Stoch będzie miał nowego trenera?! Sensacyjne wieści

Jakub Balcerski
Michal Doleżal może zostać prywatnym trenerem Kamila Stocha - ustalił Sport.pl na podstawie informacji z dwóch niezależnych źródeł spoza Polski. Kilka dni temu niemiecki związek ogłosił, że Czech odszedł z tamtejszej kadry skoczków, gdzie pracował w roli asystenta Stefana Horngachera.

Dla Doleżala to byłby powrót do pracy w Polsce. W ostatnim czasie pracował w niemieckiej kadrze jako asystent Stefana Horngachera. Dołączył do Austriaka po tym, jak nie przedłużył umowy z Polskim Związkiem Narciarskim w 2022 roku. W środę Niemiecki Związek Narciarski poinformował jednak, że szkoleniowiec zrezygnował z posady na własną prośbę, choć jego kontrakt miał obowiązywać do igrzysk olimpijskich w 2026 roku. Teraz mógłby wrócić do miejsca, gdzie w latach 2019-2022 pracował jako trener główny kadry A, a wcześniej podobnie jak do tej pory był asystentem Horngachera, ale gdy ten pracował w Polsce - od 2016 do 2019 roku.

Zobacz wideo Małysz ocenia sezon polskich skoczków. "Więcej bym nie dał"

Doleżal prywatnym trenerem Stocha? Takie informacje dotarły do nas w Pradze

Informacja o tym, że Doleżal może pracować indywidualnie ze Stochem trafiła do nas w czasie spotkań komitetów Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) w Pradze, które odbywały się tam w piątek i sobotę. Przekazały ją źródła ze Słowenii i Czech. To kwestia, o której dyskutuje się w międzynarodowym środowisku i wygląda to tak, jakby największe osobistości świata skoków, zainteresowane obecną sytuacją na rynku, już ją poznały.

Jeszcze zanim dowiedzieliśmy się o sprawie, rozmawialiśmy o sprawie Doleżala z wiceprezesem Polskiego Związku Narciarskiego, Wojciechem Gumnym. - Do nas żadne dokumenty od Michala nie wpłynęły. I z informacji, które mam, nikt z prezydium zarządu związku nie rozmawiał z Michalem - zapewnił wówczas działacz.

PZN wcale nie musi mieć dużo do czynienia z całą sprawą, jeśli z Doleżalem kontaktował się sam Kamil Stoch. Wtedy do ustalenia pozostałby charakter współpracy - czy Doleżal związałby się umową tylko ze Stochem, czy także ze związkiem i na jakich zasadach skoczek startowałby w zawodach i trenował wewnątrz kadry A lub poza nią. Szczegóły sprawy na razie nie są jednak znane.

Małysz mówił o plotce ws. pracy w Czechach. Tam Doleżala jednak nie będzie. A trener milczy

W ostatnich dniach próbowaliśmy się skontaktować z Michalem Doleżalem, ale Czech nie odpisywał na nasze wiadomości. Dziennikarzowi Interii Tomaszowi Kalembie, który informował, że Czech może w jakiejś roli pracować w PZN, na pytanie, jaka będzie jego przyszłość, trener miał odpisać tylko "Czas pokaże".

Za to prezes PZN Adam Małysz w rozmowie z dziennikarzem "Przeglądu Sportowego Onet" Kamilem Wolnickim mówił, że nic mu nie wiadomo o tym, żeby Doleżal miał pracować w strukturach polskich kadr. - Nie rozmawiałem z Michalem, a o wszystkim dowiedziałem się mediów społecznościowych. Obiło mi się o uszy, że dostał ofertę pracy w czeskich skokach, ale nie wiem, czy to prawda - powiedział Małysz.

Potwierdziliśmy jednak, że informacja o pracy Doleżala w Czechach nie jest prawdziwa - a przynajmniej, że nawet jeśli miał taką ofertę, to jej nie wybrał.

Szef niemieckich skoczków zrobił się tajemniczy. "Może ty wiesz coś więcej"

Co o odejściu Doleżala z Niemiec ma do powiedzenia szef niemieckich skoków Horst Huettel? - Może to nie ogromny szok, ale ogółem spora niespodzianka - stwierdził działacz w rozmowie ze Sport.pl na spotkaniach komitetów FIS w Pradze. - To dlatego, że planowaliśmy pracować wspólnie do wiosny 2026. To nie taka prosta sytuacja. Nieco nas to rozczarowało, bo uważamy, że każda ze stron powinna się trzymać zasad umowy. Michal wyjaśnił mi jednak, co stało za jego decyzją. Dałem mu słowo, że nie będę zdradzał, dlaczego odszedł i że na tyle, ile będzie to możliwe, zostanie to pomiędzy nami. Myślę, że to była dość emocjonalna decyzja. Wiem, jaki był jej powód, więc nieco bardziej rozumiem Michala - tłumaczył.

