Kolejne trzęsienie ziemi w polskich skokach? Możliwe wielkie zmiany. Ujawniamy

Jakub Balcerski
Słabe wyniki, kiepska atmosfera w zespole, wątpliwości zawodników wobec trenera, a do tego brak odpowiednich perspektyw na najbliższą przyszłość - to wszystko może doprowadzić do tego, że po sezonie kadra B polskich skoczków znów zmieni trenera. David Jiroutek może stracić pracę i wiemy, gdzie mógłby później trafić. Zdradzamy też pierwszy scenariusz z jego potencjalnym następcą.

Powiedzieć, że sytuacja kadry B tej zimy wygląda fatalnie, to nic nie powiedzieć. Jeśli w zeszłym roku mówiliśmy, że pojawił się kryzys i że potrzeba zmian, to dziś trzeba przyznać, że problem nie tylko nie zniknął, ale i się pogłębił. A zmiany dokonane wiosną 2023 roku wniosły niewiele.

Zobacz wideo Będzie nowy szef polskich skoków. Małysz zdradza szczegóły

O skali kryzysu zaplecza polskich skoków mówi się za mało. Te liczby mogą przerazić

Statystyki zaplecza polskich skoków w tym sezonie mogą przerazić. Ktoś, kto nie śledzi regularnie Pucharu Kontynentalnego mógł słyszeć, że jest słabo. Ale za mało mówi się, jaka jest skala kryzysu kadry B w tym momencie. Już zeszłej zimy wyglądało to po prostu kiepsko: wyniki były najgorsze od lat, przede wszystkim nie było żadnego polskiego zwycięstwa w PK. Teraz jedno jest - ale Macieja Kota, który przygotowywał się do sezonu w bazie w Zakopanem z Wojciechem Toporem, a nie Davidem Jiroutkiem. Podia? Tylko dwa uzyskane przez zawodników prowadzonych przez Czecha. Liczba punktów i średnie na zawodnika, konkurs, czy jeden start, są o wiele gorsze od tych, które osiągali zawodnicy Macieja Maciusiaka rok temu. I to mimo że teraz kadra B jest o jednego zawodnika większa, czy miała więcej konkursów na osiągnięcie podobnych rezultatów.

Statystyki startów polskich skoczków w Pucharze Kontynentalnym w sezonach 2023/2024 (bez uwzględnienia konkursów w Zakopanem)Statystyki startów polskich skoczków w Pucharze Kontynentalnym w sezonach 2023/2024 (bez uwzględnienia konkursów w Zakopanem) wyliczenia: Jakub Balcerski

Wygląda na to, że po raz pierwszy od dwunastu lat Polacy nie będą mieli żadnego zawodnika w najlepszej "20" drugiej ligi skoków. Wtedy, w sezonie 2011/2012, najlepszym był 21. Aleksander Zniszczoł. Teraz, na jeden konkurs do końca rywalizacji, tę samą pozycję zajmuje Jakub Wolny. On do "20" traci 70 punktów, a 22. Klemens Murańka 88 punktów. Matematycznie to możliwe do nadrobienia w jeden konkurs, ale raczej trudno się tego spodziewać - Wolny musiałby być co najmniej drugi, a Murańka wygrać zawody.

To wynik katastrofalny. Nawet jeśli zdajemy sobie sprawę z tego, że odbudowa kadry B potrwa jeszcze długo, to większa zapaść niż rok temu zdecydowanie nie pomaga w tym, żeby przyspieszyć ten proces. Trzeba sobie jasno powiedzieć: tak słabe statystyki nie powinny być akceptowane.

