Tak dalej być nie może! PZN podjął ważną decyzję ws. polskich skoków. Znamy szczegóły

Jakub Balcerski
Polskie skoki narciarskie wiosną, przed nowym sezonem, czekają kolejne spore zmiany. Jedną z największych będzie wprowadzenie do nich szefa dyscypliny. To już pewne: tak stanie się zresztą w każdym ze sportów, którym zajmuje się Polski Związek Narciarski. Do Sport.pl dotarły pierwsze informacje o tym, kogo pytano o możliwość przyjścia do Polski, żeby zacząć pracę w tej roli.

Już na początku lutego informowaliśmy, że pozyskanie nowego szefa skoków będzie priorytetem PZN w kontekście zmian przed przygotowaniami do kolejnej zimy. Do 2022 roku przez niespełna sześć lat w tej roli pracował Adam Małysz, ale on jest teraz prezesem związku. Część jego zadań miał przejąć Łukasz Kruczek - najpierw w roli koordynatora, a obecnie team managera kadry. Z wielu stron słychać jednak, że nie potrafi podejmować wielu decyzji i jest bardziej pomocą dla trenera Thomasa Thurnbichlera, niż osobą realnie wpływającą na kształt polskich skoków.

Na Sport.pl opisywaliśmy, że w tym momencie polskie skoki nie mają szefa w jednej osobie, a trzygłową hydrę w postaci mieszanki Thurnbichlera, Małysza i Kruczka, z których każdy ma swoje obowiązki, a wydawałoby się, że po części mógłby, lub nawet chciałby robić to, czego oczekiwałoby się od szefa skoków. Rozwiązanie? Zatrudnienie na nowe stanowisko kogoś nowego.

Zobacz wideo To on uczy polskich skoczków latać. Oto jak pracuje

Zarząd PZN potwierdził nowe stanowisko szefa każdej z dyscyplin. "Nazewnictwo na razie nie ma znaczenia"

W poniedziałek zarząd Polskiego Związku Narciarskiego zatwierdził, że w każdym ze sportów, którym się zajmuje, powstanie nowa funkcja szefa dyscypliny. Zaznaczmy, że nie ma jeszcze oficjalnej nazwy w strukturach związku - zyska taką pewnie dopiero wiosną. Prezes Małysz po przyjściu do PZN był jednak uczulony na słowo "dyrektor" i twierdził, że jest ich w związku za dużo, więc można się spodziewać, że tego akurat nie wybierze.

- Została przyjęta nowa struktura organizacyjna w związku i jednym z jej elementów jest pozycja zarządzającego konkretną dyscypliną. Czy to będzie dyrektor, kierownik, czy szef wyszkolenia to zostanie jeszcze ustalone. Nazewnictwo na razie nie ma znaczenia - przekazuje nam wiceprezes ds. skoków narciarskich i spraw organizacyjnych PZN i członek prezydium jego zarządu Wojciech Gumny. - Ma to wyglądać tak, jak jest wszędzie. Popatrzmy na związki niemiecki, austriacki, czy norweski: w każdym z tych miejsc jest taka funkcja. Teraz będzie i w Polsce - dodaje działacz.

Cel to szefowie dyscyplin zatrudnieni od 1 kwietnia. PZN ma dwa tygodnie na rozmowy

Skoro stanowisko powstaje jednak nie tylko w skokach, a i w pozostałych dyscyplinach, to powodem dla decyzji o stworzeniu go w PZN nie mogła być tylko obecna sytuacja w skokach. - To główna zmiana w nowej strukturze. Chodzi w niej o jasne zależności: kto pod co, kogo i gdzie podlega. Zbiegło to się z odejściem sekretarza generalnego, Jana Winkiela. Robił bardzo wiele i musimy to teraz podzielić. To był zalążek do różnego rodzaju zmian. Stanowisko sekretarza oczywiście pozostaje w związku, zgodnie z ustawą i będzie na nie rozpisany konkurs - wyjaśnia Wojciech Gumny.

