Stoch w siódmym niebie, ale Prevc to przebija! Małysz: "Wielu nie wie, kiedy to zrobić"

Kamil Stoch i Peter Prevc
screeny z Eurosportu

- Myślę, że nie ma co komentować, bo to co pokazuję - i gesty, i same skoki - mówią same za siebie - stwierdził Kamil Stoch, który konkursy lotów narciarskich w Oberstdorfie skończył na 12. i 11. miejscu. Ale tak naprawedę nic nie musi mówić Peter Prevc. On niedawno ogłosił, że z końcem sezonu skończy karierę, a teraz pierwszy raz od dwóch lat był na podium. Dwa razy. Po drugich miejscach jest ex aequo ze Stefanem Kraftem pierwszy w wyścigu o Kryształową Kulę za loty!

W sobotę w Oberstdorfie Kamil Stoch był 12. i nie posiadał się z radości. - Podniosłem tylko trochę głowę i już było fśśt! - zachwycał się w rozmowie z reporterem Eurosportu, opisując swój lot na 221. metr w serii finałowej. W niej miał dziewiątą notę, dzięki czemu w konkursie awansował aż o dziewięć miejsc.

Zobacz wideo Adam Małysz o stresie na zawodach: Chciałem zrealizować oczekiwania publiczności

Po tej dziewiątej nocie z drugiej serii w sobotę, w niedzielę Stoch miał 12. wynik serii próbnej (209,5 m), a następnie 10. miejsce w pierwszej serii konkursu (219 metrów) i widoki na to, że pierwszy raz w sezonie skończy zawody w czołowej dziesiątce. To się Stochowi nie udało - w drugiej serii znów spisał się dobrze (221,5 m i 11. nota tej rundy), ale finalnie spadł na 11. miejsce.

- No kurde, obydwa dni tak kończę! - cieszył się Stoch, podkreślając, ile frajdy daje mu latanie za 220. metr. - Myślę, że nie ma co komentować, bo to, co pokazuję - i gesty, i same skoki - mówią same za siebie - dodawał.

To prawda: za Stochem najlepszy, najrówniejszy weekend w sezonie. I, co sam mistrz przyznaje, nadzieja, że końcówka bardzo trudnej zimy może być naprawdę udana.

- Już w Sapporo wyglądało to nieźle, bo wyniki wynikami [tam Stoch był 12. i 18.], ale skoki były naprawdę zbliżone do tych tutaj. A tutaj były wszystkie na fajnym poziomie. Chcę to kontynuować. Może przy odrobinie szczęścia ten kolejny dzień może się zakończyć jeszcze lepiej - mówił Stoch przed kamerą Eurosportu.

Kolejne konkursowe dni przyjdą od piątku do niedzieli w Lahti. - Tam nie będzie aż tak długiego latania, ale skocznia jest przyjemna, ja ją bardzo lubię - uśmiechał się Stoch, nie chcąc sobie i nam niczego obiecywać.

Jesteśmy pod wrażeniem Stocha, ale Słoweńcy mają lepiej. "Doskonały lot"

My jesteśmy przeczołgani nieudanym sezonem polskich skoków i tylko nieśmiało liczymy na jakiś dobry akcent na koniec. Natomiast Słoweńcy na koniec patrzą z wielkimi nadziejami. Chodzi o koniec kariery Petera Prevca.

Jeden z najlepszych skoczków XXI wieku niedawno ogłosił, że po tym sezonie powie nam wszystkim "do widzenia". Niespełna 32-latek był mistrzem olimpijskim w drużynie mieszanej i wicemistrzem w klasycznej drużynie, a indywidualnie zdobył srebro i brąz na igrzyskach Soczi 2014, gdzie dwa złota wywalczył Stoch. Do tego ma trzy medale z mistrzostw świata i aż pięć z mistrzostw świata w lotach. W tym trzy złote. W tym tytuł indywidualnego mistrza globu. I jeszcze trzy Małe Kryształowe Kule za loty obok tej jedynej za triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

I gdy wydawało się, że to wszystko jest już tylko pięknym wspomnieniem, Prevc na swoich ulubionych lotach właśnie pokazał, że wciąż potrafi dokonywać wielkich rzeczy. Jego drugie miejsce w sobotę odebrano jak niespodziankę, bo na podium stanął po prawie dwuletniej przerwie (był drugi i trzeci na koniec sezonu 2021/2022 w Planicy). Ale w niedzielę on to powtórzył. Po pięknym ataku w drugiej serii (224 metry i najwyższa nota całej rundy) przesunął się na miejsce drugie z szóstego.

