Thurnbichler mówi o sytuacji polskich skoczków. Brutalne słowa

Jakub Balcerski
- Jesteśmy w stanie tylko próbować iść dalej z dnia na dzień i docierać z zawodnikami do coraz lepszej formy - mówi o podejściu do startów w reszcie sezonu Pucharu Świata w skokach w rozmowie ze Sport.pl trener Polaków, Thomas Thurnbichler.

Loty w Oberstdorfie przyniosły kilka pozytywów dla polskich skoków - zwłaszcza dobrą formę Kamila Stocha, który był jedenasty i dwunasty w konkursach indywidualnych, a także walkę o podium do ostatniego skoku w zawodach duetów, które Polacy skończyli na piątej pozycji. Były jednak i te znacznie gorsze momenty, czyli choćby dwa odpadnięcia w kwalifikacjach Dawida Kubackiego. W rozmowie ze Sport.pl trener Thomas Thurnbichler podsumowuje weekend na mamucie w Niemczech i zapowiada, co w najbliższej przyszłości czeka jego skoczków.

Zobacz wideo To on uczy polskich skoczków latać. Oto jak pracuje

Jakub Balcerski: Jakby pan podsumował cały weekend z zawodami w Oberstdorfie?

Thomas Thurnbichler: Powiedziałbym, że dla Olka Zniszczoła i Piotrka Żyły dużo lepszy był początek rywalizacji, a na koniec poziom energii został już wyczerpany. Ostatniego dnia widać było dobrze, że zaczęli już popełniać błędy, zwłaszcza Olek, u którego pojawiało się ich coraz więcej. Trudno było im się też skoncentrować na ostatnim skoku. Dla nich dobrze będzie teraz wrócić do domu.

Kiedy patrzę na Kamila Stocha, bardzo miło widzieć go z taką pewnością siebie i uśmiechem. Z takim podejściem jestem przekonany, że mógłby stać się liderem grupy na końcówkę sezonu i to może być pozytywny kopniak dla całego zespołu.

Teraz chodzi o to, żeby podtrzymać ten pozytywny moment u Kamila? Wcześniej, w tym sezonie zwłaszcza, miał problemy z ustabilizowaniem formy.

- Teraz ma za sobą weekend, kiedy był numerem jeden i to robi różnicę w jego przypadku. Niczego nie trzeba będzie teraz wymuszać. Dla niego ważne będzie zabrać z tych zawodów tę pewność siebie, dobre uczucia i iść naprzód.

Zauważył pan jakieś sygnały wskazujące, że forma Kamila wzrasta? Wiele osób dziwi się, że zrobił progres akurat na mamucie, to zazwyczaj przychodzi trudniej na coraz większych skoczniach.

- Już w pierwszym locie Kamila tutaj widziałem, że jest dobrze. Pomyślałem: "Okej, robi się interesująco". Pierwszy dzień skoczył na dwóch skokach, ale przyjął to jak prawdziwy mistrz i od drugiego dnia pokazywał już tylko coraz lepsze loty.

W przypadku Piotrka mówił, że zawodziła go nieco głowa i koncentracja. Chce pan z nim znów nieco popracować tak, jak w chwili, gdy motywował go pan po Willingen, czy pozwolić mu po prostu nieco odpocząć?

- Chodzi o odpoczynek. W wielu konkursach w ostatnich tygodniach pokazywał, co potrafi zrobić. Musi się jednak czuć świeżo i być w odpowiednim trybie aktywacji. To dlatego ta chwila spokoju będzie teraz dla niego tak ważna.

Olek stracił pewną szansę? Długo był w pogoni za podium, blisko tego, żeby wreszcie na nim stanąć, ale w ostatnich dniach zdarza mu się raczej jeden dobry skok na tle kilku "tylko" solidnych. Wcześniej skakał stabilniej.

- To był dla niego wymagający czas. Przez parę konkursów dźwigał na sobie ciężar całej kadry. Był naszym liderem. To także naturalne, może się zdarzyć, że masz potem nieco słabszy okres. Ważne, żeby teraz wypoczął, zaufał swojej dobrej formie, temu, co może pokazać na skoczni. Dobrze, żeby podszedł ze świeżym umysłem do konkursów w Lahti.

Dla Dawida Kubackiego to raczej weekend do zapomnienia. Choć mówił, że zanim upadł w niedzielnych kwalifikacjach, zrobił to, czego pan od niego wymagał w trakcie skoku. To prawda?

- Skok nie był taki zły, był spóźniony, ale potem... Cóż, powiem tak: całe te kwalifikacje zostały rozegrane tylko po to, żebyśmy mieli kwalifikacje. Zaczęli ze zbyt niskiej belki. A chcieli jeszcze z niższej, bo na początku dobrali piętnastą. Potem podszedłem do asystenta delegata technicznego, którym w Oberstdorfie był Alexander Diess i powiedziałem, że powinni pójść wyżej. Bardzo mnie wspierał i dał znać, że jego zdaniem także belka nie powinna być ustawiona tak nisko. Udało się ją podwyższyć, ale przyszedł bardzo mocny wiatr z tyłu skoczni aż do 160.-170. metra. Dawid nie miał wysokości, żeby odlecieć, walczył o każdy metr i skończyło się, jak się skończyło. Upadł, bo tyły jego nart zetknęły się z zeskokiem.