Zwłaszcza że liczby z Pucharu Świata są jeszcze bardziej przytłaczające. W końcu skoczkowie kadry B na pięć konkursów przed końcem sezonu zdobyli okrągłe zero punktów. Zeszłej zimy zespołowi Maciusiaka sporo nabijał ich Aleksander Zniszczoł, dziś lider kadry A, ale nawet jeśli odejmiemy jego dorobek, to nie będzie pusto. A teraz, w obliczu słabej formy najlepszych, nie ma niemal żadnego wsparcia ze strony tych, którzy w teorii mogliby na tym korzystać i napierać. Znacznie większym pozytywem są juniorzy, ale Polska to nie Austria - oni na szczyt drabiny polskich skoków wespną się nie w ciągu najbliższych miesięcy, a raczej lat.

Starty kadry B polskich skoczków w Pucharze Świata (bez uwzględnienia ostatnich pięciu konkursów)Starty kadry B polskich skoczków w Pucharze Świata (bez uwzględnienia ostatnich pięciu konkursów) Wyliczenia: Jakub Balcerski

Jiroutek ostrymi słowami chciał wywołać reakcję u zawodników. Ale nie taką, jakiej doświadczył zimą

Słabe wyniki można tłumaczyć w różny sposób. Już gdy było słabo po letnich przygotowaniach, David Jiroutek w długiej rozmowie ze Sport.pl mówił o swoich zawodnikach, że przypominają mu "kadrę wyprutych weteranów". Wśród największych problemów wymieniał słabą motywację, brak wiary w siebie, wysoką wagę, czy przeciążeniowe urazy i wciąż wracające kontuzje jego zawodników. W dodatku narzekał na zmiany sprzętowe Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS), na których to właśnie jego grupa miała stracić najwięcej.

To wszystko stanowi duże obciążenie na start dla trenera rozpoczynającego pracę w nowym miejscu. Trudno oczekiwać, żeby nie czuł się przytłoczony. Jeśli wychodzi z takim przekazem do mediów, to musi mieć w tym jakiś cel. W tym przypadku chodziło najprawdopodobniej o wywołanie reakcji u zawodników. Jiroutek opowiedział o kłopotach zawodników, jasno wskazał, komu jeszcze wiele brakuje i czego od nich oczekuje. Choć parę tygodni później mówił nam, że poczuł reakcję zawodników i nie żałuje udzielenia tego wywiadu, to później okazało się, że ona była raczej odwrotna od tej oczekiwanej przez czeskiego szkoleniowca.

W końcu w styczniu, już po pierwszych kwalifikacjach w czasie PolSKIego Turnieju rozegranych w Wiśle, Jakub Wolny wystąpił przeciwko trenerowi Jiroutkowi. W rozmowach z dziennikarzami opowiadał o tym, że on, jak i pozostali skoczkowie kadry B, nie chcą trenować z Czechem. Z jego słów wynikało, że nie potrafią się porozumieć i tylko czekał na to, żeby powiedzieć o tym w mediach. Za swoje wypowiedzi został potem odsunięty od treningów z kadrą B, do której ostatecznie wrócił. Moment nie był najlepszy, bo taki sygnał w połowie sezonu stwarza trudną do rozwiązania sytuację dla sztabu, czy władz Polskiego Związku Narciarskiego. Ale czy na takie sprawy w ogóle jest odpowiedni czas?

Tę starano się rozwiązać szybko: zorganizowano spotkanie zawodników, sztabu i władz związku z udziałem psychologa Daniela Krokosza. Na nim najpierw przedyskutowano to, co się wydarzyło i jakie uwagi mają skoczkowie. Potem wszyscy wypełnili anonimowe ankiety i pojawiły się nawet przeprosiny Wolnego. Wyniki skoczków kadry B do końca sezonu wyraźnie się jednak nie poprawiły. Były niezłe występy - jak konkursy w Lillehammer z początku lutego, gdzie solidnie punktowali i osiągali dobre rezultaty, ale też te katastrofalne - jak te z Brotterode ledwie dwa tygodnie później, gdzie niewiele brakowało, żeby wszystkich pięciu Polaków odpadło w pierwszej serii, choć startowało tylko 36 zawodników. Nawet konkursy w Zakopanem - a w sobotnim wyniki Polaków były całkiem niezłe - nie przykryją już jednak ogólnego obrazu nędzy, jaką były występy polskiej kadry B w tym sezonie.

