Noriaki Kasai karierę rozpoczął jeszcze w latach 80 ubiegłego wieku - od tego czasu Japończyk stał się legendą skoków narciarskich. Jest wielokrotnym medalistą igrzysk olimpijskich oraz mistrzostw świata. W sobotę 17 lutego po raz 570 wystąpił na zawodach Pucharu Świata.
Dla Kasaiego był to powrót po prawie pięciu latach przerwy. W dodatku bardzo udany, bo jego awans do drugiej serii oznacza, że zdobył swoje pierwsze punkty w Pucharze Świata od 2019 roku. Japończyk w pierwszej serii skoczył na odległość 117 metrów. Gorzej od niego poradzili sobie m.in. Polacy. Piotr Żyła spisał się katastrofalnie. Źle skoczył też Klemens Murańka, któremu 113 metrów dało dopiero 41. miejsce i oczywiście nie awansował do serii finałowej.
Murańka w rozmowie z dziennikarzem Eurosportu nie ukrywał smutku spowodowanego swoją kiepską postawą w trakcie konkursu. Trochę się przy tym zapomniał i być może niechcący, ale nie uszanował Noriakiego Kasaiego. Legendę skoków nazwał "dziadkiem, z którym wstyd przegrać".
- Klimek, 23 lata dzielą ciebie od Noriakiego Kasaiego. Nie wstyd chyba przegrać z taką legendą? - zapytał dziennikarz Eurosportu. - Trochę wstyd, no bo stary dziadek mnie wyprzedził. No, ale co. Trudno. Jutro jest nowy dzień i trzeba walczyć - odpowiedział skoczek.
Szczerość Polaka zdziwiła kibiców i ekspertów, choć niektórzy ją doceniają i przyznają, że przede wszystkim ich rozbawiła. Wydaje się, że skoczek nie miał nic złego na myśli, jednak jego wypowiedź była, delikatnie mówiąc, niefortunna. Niezależnie od sytuacji, Kasaiemu, legendzie skoków narciarskich, należy się bezsprzecznie szacunek. Usprawiedliwieniem nie może być fakt, że Murańka kolejny raz zaliczył słabe zawody. Polak na punkty w Pucharze Świata czeka już naprawdę długo - ostatni raz udało mu się je zdobyć w sezonie 2021/22, gdy wystąpił na zawodach w Planicy.