Ale to nie tak, że to jego najlepsze możliwe skoki. Dawid tak jak inni ma za sobą te długie podróże, czas poza domem i wymagający sezon. Przyda mu się odpoczynek (już po naszej rozmowie w strefie mieszanej w Oberstdorfie Thomas Thurnbichler za pośrednictwem mediów społecznościowych Polskiego Związku Narciarskiego ogłosił skład na zawody PŚ w Lahti, w którym nie znalazł się Dawid Kubacki, do Finlandii polecą Maciej Kot, Kamil Stoch, Piotr Żyła, Aleksander Zniszczoł i Paweł Wąsek - red.).

Jury nie ma tu przesadnie ostrożnego podejścia? Widzieliśmy w trakcie zawodów w Oberstdorfie tylko kilka lotów za rozmiar skoczni, w tym jeden na 240. metr Daniela Hubera, który od początku dobrze sobie tutaj radził, a i tak obniżono potem długość rozbiegu aż o dwie belki. Kibice, oglądając loty, pewnie chcą więcej walki o spore odległości.

- Jest pewien problem: mamy małą granicę pomiędzy tym, co bezpieczne, a co nie, a same zawody są bardzo wrażliwe na zmiany warunków. Wystarczy, że wiatr zmieni się minimalnie i w obecnych okolicznościach na mamucie oznacza to dwadzieścia metrów w tę, czy w drugą stronę. W obliczu nierównych warunków chyba wolę ostrożne podejście, niż gdyby miało być zbyt ofensywne. Pojawia się dużo zmian belek, co nie jest dobre, zawsze lepiej jeździć z jednej. To powinien być nasz cel. Wiem, że kibice chcą jak najwięcej dalekich lotów, ale jako trener chciałbym przede wszystkim najdalszych skoków od najlepszych zawodników. I rozumiem to, co robiło tutaj jury.

Mówił pan przed tym weekendem, że plan na Lahti to powrót Pawła Wąska. Chciał pan zobaczyć go jeszcze na treningu w tym tygodniu, ale teraz w Polsce chyba nie ma jak, prawda?

- Tak, trening na skoczni w Polsce nie jest możliwy. Było za ciepło i także śniegu na Wielkiej Krokwi w Zakopanem już nie ma. Nie ma zatem opcji sprawdzenia się przed zawodami w Lahti. Znam jednak jego formę, bo mieliśmy pięć sesji treningowych, zanim przyjechałem do Oberstdorfu. Teraz będzie w pełni wypoczęty.

Jak widzi pan sytuację kadry B? Wiadomo, że teraz w USA mieli problemy także ze względu na sprzęt, który nie doleciał do Iron Mountain i musieli skakać w pożyczonym, ale ogółem jakość skoków i wyników u nich nieco spadła.

- Zgadzam się, ale z niedopasowanym sprzętem skakanie w granicach jedenastego miejsca to raczej wyciąganie tego, co się da z trudnej sytuacji. To oczywiście nie wyniki, których by chcieli i pokazywali się już z lepszej strony w tym sezonie. Zatem zobaczymy, jak będą sobie radzić do końca sezonu.

Zawody w Oberstdorfie rozpoczęły walkę o małą Kryształową Kulę w PŚ w lotach i, jak sam pan mówił, były jedną z ostatnich szans pana zawodników na walkę w czołówce o wysokie cele. Ta szansa już raczej przeminęła, teraz został jeszcze tylko Raw Air. Z jakim podejściem polecicie na ostatnie kilka konkursów w tym sezonie? Podtrzymać te pozytywy, które będą się pojawiać, jak prawie cały czas do tej pory?

- Cóż, nie możemy zrobić więcej. Wciąż mierzymy się z problemem prędkości, tam nadal tracimy do zawodników z innych krajów, a tymi samymi producentami nart. To wskazuje, że wszystko tkwi w tym, jak szlifowane i przygotowywane są narty. A sprzętu i sposobów na to się ot tak nie zyska, bo one zostały znalezione i dostosowane przez same kadry. Nie można ich kupić, oni wszystko wytwarzają. Mogę powiedzieć, że nawet z tym ubytkiem prędkości staramy się robić, co tylko możemy. W ten sposób jesteśmy w stanie tylko próbować iść dalej z dnia na dzień i docierać z zawodnikami do coraz lepszej formy.

Po powrocie do Polski nadal będzie pan tak zajęty jak do niedawna?

- Oczywiście, w moich planach są kolejne spotkania, choćby z Adamem Małyszem. Będziemy dyskutować o wielu sprawach, także o tym, co w przyszłości. Chyba zawsze będzie u mnie intensywnie, trudno tu na razie o większe przerwy.

To może być decydujący tydzień dla wielu spraw? Czy nie widzi pan takiego w najbliższej przyszłości?

- Jeszcze nie widzę. Ale to też moja robota, żeby sprawić, że w końcu nadejdzie i już teraz będziemy coraz bliżej znalezienia odpowiednich rozwiązań.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.