Małysz zwolni Jiroutka? "Porozmawiamy"

Jak odbierać tak wielki kryzys? Oczywiście, z jednej strony trzeba pamiętać o okolicznościach: że Jiroutek przyszedł tu w najgorszym momencie dla nowego trenera i od początku miał na plecach ciężar ogromu problemów swoich skoczków, których dopiero poznawał. Można uznać, że w takiej sytuacji trudno się szybko podnieść na poziom. Że to zadanie niemal niemożliwe albo zbyt trudne nawet dla tak doświadczonego trenera jak Czech. Z drugiej: nie widać wyraźnych znaków, że Jiroutek potrafi sobie z tym poradzić. I że może się to zmienić.

Spotkanie ze skoczkami z kadry B, które PZN i trenerzy zorganizowali w Szczyrku w styczniu, z perspektywy czasu nie wygląda jak próba rozwiązania sprawy, a jak zamiecenie jej pod dywan. Prezes PZN, Adam Małysz mówił wówczas, że taka możliwość - że sprawa wróci, a zawodnicy nie są przekonani do kontynuowania pracy z obecnym trenerem - zawsze pozostaje, ale uważa, że wszystko udało się wyjaśnić. Podkreślał, że takich spotkań ma być więcej. Thomas Thurnbichler mówił, że usłyszeli wnioski zawodników i wiedzą, co dalej robić. Ani wyniki, ani słowa skoczków Jiroutka, którzy w ostatnich dniach w Zakopanem przed kamerami TVP Sport woleli odpowiedzieć "pomidor", niż jasno wskazać, czy chcą dalej trenować z czeskim szkoleniowcem, nie mówią nam jednak, że to Austriak ma rację.

Wydaje się, że takie spotkanie trzeba będzie powtórzyć. I to z zaznaczeniem, że z obu stron potrzeba szczerości, a nie zachowawczości, kurtuazji i ukrywania problemów, bo ich ujawnianie może oznaczać konsekwencje. Takie tym razem na pewno się pojawią, choć nie wiadomo, czy będą oznaczać brak czy ogrom zmian. - Na pewno o tym porozmawiamy - zaznacza Adam Małysz. - Środek sezonu nie był najlepszym momentem na rozmowy o przyszłości, czy zmianie trenera. Na to przyjdzie czas po sezonie. Każdy powinien się bronić swoimi wynikami. Teraz nawet Thomas nie dałby rady, ha, ha. Jednak znacznie bardziej zaufaliśmy mu i chcemy wszystko z nim rozwijać, bo kolejne plany czy argumenty, które nam przedstawia, mówią same za siebie. Wiem, że jest człowiekiem wartym tego zaufania i że udowodnił to nie tylko w zeszłym roku, ale także teraz z Olkiem i jego formą - niemal regularnymi miejscami w najlepszej dziesiątce, a ostatnio także podium. Olek robi to, czego chce Thomas i to wychodzi naprawdę dobrze - wskazuje prezes PZN.

- Czy będziemy szukać zmiany i jej dokonamy? Zobaczymy. Na pewno są głosy, jak wcześniej: że krytyka jest nie tylko ze strony Kuby Wolnego, ale i innych zawodników. W styczniu zareagowaliśmy dość mocno, ale to nie był jeszcze odpowiedni czas. Na pewno rozmowy z Davidem, Thomasem i zawodnikami są w planach. Musimy ustalić, czy ma zostać tak jak jest, czy wprowadzić jakieś zmiany. Oraz co te zmiany powinny przynieść - uważa Małysz.