- Musimy to zrozumieć, choć nie jesteśmy zadowoleni. Michal robił świetną robotę, był blisko z zawodnikami. Wprowadziliśmy go do naszego systemu, otworzyliśmy mu drzwi, a teraz samodzielnie podjął decyzję, że chce nas opuścić. W tej kwestii nieco się zawiedliśmy. Nie jest to dla nas ogromny problem, ale musimy ściągnąć kogoś w jego miejsce - dodał Huettel.

- Pozostanie w skokach, powinien pracować w innym miejscu - powiedział Niemiec, gdy dopytywałem się o możliwą przyszłość byłego trenera Polaków. - Może ty wiesz coś więcej - tajemniczo zaczepiał mnie Huettel, choć zaznaczał, że niczego konkretnego nie sugeruje.

Słowa Małysza nabrały nowego znaczenia. "Może miałoby to rację bytu"

Jeśli informacje o współpracy Doleżala ze Stochem się potwierdzą, po części wracamy do dyskusji o innym sposobie pracy najbardziej doświadczonych polskich skoczków. Wszystko po bardzo słabym sezonie, który uświadomił im, że nie powinni już startować tak dużo - a przynajmniej nie w każdych zawodach Pucharu Świata i w trakcie weekendów oszczędzać się w trakcie niektórych serii treningowych - i trenować w tym samym stylu co w poprzednich latach, czy gdy osiągali największe sukcesy. Do tej pory królowała jednak narracja, w której Stoch razem z Piotrem Żyłą i Dawidem Kubackim mieliby wspólnie trenować innym tokiem niż reszta kadry A, być może z nowym trenerem.

Informacje o możliwości wyboru takiej opcji już w Planicy zdementował Adam Małysz. -Rozmawiałem z chłopakami na ten temat. Jeśli byliby to pojedynczy zawodnicy, może miałoby to rację bytu, bo wiemy doskonale, że ja też miałem swój team. To musi być jednak wybór i potrzeba samych zawodników. A wiem, że widzą pewne zagrożenia i mają obawy. Tym bardziej, jeśli miałby to być zespół ich trzech, przy którym wtedy jest dużo niewiadomych i niepewności, jak miałoby to wyglądać. Myślę, że pójdziemy w jakimś stopniu w tę indywidualność z naszymi zawodnikami. W przygotowaniach musi być więcej swobody, treningu, który mogliby wykonywać w domu, czy nawet gdzieś na urlopie. Tak, żeby to nie było pod dużą kontrolą trenerów, bo oni są już doświadczeni i doskonale wiedzą, co i jak. Oczywiście bez trenera nigdy się nie obędzie, ale w jego roli chodzi o przypilnowanie treningu, czy tego, jak wygląda to na skoczni. Oni więcej powinni skakać na czucie. Rozmawialiśmy o tym z zawodnikami i mamy tu podobne zdanie - mówił wówczas prezes PZN. Wobec informacji o Stochu i Doleżalu słowa Małysza nabierają nieco nowego znaczenia.

Jak do takiej możliwości przygotowywania się do kolejnej zimy odnosił się Stoch? - Były pomysły (przed sezonem 2023/24 - red.), żebyśmy trenowali trochę innym tokiem, innym torem: żebyśmy nie musieli jeździć na wszystkie zgrupowania. Z racji przede wszystkim doświadczenia, które posiadamy przez lata startów i treningów, tak naprawdę nie musimy robić bazy, którą muszą zrobić młodsi zawodnicy. Później o tym gdzieś się chyba zapomniało i trenowaliśmy normalnym tokiem. Czy coś w tej kwestii mogłoby się zmienić? Najpierw musiałbym o tym szczerze porozmawiać z trenerem i z władzami Polskiego Związku Narciarskiego, czy taka opcja w ogóle istnieje. I jakie są szanse na jej realizację. Nie mam żalu, że do tej pory tak się nie stało. To już jest historia, tego nie zmienię. Jedyne, nad czym mogę się skupić, to co dzieje się teraz i co jest bezpośrednio przede mną. I tak też robię - mówił w długiej rozmowie ze Sport.pl skoczek.

