W pierwszym konkursie w Sapporo podium było przewidywalne: składało się tylko z członków czołowej trójki klasyfikacji generalnej Pucharu Świata - Stefana Krafta, Ryoyu Kobayashiego i Andreasa Wellingera. W niedzielnych zawodach było już inaczej i ciekawiej. W bardzo wietrznej rywalizacji trudno było wskazać, kto okaże się najlepszy. I zwycięzcy raczej nie przewidziałoby zbyt wielu kibiców i ekspertów.
Niedzielny konkurs wygrał Domen Prevc. Słoweniec dość sensacyjnie prowadził po pierwszej serii, w której uzyskał 136,5 metra. W drugiej serii dołożył jeszcze trzy metry i o 3,8 punktu wyprzedził Ryoyu Kobayashiego (133 i 139 metrów). Dla Japończyka to już dziewiąte drugie miejsce w tym sezonie. Podium uzupełnił Norweg Kristoffer Eriksen Sundal (139,5 i 138 metrów).
Dla Prevca to szóste zwycięstwo w PŚ w karierze. Niespełna pięć lat temu, w marcu 2019 roku, wygrał zawody na mamucie w Vikersund. Na dużej skoczni ostatni raz triumfował za to w grudniu 2016 roku w Engelbergu, czyli ponad siedem lat temu. To ogromna niespodzianka, zwłaszcza że jeszcze w sobotę skoczek zajął 19. miejsce. Do tej pory najlepiej w tym sezonie poradził sobie w Willingen, gdy był piąty.
Po zawodach doszło do sporego zamieszania: na sześć skoków do końca finałowej serii jury zdecydowało o obniżeniu belki startowej z 16. na 15., ale w wynikach zawodów Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) nie uwzględniono za to rekompensat (dodawania 3,7 punktu).
To spowodowało, że po zakończeniu konkursu wyniki trzeba było zweryfikować i poprawić. Najbardziej żałować tego, że taki błąd wystąpił może Manuel Fettner (128 i 140 metrów). Bez bonifikaty punktowej za Austriakiem, który ostatecznie zajął piąte miejsce, znalazłby się jego rodak Stefan Kraft (ostatecznie 4., 129,5 i 138,5 metra), a sam Fettner miałby notę równą Kristofferowi Eriksenowi Sundalowi z Norwegii i znalazłby się na podium. Na szczęście błąd został wychwycony, ale wizerunkowo taka pomyłka na poziomie zawodów Pucharu Świata i tak pozostawia spory niesmak.
Najlepszym z Polaków w niedzielę na Okurayamie okazał się Aleksander Zniszczoł. Po pierwszej serii i skoku na 129 metrów zajmował nawet dziewiąte miejsce i można było liczyć na to, że pozostanie w najlepszej dziesiątce zawodów, a może i poprawi swój wynik. Niestety, drugą próbę zepsuł - tylko 124 metry sprawiły, że spadł na czternaste miejsce. To o wiele lepszy rezultat niż 25. miejsce w sobotę, ale Zniszczoł w pięciu innych konkursach w tym sezonie prezentował się już przecież lepiej. Szkoda jego finałowego skoku, tym bardziej że trafił na okres naprawdę korzystnych warunków, sporego wiatru pod narty. Nie udało mu się jednak skorzystać z tej sytuacji.
Poza Zniszczołem punktowało jeszcze dwóch Polaków. I oni poprawili swoje wyniki po pierwszej serii. Kamil Stoch awansował aż o siedem pozycji - z 25. na 18. miejsce. Nic dziwnego: w drugiej rundzie uzyskał 128,5 metra, skacząc o dziewięć metrów dalej niż w pierwszej próbie. Natomiast Dawid Kubacki skończył konkurs na 25. miejscu, o pozycję wyżej niż po pierwszej serii. W jego przypadku szkoda nagłego pogorszenia skoków - w końcu jeszcze w kwalifikacjach kilkadziesiąt minut przed konkursem skoczył aż 136 metrów i był piąty.
Pozostali Polacy odpadli po pierwszej serii. Klemens Murańka zaprezentował się bardzo słabo. 29-latek skoczył 108 metrów i zajął dopiero 44. miejsce, pokonując tylko trzech skoczków i przegrywając z Noriakim Kasaim (107,5 metra), który tym razem nie zdobył punktów, jak w sobotę.
Za to Piotr Żyła nawet nie zdążył oddać skoku, bo już został zdyskwalifikowany za zbyt obszerny kombinezon. W Sapporo kontrola sprzętu odbywa się na górze skoczni i poza Żyłą w podobnej sytuacji znaleźli się Timi Zajc ze Słowenii i Estończyk Artti Aigro. Przypadek mistrza świata z Planicy z zeszłego roku w pełni tłumaczymy TUTAJ.
Kolejne zawody Pucharu Świata skoczkowie rozpoczną bardzo szybko, bo już w czwartek. Z Japonii przeniosą się do Oberstdorfu, gdzie rozpocznie się rywalizacja o małą Kryształową Kulę za PŚ w lotach narciarskich. Do niedzieli czekają ich aż trzy konkursy - dwa indywidualne i debiut formatu duetów na mamucie.