W pierwszej części sezonu Pucharu Kontynentalnego Markus Eisenbichler ani razu nie był w pierwszej dziesiątce konkursu. Przerwał starty na początku stycznia. Wrócił pod koniec lutego i od razu zaczął liczyć się w stawce.
Odkąd Markus Eisenbichler wrócił do rywalizacji o punkty Pucharu Kontynentalnego, ani razu nie wypadł z czołowej dziesiątki. Czterokrotnie stanął na podium - dwa razy w Iron Mountain i dwa razy w Lahti. Wygrał dwa konkursy.
Jego progres dostrzegł Stefan Horngacher, który zapowiadał, że powoła Eisenbichlera na finał Pucharu Świata w Planicy w przyszły weekend. Niemiecki skoczek postanowił jednak odmówić trenerowi i nie skorzysta z okazji, by wrócić do elity po miesiącach nieobecności.
Portal sportschau.de porozmawiał z zawodnikiem, by wyjaśnił powody swojej decyzji. Eisenbichler przyznał, że zdaje się tutaj na intuicję i woli powalczyć o miejsce w składzie na nowy sezon, zaczynając od wiosennego obozu przygotowawczego. Uważa, że loty narciarskie w Planicy nic mu nie dadzą w jego obecnej sytuacji.
- Zasadniczo byłbym oczywiście szczęśliwy, gdybym został nominowany. Czuję się w dobrej formie, ale przeczucie podpowiada mi, że lepiej dołączyć po ostatnich zawodach Pucharu Kontynentalnego, abyśmy mogli rozpocząć przygotowania do nowego sezonu wypoczęci i bardziej zmotywowani. Loty narciarskie w obecnej sytuacji i po dotychczasowym przebiegu sezonu do niczego mnie nie zaprowadzą - stwierdził Eisenbichler.
W ten weekend kończy się sezon Pucharu Kontynentalnego. Skoczkowie powalczą na Wielkiej Krokwi w Zakopanem. Markus Eisenbichler jest na 13. miejscu w klasyfikacji generalnej z dorobkiem 485 punktów. Liderem jest Austriak Jonas Schuster, który ma 1123 punkty, o pięć więcej od swojego rodaka, Maximiliana Ortnera. Podium uzupełnia Robin Pedersen z Norwegii.