Kilka tygodni przed zakończeniem sezonu w Planicy na spotkaniu z okazji rozpoczęcia współpracy Politechniki Krakowskiej z PZN Adam Małysz mówił, że za ideał skoczka obecnie uważa Ryoyu Kobayashiego. Japończyk po zeszłym sezonie wznowił współpracę z fińskim trenerem Janne Vaatainenem i założył własny klub Team Roy. Ten stanowi bazę do grupy szkoleniowej, w której składzie znaleźli się także Sara Takanashi i Naoki Nakamura, ale również rozwoju jego własnej marki - o produkcję gadżetów, czy obecność w mediach społecznościowych. Na zawodach Kobayashi jest członkiem japońskiej kadry, ale trenuje w zupełnie zindywidualizowanym trybie, który sam sobie narzucił. Dlatego jeśli do współpracy na linii Doleżal-Stoch doszłoby na choćby podobnych warunkach Małysz zapewne byłby zadowolony. Właśnie na tego typu krok liczył w przypadku najbliższej przyszłości najbardziej doświadczonych polskich skoczków. Sam w swojej karierze przekonał się o tym, że w tym wieku i z tak dużym doświadczeniem warto sięgnąć po coś dostosowanego do własnych potrzeb: Małysz od stycznia 2009 roku do końca kariery w marcu 2011 roku z sukcesami współpracował-z Finem Hannu Lepistoe.

Doleżal jeszcze w styczniu mówił, że nie widzi możliwości powrotu do Polski. Teraz wiele się zmieniło

Wspólny projekt Doleżala i Stocha byłby także ciekawą kontynuacją tego, co wydarzyło się w 2022 roku w Planicy. Na koniec sezonu, gdy Doleżal został poinformowany przez PZN, że nie będzie dalej trenerem polskiej kadry skoczków i dowiedzieli się o tym zawodnicy, stanęli murem za Czechem i ostro krytykowali związek w wywiadach po konkursie, zwłaszcza tych udzielonych telewizji Eurosport. Na ich czele stanął właśnie Stoch. Doleżal był wyraźnie wzruszony taką postawą. Choć prawda jest taka, że był już wtedy dogadany na pracę jako asystent niemieckiej kadry z Horngacherem, a wcześniej miał też ofertę prowadzenia włoskich skoczków. W końcówce sezonu naciskał na podjęcie i przekazanie mu decyzji przez PZN właśnie ze względu na swoją dalszą przyszłość i uzgodnienie wszystkiego w nowym miejscu pracy.

- Miałem za sobą zawodników, bo wszyscy stali za mną. Także inni ludzie w sztabie. Do igrzysk w Pekinie w tamtym sezonie nam nie szło, ale tam Dawid Kubacki zdobył medal i później było już lepiej. Wiedziałem, co robić i jaki program naprawczy wprowadzić. Skończyło się jednak, jak skończyło. Osobiście ten sezon dał mi bardzo wiele doświadczenia - nawiązywał do tego w pierwszym wywiadzie po odejściu z polskiej kadry ze stycznia tego roku dla Interii. Padło tam też zdanie: "Na razie nie widzę możliwości powrotu do pracy w Polsce w przyszłości". Odnosiło się jednak do pracy z polską kadrą i zostało wypowiedziane trzy miesiące temu, a od tego czasu sporo się zmieniło - przede wszystkim obecnie nie ma pracy, a wtedy był związany z Niemcami kontraktem, który miał jeszcze dwa lata ważności. I teraz Doleżal znów mógłby poprowadzić polskiego skoczka, ale jednego, podejmując nowe, ciekawe wyzwanie w swojej karierze trenerskiej.

Kolejne zmiany w polskich skokach? Mają być wielkie powroty

Współpraca Doleżala i Stochem wzbudziłaby pytania o to, co z resztą polskich zawodników, zwłaszcza Żyłą i Kubackim. Ten pierwszy ma przed sobą walkę we freak fightach wiosną, a miniony sezon pokazał, jak często brakuje mu energii, gdy motywuje się na jedne zawody - w tym przypadku najważniejszą imprezę sezonu, mistrzostwa świata w lotach na mamucie Kulm, czy konkursy PŚ w Lake Placid, gdzie był w samej czołówce. Za to Kubacki, choć sam mówi, że jest przekonany do innego rytmu treningowego, czy wyjeżdżania tylko na niektóre zgrupowania, w zimę był bardzo przekonany do startowania w Pucharze Świata konkurs po konkursie i nie chciał ich odpuszczać, nawet gdy w teorii lepszym rozwiązaniem wydawał się spokojny trening. Interes wszystkich trzech zawodników wydaje się trudny do zaspokojenia w ramach trenowania w takiej wspólnej grupie.

