Przed polskimi skoczkami narciarskimi start w zawodach Pucharu Świata w Lake Placid. Decyzją Thomasa Thurnbichlera udali się tam Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Paweł Wąsek, Aleksander Zniszczoł oraz Kamil Stoch. Ostatni z nich ma ciekawe spostrzeżenia dotyczące Stanów Zjednoczonych.
Dla 36-latka nie jest to pierwszy pobyt w tym kraju. Przyjeżdżając tam wcześniej, nie kierował się wyobrażeniami znanymi z mediów. - Nigdy nie robiłem sobie żadnych nadziei wobec USA. Ogólnie ostatnio pierwszy raz pojechałem tutaj i nie miałem żadnej wizji. Wiadomo, że widziałem to państwo na filmach, ale wiedziałem, że realia będą inne i faktycznie są inne - powiedział w rozmowie z "Faktem".
Stoch zaznaczył, że mimo wszystko kraj jest "przyjemny", a ludzie są "otwarci". W tym drugim aspekcie widzi zdecydowaną różnicę w porównaniu do Polski. - U nas nie spotkasz tego, że każdy mówi "hej, jak się masz". Jest jakoś w drugą stronę. Jakbyś wypalił z takim tekstem, to by było, że "weź się człowieku odczep". W Stanach podoba mi się też to, że jest dużo przestrzeni i nie ma ciasnoty - wyjaśnił.
W trakcie najbliższego pobytu w Stanach Zjednoczonych Stoch będzie skupiał się przede wszystkim na osiągnięciu jak najlepszego wyniku sportowego. W tym celu zaznajomił się z obiektem, na którym zostaną rozegrane zawody. - Nie miałem jeszcze okazji zobaczyć tutaj wszystkiego, bo późno przyjechaliśmy i było ciemno. Odbyliśmy już trening na siłowni. Ogólnie mam pozytywne wrażenia. Jest tutaj dużo przestrzeni, a co do skoczni, to muszę przyznać, że jest przyjemna - stwierdził. Dodał, że ze względu na krótkie przejście przypomina mu obiekt w Lahti, chociaż w Lake Placid jest dłuższy próg.
Stoch z pewnością chce pokazać się w Ameryce z jak najlepszej strony i zdobyć kolejne punkty w klasyfikacji generalnej PŚ - obecnie zajmuje w niej 27. pozycję z dorobkiem 93 pkt. Będzie miał ku temu dwie okazje, na sobotę 11 lutego i niedzielę 12 lutego zaplanowano konkursy indywidualne. Natomiast w nocy z soboty na niedzielę odbędzie się konkurs duetów.