Żyła zadzwonił i ogłosił Thurnbichlerowi decyzję. Niesamowite, co stało się w USA

Łukasz Jachimiak
- Nie minęło dużo czasu i do mnie zadzwonił. "Hej, trenerze, wchodzę w to na 110 procent" - opowiadał kilka dni temu Thomas Thurnbichler. Trener postawił ultimatum Piotrowi Żyle. Efekt? Spektakularny! Kilka dni temu stary mistrz odpadł w kwalifikacjach w Willingen, a teraz zajął czwarte miejsce w Lake Placid. Czy Austriak postąpi podobnie wobec Stocha i Kubackiego?

Koledzy go nienawidzą: trener pokazał na nim, jak trzeba postępować ze starymi mistrzami - w ten sposób można by nieco żartobliwie podsumować czwarte miejsce Żyły. Tydzień temu nasz dwukrotny mistrz świata był w Willingen 48. i przepadł w kwalifikacjach. Co się stało, że teraz w Lake Placid sklasyfikowano go zaraz za podium? Dzięki czemu uzyskał swój najlepszy wynik w tym sezonie zaledwie kilka dni po fatalnych występach?

Zobacz wideo Adam Małysz aż się zaśmiał, gdy zobaczył, co dla niego przygotowaliśmy

- Powiedziałem mu: "Piotrek, możesz pójść w dwie strony. Albo odpoczniesz i zregenerujesz się w trakcie zawodów w Lake Placid i Sapporo, spokojnie trenując w Polsce, albo pojedziesz na nie, ale oczekuję od ciebie, że do każdego konkursu podejdziesz z takim oddaniem dla sportu, jakby to były mistrzostwa świata". Nie minęło dużo czasu i do mnie zadzwonił. "Hej, trenerze, wchodzę w to na 110 procent, chcę pojechać na te konkursy. Jestem naprawdę zawiedziony tym weekendem w Willingen i chcę pokazać, że potrafię wszystko zrobić inaczej - opowiadał Thomas Thurnbichler kilka dni temu w rozmowie z Jakubem Balcerskim dla podcastu "BalcerSki".

I dodawał: "Dla Piotrka to było ostrzeżenie i myślę, że zobaczymy z jego strony odpowiednią reakcję".

No i zobaczyliśmy odpowiednią reakcję. Już w sobotnim konkursie w Lake Placid Żyła był o niebo lepszy niż przed chwilą w Willingen - skończył go na 21. miejscu. A czwarte miejsce Żyły z niedzieli to jego zdecydowanie najlepszy wynik w tym sezonie w Pucharze Świata. W żadnym z 17 poprzednich występów Żyły nie było nawet w top 10. A teraz po pierwszej serii był trzeci, a finalnie jest czwarty i choć szkoda, że nie utrzymał miejsca na podium, to trzeba docenić, że skakał równo i naprawdę bardzo dobrze.

"Powiem szczerze: wyjścia nie miałem". Żyła postawiony pod ścianą jak przez Horngachera

To jest drugi błysk Żyły tej nieudanej dla polskich skoków zimy. Pierwszy widzieliśmy dwa tygodnie temu na mistrzostwach świata w lotach. W Bad Mitterndorf Żyła świetnie się zmobilizował, ranga mistrzowskiej imprezy na niego podziałała. A Thurnbichler, który widział to z bliska, słusznie postąpił, że zmusił Żyłę do takiego samego nastawienia się na "zwykłych" Pucharach Świata. Bardzo dobrze, że młody trener (dwa lata młodszy od Żyły i Stocha) poniekąd postawił Żyle ultimatum.

- Jest świetnym sportowcem i osobowością, bardzo go lubię. Ale kontroluje się go niełatwo, nie zawsze da się narzucić to, jak ma trenować - mówił latem dla Sport.pl Stefan Horngacher.

Trener niemieckiej kadry Polskę prowadził w latach 2016-2019. I to za jego kadencji Żyła stał się czołowym skoczkiem świata. To Austriak wymusił na wiślaninie zmianę techniki, a konkretnie przedziwnej pozycji dojazdowej, z którą bez skutku walczyć próbował wcześniej prowadzący naszą kadrę Łukasz Kruczek, a nawet Jan Szturc, czyli klubowy trener Żyły i zarazem człowiek, który nauczył go skakać na nartach.