Thurnbichler mówi w imieniu Jiroutka: Mam nadzieję, że zawodnicy zrozumieją

Chcieliśmy, żeby do słów Małysza odniósł się David Jiroutek, a także żeby Czech miał prawo wypowiedzenia własnej opinii o kończącym się sezonie. Czech odebrał telefon i poinformował nas, że musi skonsultować udzielenie wywiadu Sport.pl z Thomasem Thurnbichlerem. Stwierdził, że obecnie rozmawia tylko z osobami tworzącymi materiały dla biura prasowego PZN-u i w innych przypadkach konsultuje się z Austriakiem. Kolejnego dnia przysłał nam informację, że może rozmawiać tylko o obecnie rozgrywanych zawodach, a do całego sezonu odniesie się dopiero po ostatnich konkursach w Zakopanem. Thomas Thurnbichler wyjaśnił nam, że na początku współpracy ustalono z Jiroutkiem, że nie musi udzielać wywiadów, bo to odpowiedzialność, którą bierze na siebie trener kadry A. I jeśli nie chce o czymś rozmawiać, to lepiej, żeby nie musiał o tym mówić.

DLOKADLOKA Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl

Dlatego zamiast Jiroutka o kadrze B wypowiada się dla nas Thurnbichler. Poniżej publikujemy zapis naszej rozmowy.

Jakub Balcerski: Czy myśli pan, że współpraca z kadrą B - np. jeżdżenie na obozy osobno poza jednym-dwoma na początku lata - funkcjonowała dobrze?

Thomas Thurnbichler: Tak, tak uważam.

Powiedziałby pan, że był świadomy tego, co działo się tam podczas przygotowań i już w trakcie sezonu?

- Nie byłem. W innym przypadku zareagowałbym na to wcześniej.

Kto i w jaki sposób pisał plany treningowe dla kadry B, zarówno gdy Marc Noelke pracował jeszcze w roli pana asystenta, jak i później, po Turnieju Czterech Skoczni? Czy były w tej kwestii jakieś problemy? "Plany, które zdalnie układał i wysyłał Marc, miały przychodzić nieregularnie i - zdaniem części zainteresowanych - bywały zbyt ogólnikowe i oderwane od potrzeb" - pisał w tekście o odejściu Marca Noelke dla TVP Sport Michał Chmielewski.

- Marc miał za zadanie przygotowanie protokołów treningowych dla kadry B.

Jesienią po tym, jak David Jiroutek udzielił wywiadu Sport.pl, w którym mówił o problemach z motywacją, wagą, czy kontuzjami, a pan zaznaczał w swoich wypowiedziach, że zna sprawę - choćby, mówiąc "Przeglądowi Sportowemu Onet" o wspomnianej motywacji, czy rozmawiał pan z zawodnikami, żeby dostać ich perspektywę na to, co się wówczas działo? Myśli pan, że sytuacja wymagała więcej zaangażowania już w tamtym momencie?

- Dokładnie w takiej sprawie potrzeba nam dyrektora skoków narciarskich, który byłby odpowiedzialny za rozmowy z zawodnikami i trenerami, wyrobienie sobie opinii na temat nastrojów w zespołach, a potem znalezienie konstruktywnych rozwiązań, żeby skutecznie wyjść z sytuacji. Dla mnie w roli głównego trenera nie ma wystarczająco dużo czasu, żeby zawsze być w kontakcie z każdym zaangażowanym w działanie kadr.

Nie myśli pan, że rozwiązanie, które wybraliście w połowie sezonu, było zamieceniem problemów pod dywan i że po sezonie to, co myśleli wówczas zawodnicy, się nie zmieni?

- Mam nadzieję, że zawodnicy zrozumieją, że nie tylko trener jest odpowiedzialny za ich osiągi. To także coś, na czym skupiają się zawodnicy i kwestia ich oddania dla sportu. Jeśli chcesz wejść na szczyt, będziesz potrzebował wytrwałości na długiej drodze i oddawania się 24 godziny na dobę sportowi. Zrobienie treningu tylko tak, żeby był zrobiony, nie jest wystarczające. Musisz mieć jasną wizję. Na pewno to musi być wypracowane przez trenera i zawodnika, ale to zawodnik musi sam iść tą drogą.

