie z "Interią".
Dodał też, że problemem jest też strefa mentalna.
- Pomału zaczyna się rozwiązywać, ale na pewno stwarzał duże problemy w przeszłości, czyli sfera mentalna. Za duża ambicja, która często powoduje frustrację, gdy nie ma spodziewanych efektów, bo efekty oceniam przez pryzmat wyników, zamiast celów procesowych, które wykonujemy w procesie treningowym i dają progres. Myślę, że sam musiałem uczyć się na własnych błędach przez wiele lat. Dopiero teraz niektóre rzeczy dostrzegam i staram się je poprawiać, by więcej nie powtarzać tego samego - dodał Kot.
Zawodnik zdradził, że często pojawiało się u niego załamanie po nieudanych występach. - Jak objawiało się to załamanie w najbardziej krytycznym momencie? - spytał dziennikarz.
- Ogromna frustracja i złość, którą chowałem w sobie, bo były takie momenty, gdy nie do końca chciałem się dzielić emocjami i uzewnętrzniać. Zamykałem się w sobie i nie otwierałem na pomoc innych, co w najcięższych momentach powodowało, że trudno było się ze mną dogadać. To rodziło dalsze konsekwencje, moje życie poza skokami, czyli prywatne, stawało się mało ciekawe, bo wszystko stawiałem na skoki. A gdy wracałem do domu, niezadowolony i sfrustrowany, to tylko analizowałem, co poszło nie tak, co można zrobić lepiej. Cierpieli moi najbliżsi, a ja bez przerwy tak sam siebie obciążający, stawałem się wycieńczony - odpowiedział Kot.
W ubiegłym sezonie zajął on 55. miejsce w Pucharze Świata. Zdobył 21 punktów. Najlepszy sezon w karierze w PŚ Kot miał 2016/2017, kiedy zajął piątą pozycję.
Dwa lata wcześniej, gdy Kot po ponad rocznej przerwie wracał do zagranicznych zawodów Pucharu Świata w Titisee-Neustadt, był w zupełnie innym miejscu. Także myślami. - Trudno mi powiedzieć, ile mogę wytrzymać. Każdy potrzebuje finansowej pewności i stabilności w życiu zawodowym. Tylko tak mogę się skupić na pracy, która wbrew pozorom jest czymś ciężkim. Niektórym wydaje się, że tak nie jest. Ale całej pracy, którą wykonujemy niestety nie widać - mówił Kot w rozmowie ze Sport.pl i nie wykluczał nawet zakończenia kariery po sezonie - pisał Jakub Balcerski.