- Realistycznie patrząc na to, jak działa się w tym momencie w sporcie, takie rozmowy trzeba zakończyć do połowy marca. Teraz będzie zatem gorący okres i miejmy nadzieję, że to się uda osiągnąć z korzyścią dla każdej z naszych dyscyplin - wskazuje Gumny. Cel związku to, żeby dyrektorzy zaczęli pracę od 1 kwietnia. Dają sobie zatem dwa tygodnie na negocjacje z kandydatami i kolejne dwa na dopięcie szczegółów. Za miesiąc, po zakończeniu sezonu, powinno być jasne, kto zostanie zatrudniony przez związek.

Poszukiwane osoby w najlepszym scenariuszu powinny być doświadczone i mieć odpowiedni autorytet do tej roli. Niewykluczone, że w kilku przypadkach "stworzy się" dyrektora w danym sporcie z osób, które jeszcze tego doświadczenia nie zebrały, a przede wszystkim nie pracowały w takiej roli wcześniej. Pytanie: czy taką funkcję w odpowiedni sposób będzie mogła pełnić osoba z zagranicy? Z naszych informacji wynika, że takie, zwłaszcza w skokach, zdecydowanie są brane pod uwagę. Jednak mówienie po polsku i możliwość załatwiania formalnych spraw bez konieczności dobierania do nowego szefa dyscypliny pośredników byłoby idealnym rozwiązaniem i dużą zaletą potencjalnych kandydatów.

Thurnbichler mówi: "Bez komentarza". Z PZN słyszymy, że "nikt jeszcze nie odmówił ani niczego nie zaakceptował"

- Wiadomo, że gdy stworzy się takie stanowisko, to jakieś nazwiska też są już z tyłu głowy. Jesteśmy, ładnie to nazywając, w trakcie poszukiwań - mówi nam Wojciech Gumny, gdy pytamy, na jakim etapie jest PZN w przypadku wybierania szefa skoków. - Nikt nam jeszcze nie odmówił ani niczego nie zaakceptował, bo nie było konkretnych rozmów. Ciężko było tak rozmawiać, nie mając zgody zarządu. Dopiero teraz, gdy została udzielona, można zacząć rozmowy - twierdzi wiceprezes PZN.

Tu warto rozgraniczyć określenie "konkretne rozmowy" i "zapytania", czy "próby negocjacji". Może i konkretnych rozmów faktycznie jeszcze nie było, ale zapytania czy próby negocjacji raczej już się pojawiały. Według naszych informacji prezes Adam Małysz i trener Thomas Thurnbichler rozglądają się za potencjalnymi kandydatami na nowe stanowisko od co najmniej kilku tygodni. Do myślenia o zatrudnianiu i przechodzeniu do formalności jeszcze daleko, ale w temacie już całkiem sporo się dzieje.

Pod skocznią mamucią w Oberstdorfie na ostatnich zawodach Pucharu Świata pytaliśmy Thomasa Thurnbichlera o to, czy w najbliższych dniach, które spędzi w Polsce na spotkaniach i pracy nad planem przyszłości polskich skoków, spotka się także z osobami, które mogą się tu pojawić od nowego sezonu. - Bez komentarza - odpowiedział Austriak i prosił, żeby o sprawie rozmawiać z działaczami PZN. Dodawał, że do rozstrzygnięć jego zdaniem jeszcze daleko. W teorii szkoleniowiec powinien się bardziej zająć ewentualnymi nowymi trenerami dla juniorów czy całego polskiego systemu. W praktyce wiemy, że uczestniczy też bardzo aktywnie w rozmowach z potencjalnymi kandydatami na szefa dyscypliny. To o tyle zrozumiałe, że w końcu to on ma z nim później współpracować. Jednak to nie Thurnbichler podejmie ostateczną decyzję o tym, kogo zatrudnić, a kogo odrzucić. Może tylko wyrażać swoją opinię i sugerować pewne rzeczy związkowi.