"To był doskonały lot. Do zwycięzcy, Austriaka Stefana Krafta, Peter stracił tylko 3,3 punktu. A w walce o Małą Kryształową Kulę obaj są najlepsi, mają po 160 punktów" - pisze słoweński serwis siol.net.

Kraft 160 punktów zdobył w Oberstdorfie za trzecie miejsce z soboty i pierwsze z niedzieli. W niedzielę z nim i Prevcem na podium, na trzecim miejscu, stanął Ryoyu Kobayashi. Natomiast w sobotę obu pokonał Timi Zajc.

Słoweńcy twierdzą, że Zajc oddałby Prevcowi zwycięstwo

"Nie musiałby się żegnać, ale widać, że ma formę, żeby przygotować piękny spektakl na koniec" - pisze siol.net. "Peter pewnie nadal się uśmiecha po niezwykłej sobocie, gdy wyprzedził go jedynie przyjaciel i współlokator. Na pewno byli tacy, którzy zastanawiali się, w jakim stylu on się będzie żegnał ze skokami, a teraz już wiemy, co szykuje dla pełnych trybun w Planicy" - mogliśmy przeczytać w niedzielny poranek.

Wtedy Słoweńcy chyba nie przypuszczali, że kilka godzin później dostaną tak mocne potwierdzenie rosnącej formy swojego odchodzącego mistrza. "Gdyby Zajca zapytać, czy oddałby zwycięstwo kapitanowi kadry, to pewnie by się zgodził. Peter dał mu wiele rad, są współlokatorami na wyjazdach, a czas spędzają wspólnie też poza zawodami" - pisali rodacy Prevca chyba trochę żałując szansy, która Prevcowi uciekła.

A teraz Słoweńcy są zachwyceni i podkreślają, że przed wielkim pożegnaniem u siebie Prevc polata jeszcze w Vikersundzie, gdzie w 2015 roku jako pierwszy człowiek przeleciał na nartach ćwierć kilometra (równo 250 m). I pytają, czy skoro on ma serce lotnika i kocha rodzimą Planicę, to czy byłoby coś milszego niż jego podia na koniec tam, gdzie w 2016 roku odebrał Kryształową Kulę dla najlepszego na świecie skoczka sezonu 2015/2016.

Tamta zima była w wykonaniu Prevca wybitna. To był jeden z najbardziej zdominowanych przez zwycięzcę sezonów w historii. Wówczas Słoweniec wygrał aż 15 z 29 konkursów Pucharu Świata i 22 razy stanął na podium. Był też najlepszy w Turnieju Czterech Skoczni, na MŚ w lotach i oczywiście do dużej Kryształowej Kuli dorzucił małą, za loty.

Pamiętamy, co Prevc stracił. Chyba wszyscy życzą mu, żeby to sobie odbił

Tamten triumf Prevca był tym słodszy, że równo rok wcześniej w Planicy skończył cały sezon na pierwszym miejscu ex aequo z Severinem Freundem, bo obaj przez cztery miesiące startów zebrali dokładnie po 1729 punktów. Ale Kryształowej Kuli nie dostał. Trafiła w ręce Niemca, dlatego, że miał więcej zwycięstw (9:3).

Fani skoków doskonale pamiętają, że liczba wygranych konkursów nie miałaby znaczenia, gdyby w ostatnich zawodach sezonu Prevca nie pokonał Jurij Tepes. On po pierwszej serii finałowych lotów na Letalnicy był czwarty, a Prevc prowadził, ale w drugiej serii Tepes wykonał skok życia na 244 metry nagrodzony przez sędziów wyłącznie notami marzeń - "dzwudziestkami". I Prevc się nie obronił - do zwycięstwa zabrakło mu 2,8 punktu. Gdyby wygrał, to w klasyfikacji generalnej PŚ wyprzedziłby Freunda o 20 punktów.