- Powiem szczerze - nie było łatwo wiedzieć, że nie mam głosu w tej sprawie. Trudno mi było zaufać, że z jazdą po nowemu będzie lepiej, ale wyjścia nie miałem. Pamiętam pierwszy trening. Stefan mówi "zrób pozycję". Pytam: "jaką?". "Normalną, tamtej już nie ma". Za bardzo się nie kłóciłem, nie upierałem, wiedziałem, że nie ma sensu. Lato było ciężkie, Stefan tłumaczył, że trzeba się przemęczyć, dopasować do mnie to, co najlepsze. I na szczęście udało się naprawdę dopasować. Dobrze, że mam to już z głowy, bo zmiany nawet mi się śniły - mówił Żyła w szczerej rozmowie ze Sport.pl jesienią 2016 roku.

Trudno powiedzieć dziś czy czwarte miejsce Żyły w niedzielnych zawodach w Lake Placid to znak, że ostatnie półtora miesiąca sezonu będzie miał dobre, czy to tylko jednorazowy wyskok skoczka mającego wciąż duży potencjał. - Nie będę mówił, że złapałem, bo już nie raz mi się tak wydawało - przytomnie odpowiedział Żyła na pytanie reportera TVN-u i Eurosportu o to, czy wreszcie złapał stabilizację i czy ostatnia część sezonu będzie już dla niego udana. - Raczej skupię się na tym, co mam do zrobienia - dodawał. I tłumaczył, że wcale nie rozpacza z tego powodu, że w drugiej serii spadł z podium, bo czwarte miejsce w tym sezonie też jest piękne.

Stoch i Kubacki się męczą, zamiast cieszyć, ale wymieniony zostanie tylko Wąsek

To prawda, czwarte miejsce w trakcie takiej zimy, podczas której przez dwa miesiące nie mieliśmy ani jednego miejsca w top 10, to jest coś. Te miejsca w top 10 dotąd wyskakiwał dla nas tylko Aleksander Zniszczoł, który był dwa razy ósmy w Willingen, a teraz w Lake Placid po szóstym miejscu w sobotę w niedzielę zajął dziewiąte. Zniszczoł się ustabilizował na naprawdę wysokim poziomie, a czy zrobi to Żyła - dopiero się przekonamy.

Natomiast już się przekonaliśmy, że zdecydowana reakcja Thurnbichlera wobec Żyły okazała się słuszna. I widać, że wielu obserwatorów oczekuje podobnej reakcji trenera wobec Kamila Stocha i Dawida Kubackiego.

Stoch był w Lake Placid 41. i 24., Kubacki był 17. i 29. oraz siódmy w konkursie duetów, w którym wystartował ze Zniszczołem i był w tej naszej parze zdecydowanie słabszy. Obaj mistrzowie raczej się męczyli skokami, niż bawili, ale teraz obaj przemierzą kulę ziemską w podróży do Sapporo i tam będą próbowali szukać tej radości, którą zgubili i której odnaleźć nie potrafią. Do Japonii po 34. i 50. miejscu w USA z polskiej piątki nie poleci tylko Paweł Wąsek. Jego w Sapporo zastąpi Klemens Murańka.

Czy i ewentualnie kiedy Thurnbichler zastosuje wobec Stocha i Kubackiego taki manewr, jaki właśnie się powiódł w przypadku Żyły? Prawda jest taka, że wyłączanie zawodników ze startów i kierowanie ich na spokojne treningi nie ma już teraz większego sensu. Na to był czas bardziej w grudniu. W lutym jesteśmy już po wszystkich głównych punktach tej zimy, a więc po Turnieju Czterech Skoczni, po PolSKIm Turnieju i po MŚ w lotach. Ale czy to znaczy, że nie ma już absolutnie o co powalczyć? Że tę zimę można i warto tak po prostu doskakać bez większych nadziei, że Stoch i Kubacki pokażą cokolwiek z tego, co pokazywali w ubiegłych latach?

Więcej o:
Copyright © Agora SA