Na razie nie słychać, żeby Kubacki i Żyła mieli organizować sobie szkolenie w ramach własnego zespołu. Na pewno zmieni się ich rytm treningów, będzie bardziej dostosowany do indywidualnych potrzeb skoczków - to oznaczałoby sporo czasu spędzonego w bazach w Wiśle i Zakopanem. Tak było już do tej pory, ale wyjazdów na zgrupowania zawodnicy zbyt często jednak nie odpuszczali. Wszystko powinno być spięte i uporządkowane w ramach planu przygotowanego przez pozostającego na stanowisku trenera głównego polskich skoczków Thomasa Thurnbichlera.

Jeśli nic nie zmieniło się przez ostatnie kilka dni, z informacji Sport.pl wynika, że w przyszłym sezonie asystentem Austriaka w kadrze mógłby zostać Maciej Maciusiak, który po sezonie 2022/23 zrezygnował z roli trenera kadry B Polaków. Ta teraz też pozostaje bez trenera, bo PZN poinformował już oficjalnie o zwolnieniu Davida Jiroutka i jego asystenta Radka Zidka. Podobno największe szanse na jego zastąpienie ma Grzegorz Sobczyk, obecny trener Bułgara Władimira Zografskiego. W takim scenariuszu skoczek trenowałby razem z polskimi skoczkami. Obok byłego asystenta Michala Doleżala i Stefana Horngachera, pracującego w tej roli w kadrze A w latach 2016-2022, jako kandydatów wymieniano też Daniela Kwiatkowskiego, obecnie koordynatora polskich juniorów, a także Krzysztofa Bieguna, trenera grupy bazowej z Beskidów. O możliwości powrotu do Polski w jakiejś roli w przypadku Maciusiaka i Sobczyka wcześniej informował portal telewizji TVP Sport po tym, jak Adam Małysz mówił Interii, że dopytywał o nich Thomas Thurnbichler.

Wskazany przez nas układ w kadrach to jednak na razie niepotwierdzone informacje, bo nie wiadomo, czy coś nie zmieniło się na ostatniej prostej przed zatwierdzaniem zmian w polskich skokach. Wiele wyjaśni się w kolejnych dniach. - Są już brane pod uwagę nazwiska, ale do czasu, kiedy jeszcze nie zatwierdzi ich zarząd, to na razie nie chciałbym o nich mówić. Jest zarys, a obecnie trwają już prace nad dopięciem szczegółów we wszystkich sztabach, bo pod koniec miesiąca musimy zgłosić ich składy do ministerstwa. Wiele powi - mówił nam w Pradze Wojciech Gumny. - Myślę, że w przyszłym tygodniu będą już ostateczne decyzje. Te będzie musiał jeszcze zatwierdzić zarząd wraz z planem działania wszystkich grup na przyszły sezon - dodał wiceprezes PZN.

Wielka niewiadoma na nowym stanowisku. "Ma nakreślać koncepcję rozwoju"

Największą niewiadomą przed ostatecznymi ustaleniami PZN ws. przyszłości polskich skoków od dłuższego czasu pozostaje nowe stanowisko stworzone przez działaczy: szef dyscypliny. - Rozmawialiśmy z wieloma osobami. Są i duże i małe nazwiska. Zobaczymy, co będzie najlepsze dla dyscypliny, zarówno zawodników, jak i trenerów. To ma być osoba, która ma wspierać trenerów i im pomagać. Ma nakreślać koncepcję rozwoju i współpracować, wprowadzać innowacje. To nie są też jednak takie łatwe decyzje - przyznał Wojciech Gumny.

Na zatrudnienie szefa polskich skoków w trakcie sezonu mocno naciskał Thomas Thurnbichler. - Thomas ma bardzo ważną rolę, trenera głównego kadry, więc brał udział w całym procesie poszukiwania szefa skoków. Uczestniczył i w rozmowach i nakreślaniu koncepcji, czy ocenianiu kandydatów, którzy złożyli dokumenty - zdradził Gumny.

- Ogółem czeka nas zmiana koncepcji, bo Thomas wraz ze wszystkimi naszymi trenerami zaangażowanymi w proces szkolenia stworzyli nową. Patrząc na miniony sezon, uważam, że trzeba wiele zmienić i oni po wstępnej analizie stwierdzili tak samo. Trzeba sobie postawić za cel nadchodzące i kolejne igrzyska - wskazał działacz.

Jak Kamil Stoch powinien przygotowywać się do nowego sezonu Pucharu Świata w skokach?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.