Gdyby nie on, kilka tysięcy Polonusów wracałoby spod skoczni w Lake Placid z poczuciem całkowitej klapy. Ale Aleksander Zniszczoł był jak superbohater i z 22. miejsca przeleciał na szóste. To wyrównanie jego rekordu życiowego. I to nadzieja dana tym wszystkim ludziom, że na skokach na wsi w stanie Nowy Jork może ich spotkać jeszcze nawet coś tak spektakularnego jak rok temu.
Dawid Kubacki i Piotr Żyła wygrali tam konkurs duetów i po zwycięstwie śpiewali polski hymn razem z rodakami tak, jakby to się działo w Zakopanem albo w Wiśle. W ubiegłym, świetnym dla naszych skoków sezonie, Lake Placid było biało-czerwone, ale teraz - w sezonie szarym, bladym, ono znowu jest biało-czerwone. Świetnie, że Polonia, która się tam zgromadziła, dzięki Zniszczołowi dostała trochę radości.
Po pierwszej serii sobotniego konkursu mieliśmy Kubackiego na miejscu 19., Żyłę na 20. i Zniszczoła na 22. Do drugiej serii awansowali tylko oni - 34. Paweł Wąsek i 41. Kamil Stoch przepadli już po pierwszej połowie zawodów. A w drugiej połowie Zniszczoł skoczył tak, że jest o czym mówić i pisać.