Rodlauer miał dostać ofertę zmiany swojej roli. Austriak wszystkiemu zaprzecza

Według informacji Sport.pl zwrócono się z zapytaniem o możliwość pracy w tej roli do co najmniej dwóch doświadczonych osób ze środowiska. Możliwość zmiany roli i pracy jako szef skoków, a nie trener polskich skoczkiń, miała zostać przedstawiona Haraldowi Rodlauerowi. Wtedy Austriak miał jednak zdecydowanie odmówić, tłumacząc, że przychodził do Polski z innym zadaniem, a do tego nie umie najlepiej mówić po angielsku, co ograniczałoby mocno jego możliwości na tym stanowisku. Dlatego wolałby, zgodnie z tym, na co zgadzał się rok wcześniej, pozostać trenerem kadry kobiet i starać się wyprowadzić ją ze sporego dołka, a następnie rozwijać pod kątem igrzysk olimpijskich w 2026 roku.

Tych informacji nie chce nam potwierdzić sam Rodlauer. - Nie została do mnie skierowana żadna oficjalna prośba ze związku. Tyle mogę powiedzieć w tym temacie - usłyszeliśmy od Austriaka. Po dopytaniu o to, czy kluczowe w jego odpowiedzi nie jest słowo "oficjalna", dodaje tylko: "Nie było żadnej prośby". Nasze informacje pochodzą jednak ze źródła bardzo blisko szkoleniowca. Wcześniej Rodlauer potwierdzał nam, że słyszał o poszukiwaniach nowego szefa polskich skoków, jednak nie myślał o tym, kto mógłby nim zostać i kogo mógłby ewentualnie polecić Małyszowi czy Thurnbichlerowi.

Hofer zapytany o zdanie przez Polaków. Miał polecić Kuttina

Drugą osobą, do której mieli dotrzeć Polacy, miał być Walter Hofer. Były dyrektor Pucharu Świata, który odszedł ze stanowiska w 2020 roku i został zastąpiony przez obecnego szefa PŚ Sandro Pertile, nie musiał być jednak pytany konkretnie o przyjście do Polski. To niewykluczone, ale najprawdopodobniej chodziło bardziej o poradę odnośnie do tego, kto jego zdaniem mógłby się nadawać do zostania szefem polskich skoków.

Hofer miał polecić skontaktowanie się z byłym trenerem kadry polskich skoczków (w latach 2003-2006), obecnie pracującym z niemieckimi kombinatorami norweskimi, Heinzem Kuttinem. Według naszego źródła austriacki szkoleniowiec niemal od razu odmówił, tłumacząc, że na razie nie zamierza zmieniać pracy. Kuttin nie odpowiedział na naszą prośbę o kontakt w tej sprawie. Z jednej z wcześniejszych rozmów trener potwierdził tylko informacje o tym, że wiosną 2020 roku był blisko powrotu do Polski w roli szkoleniowca juniorów. Wówczas sam jednak zrezygnował i udał się do Niemiec, gdzie pracuje do dziś.

Innauer mówi o Schusterze, Goldberger o Stoecklu. To tylko potwierdza, w jak trudnej sytuacji jest PZN

Poszukiwanie autorytetu do roli szefa polskich skoków nie jest łatwe - idealnych kandydatów jest niewielu, a ze związku słyszymy też, że budżet płacy dla zatrudnianej osoby nie będzie nieograniczony. Działacze nie chcą przepłacić.