Dziś wszyscy, którzy lubią Prevca i życzą mu pięknej końcówki kariery, chcieliby, żeby drugie miejsca z Oberstdorfu jeszcze przebił. - To niezwykłe, że byłem tu dwa razy na podium - mówił Prevc w krótkiej rozmowie z Jakubem Balcerskim ze Sport.pl w niedzielę tuż po zawodach. Natomiast w sobotę, po tym pierwszym podium od prawie dwóch lat, stwierdził, że ono go uspokaja i pozwala mu się zrelaksować.

Sport.pl pyta, a Prevc od razu ucina. "Nie powinniśmy"

W głosie Prevca wcale nie słychać wielkich emocji. Trudno zgadywać czy w sercu liczy, że stać go na jeszcze więcej, że ten jego last dance może być jeszcze bardziej spektakularny.

Po zdobyciu w Oberstdorfie aż 160 punktów do klasyfikacji Pucharu Świata Prevc awansował na 10. miejsce. W top 10 nie skończył żadnego sezonu od 2020 roku, gdy finalnie był ósmy. Teraz ma 570 punktów i na 10 indywidualnych konkursów do końca poza jego zasięgiem są chyba tylko trzej najlepsi zawodnicy tej zimy - Kraft (1546 pkt), Kobayashi (1277) i Andreas Wellinger (1178). Czwarty Jan Hoerl ma tylko o 185 punktów więcej. Ale Prevca na koniec najbardziej ucieszyłoby pewnie jeszcze choć jedno pucharowe zwycięstwo (ma ich 23, a podiów 58) i jeszcze jedna, już czwarta, Mała Kryształowa Kula za loty.

A już najpiękniej dla Petera byłoby, gdyby ostatni weekend sezonu w Planicy zaczął się od tego, że w czwartek Kryształową Kulę odbierze jego dużo młodsza siostra, a później na scenę po raz ostatni wejdzie on.

Niespełna 19-letnia Nika Prevc jest liderką i na osiem konkursów przed końcem ma 208 pkt przewagi nad drugą Evą Pinkelnig. - Jeszcze przed nią długa droga. Nie powinniśmy zbyt wcześnie świętować - ucina Pero, pytany o to przez Jakuba Balcerskiego.

Małysz pod wrażeniem decyzji Prevca. "Wielu zawodników nie wie, kiedy to zrobić"

Prevc ma rację. I ma podejście bliskiemu temu, jakie przez lata znakomitej kariery przyświecało Adamowi Małyszowi. Jeden z najwybitniejszych skoczków w historii kilka dni temu w rozmowie ze Sport.pl wspominał różne trudne momenty swojej bogatej kariery. Wśród nich był oczywiście ten, gdy Małysz ogłosił swoje odejście z tego sportu.

Nasz czterokrotny mistrz świata, czterokrotny zdobywca Pucharu Świata i czterokrotny medalista olimpijski zrobił to w wieku 33 lat i trzech miesięcy. I w swoim postanowieniu wytrwał, mimo że wielu twierdziło, że mógłby jeszcze z powodzeniem rywalizować z najlepszymi. Zresztą, wyniki to potwierdzały - swój ostatni sezon Pucharu Świata Małysz skończył na trzecim miejscu w klasyfikacji generalnej, a na mistrzostwach świata Oslo 2011 zdobył brązowy medal.

- Wiedziałem, że doszedłem do granicy. Tak jak teraz Peter Prevc. On powiedział, że kończy karierę, bo widzi, że już nie jest w stanie przekroczyć pewnych barier. Myślę, że podjął bardzo dobrą decyzję, bo on sam dokładnie wie, że to jest ten moment - mówi Małysz.

- Wielu zawodnikom ciężko jest podjąć tę decyzję, nie wiedzą, kiedy to zrobić. On powiedział, że poczuł, że to jest ten moment, czyli to jest bardzo świadoma decyzja. Do mnie wielu ludzi dzwoniło i pisało z pytaniem dlaczego już kończę, a dla mnie było ważne, żebym to zrobił, gdy jeszcze byłem u szczytu formy, a nie wtedy, gdy będę miał problemy - dodaje.

Wygląda na to, że Prevc też może odejść, będąc w dużej formie. To byłoby piękne pożegnanie. Na pewno godne takiego mistrza.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...