Jako, że brał pan udział w procesie szukania nowego trenera dla kadry B, gdy sięgnięto po Davida Jiroutka i był to po części pana pomysł, myśli pan, że to możliwe, że nie będzie kontynuował pracy z kadrą?

- Z tego, co wiem, David ma kontrakt do 2026 roku. Jestem skupiony na sezonie i nie jestem odpowiedzialny za zatrudnianie ludzi.

Nieoficjalnie: Jiroutek blisko zwolnienia

Tu kończymy cytowanie Thurnbichlera i przekazujemy nieoficjalne informacje, do których dotarł Sport.pl. Według naszych źródeł pozostanie Jiroutka w Polsce jest mało prawdopodobne. W tej sytuacji PZN zmieniłby trenera kadry B już drugi sezon z rzędu - rok wcześniej z tym stanowiskiem pożegnał się Maciej Maciusiak.

Po wygłaszanych opiniach widać, że Thurnbichler jest za tym, żeby dalej pracować z Czechem. Trudno jednak oczekiwać, żeby myślał inaczej, skoro zatrudnienie Jiroutka było w dużej mierze jego pomysłem. Po słowach zawodników z Zakopanego widać za to, że nie chcą już wprost mówić o tym, czy chcą dalszej współpracy ze swoim obecnym trenerem. Ale tym bardziej nie ma oznak tego, żeby zmienili zdanie.

A w takiej sytuacji - gdy zawodnicy kwestionują metody trenera, nie potrafią mu zaufać, a on nie potrafi do nich dotrzeć, a już na pewno nie poprawić wyników - wszystko wskazuje, że najprostszym rozwiązaniem sytuacji będzie pożegnanie się ze szkoleniowcem i znalezienie nowego.

Jiroutek ma dwie propozycje. Jedna wymaga ruchu w Norwegii

Zresztą słyszymy także, że Jiroutek jest świadomy swojej sytuacji i ma nawet dwie możliwości na wypadek, gdyby w najbliższej przyszłości nie mógł pozostać w Polsce. Czech ma być kandydatem do pracy w dwóch kobiecych kadrach.

Pierwsza dotyczy trenowania Niemek, gdzie po odejściu Maximilliana Mechlera tuż przed trwającym sezonem, działacze raczej nie pozostawią na stanowisku jego asystenta, obecnie pełniącego funkcję pierwszego trenera, Thomasa Juffingera. To jednak kadra, która prezentuje dość słabą formę i tam zmiana nie jest zaskoczeniem.

Za to druga propozycja jest z Norwegii. U tamtejszych skoczkiń najprawdopodobniej trener Christian Meyer odejdzie z zespołu, żeby przejść do męskiej kadry w miejsce skłóconego z zawodnikami Austriaka Alexandra Stoeckla. W obu przypadkach Jiroutek nie jest jednak jedyną opcją, ani nawet zdecydowanym faworytem - bardziej jednym z możliwych wyborów Niemców lub Norwegów.

Jest jeden scenariusz na zastąpienie Jiroutka. On świetnie zna polskich skoczków

Kto mógłby zastąpić Jiroutka? Znamy jeden ze scenariuszy, choć trudno ocenić, jak bardzo możliwy. Jest nim przeniesienie Daniela Kwiatkowskiego z pozycji koordynatora polskich juniorów właśnie na stanowisko trenera kadry B.

Daniel Kwiatkowski, trener-koordynator juniorów w polskich skokachDaniel Kwiatkowski, trener-koordynator juniorów w polskich skokach Screen TVP Sport

To byłby ciekawy wybór, bo Kwiatkowski dobrze zna niemal wszystkich zawodników w kraju startujących na wysokim poziomie, a na zapleczu pojawia się coraz więcej skoczków, których prowadził jeszcze bezpośrednio jako trener kadry juniorów. Tych będzie tylko więcej, a skoro sam Thurnbichler wielokrotnie podkreśla, jak dobrą pracę Kwiatkowski wykonał z młodymi polskimi talentami, to czemu miałby nie spróbować pracy i z tymi starszymi skoczkami na innym etapie kariery?