Były dyrektor skoków w austriackim związku, a także dobry przyjaciel i częściowo trenerski mentor Thomasa Thurnbichlera, Toni Innauer mówił nam niedawno, że taka osoba bardzo przydałaby się do pomocy austriackiemu szkoleniowcowi Polaków. Podkreślał, że bardzo jej brakuje, a Thurnbichler ma na głowie zbyt wiele ważnych zadań. - Potrzebujecie takiej osoby. Jest Adam Małysz, który wciąż pozostaje przy skokach i kadrze, wspiera Thomasa, ale jako prezes związku ma też wiele innych obowiązków. A potrzeba kogoś pracującego tak, jak on i Stefan Horngacher, a potem Michal Doleżal od 2016 do 2022 roku. Bezpośredniej relacji z gościem, z którym rozumiesz się bez słów i działasz tak, jak przez lata to było ze mną i Alexem Pointnerem - stwierdził Innauer.

Na pytanie, kto jego zdaniem byłby dobrą opcją dla Polaków, odpowiedział, że widziałby w tej roli Wernera Schustera. - Był trenerem niemieckiej kadry przez dwanaście lat, jest świetnie wykształcony, a teraz zajmuje się niemieckimi juniorami. To inteligentny trener, który potrafi stabilnie sięgać po dobre wyniki. Byłby dobrym wyborem dla każdego kraju szukającego kogoś takiego. Ma jednak świeżo podpisany kontrakt, więc tylko podaję nazwisko, może bardziej przykład. Nie jest jedyną taką osobą - wskazał Innauer, choć przyznał, że możliwości są dość ograniczone.

Inna legenda austriackich skoków, trzykrotny zdobywca Kryształowej Kuli i dwukrotny zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni, a obecnie ekspert telewizji ORF, Andreas Goldberger pomyślał o jeszcze innym głośnym nazwisku. - Cóż, widzimy, co dzieje się w Norwegii, gdzie jest Alexander Stoeckl. Pojawił się konflikt z zawodnikami, którzy nie chcą go już w kadrze. Być może musiałby opuścić kraj i wtedy mógłby do was trafić. Choć wiem, że jest przywiązany do Norwegii ze względu na rodzinę. Byłby jednak świetnym wyborem, gdyby wszystko się udało - ocenił Goldberger zapytany o nas o sprawę nowego szefa polskich skoków na PŚ w Oberstdorfie.

Z naszych informacji wynika, że wspomniany przez niego Stoeckl obecnie jest najbliżej dwóch opcji: opuszczenia norweskiej kadry, a potem zostania dyrektorem norweskich skoków w zastępstwie za odchodzącego po 20 latach pracy Clasa Brede Braathena, albo odejścia ze świata wielkich skoków, żeby trenować młodzież, zająć się rodziną, ewentualnie podjąć pracę w innej dziedzinie niż sport. Jego wyjazd poza Norwegię wydaje się obecnie niemalże niemożliwy. Trudno będzie mu także pozostać trenerem tatmejszej kadry.

Zdanie legend, sugerujących Polakom tych, którzy raczej nie mają w najbliższych planach zmiany miejsca zatrudnienia albo przywiązanych do kraju, gdzie obecnie pracują, tylko potwierdza, jak trudna to sytuacja. Wyzwanie znalezienia odpowiedniego kandydata, przed którym stoi PZN, nie należy do najłatwiejszych. Jest wiele osób, które są doświadczone, ale np. zrezygnowały z pracy w skokach i nie zamierzają wracać do tego środowiska. Inne, bardzo cenne i fachowe nazwiska, są po prostu zajęte i trudne do pozyskania przez Polskę. A jeszcze inna grupa, której można byłoby się przyjrzeć i dać komuś pośród niej szansę, ma za mało obycia w świecie skoków. Te osoby mogą spełniać się w innej funkcji, ale nie byłyby w stanie przyjść tu i pełnić inną, o wiele bardziej odpowiedzialną. Działaczy czeka intensywny miesiąc i trudne wybory. Sam krok - decyzja o zatrudnieniu nowych osób na takie stanowisko - wydaje się jednak słuszny. Teraz czas ściągnąć do Polski odpowiednie osoby.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.