Zeszłej zimy po pracy z nim polscy juniorzy zostali wicemistrzami świata w Whistler, a Jan Habdas zdobył tam brązowy medal MŚJ. Natomiast w tym roku Łukasz Łukaszczyk, choć mógł wygrać konkurs, zajął trzecie miejsce na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich Młodzieży i był dwunastym zawodnikiem klasyfikacji generalnej zdominowanego przez Austriaków i Niemców cyklu Alpen Cup. Jeśli kogoś wskazywać jako trenera, który ma być doceniony dla dobra przyszłości polskich skoków, to Kwiatkowski w tym momencie wydaje się najrozsądniejszym wyborem. Oczywiście, to dla niego spore wyzwanie. Jednak skoro poległ na nim Jiroutek, który ma za sobą lata pracy w Pucharze Świata, to może nie chodzi tu o doświadczenie, a jakość i umiejętność współpracy z zawodnikami?

Inne rozwiązanie to kierunek zagraniczny. Z rozmowy Thomasa Thurnbichlera ze Sport.pl sprzed kilku tygodni wynika, że chce wzmocnić lokalną kadrę trenerską nazwiskami znalezionymi poza Polską. Dziś bardziej prawdopodobne wydaje się jednak, że Austriakowi chodzi o takich pracujących z juniorami, a nie trenera, który zająłby się kadrą B.

To nie tylko błędy zawodników i trenera. Sygnał dla PZN

Zresztą szukanie kogoś, kto nie zna tutejszych realiów niosłoby za sobą to samo zagrożenie co w przypadku Jiroutka: że zderzy się z problemami polskich skoczków i się z nimi nie dogada. Właśnie na tym poległ Jiroutek i to niekoniecznie skaza na jego trenerskim wizerunku: to, że ma niezły warsztat i potrafi osiągać sukcesy ze swoimi zawodnikami pokazywał już nie raz. Do tej pory pracował jednak z zespołami, od których nie wymagano cudów, a tu dostał jeden z największych w dotychczasowej karierze i od razu taki, w którym potrzeba rozwiązania ogromnych problemów na już. Zderzył się ze ścianą.

Sprawa kadry B to także sygnał dla PZN. Skoro sam Thurnbichler mówi Sport.pl, że nie podołał wzięciu na barki odpowiedzialności za nadzór nad innymi zespołami niż jego kadra A, to potrzeba tu szybkiej reakcji.

Ta na szczęście będzie - działacze przegłosowali już, że od wiosny w skokach i innych dyscyplinach pod opieką związku pojawi się ktoś w rodzaju szefa/koordynatora. Takiej osoby, jaką przed objęciem stanowiska prezesa związku był sam Małysz. W sobotę na stronie internetowej PZN pojawiło się ogłoszenie o rozpoczęciu konkursu na to stanowisko i możliwość nadsyłania zgłoszeń wedle podanych wymagań.

To on - szef polskich skoków - mógł pomóc choćby jesienią po wywiadzie Jiroutka, gdy ewidentnie zabrakło reakcji kogoś poza zespołem na to, co mówi trener. Wtedy zabrakło wysłuchania głosu zawodników i nie do końca mam pewność, czy zimą też dokonano tego odpowiednio. Choć zorganizowano spotkanie, to niewiele z niego wyniknęło, a sprawa wcale nie została "zamknięta", jak mówił Małysz. Wyglądała bardziej jak zapinana na siłę walizka, w której jest za dużo bagażu. W końcu udało się ją domknąć, ale za chwilę pod wpływem tego co wewnątrz, może się rozpiąć. I trzeba będzie układać w niej wszystko od nowa. Tak jak z kadrą B polskich skoczków.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.