Był wielką nadzieją polskich skoków. "Piłem, bo wszyscy pili"

W 1992 roku Wojciech Skupień był piąty, a rok później czwarty podczas mistrzostw świata juniorów. Wtedy uchodził za jedną z największych nadziei polskich skoków narciarskich, zanim nastała era Adama Małysza. W rozmowie z TVP Sport przyznał, że zmieniłby jedną rzecz tych 30 lat temu. - Nie imprezowałbym tyle, ile to robiłem. Tyle mogłoby wystarczyć - powiedział szczerze. Opowiedział także o imprezie, która skończyła się zalaniem piętra.

Wojciech Skupień zadebiutował w Pucharze Świata w skokach narciarskich ponad dwa lata przed Adamem Małyszem, bo 5 grudnia 1992 roku w Falun, gdzie uplasował się na 42. miejscu. Pierwsze punkty zdobył 17 grudnia 1993 roku w Courchevel, zajmując 20. pozycję. Jego najlepszymi osiągnięciami są: drugie miejsce w FIS Cup w sezonie 2005/2006, 11. lokata w konkursie indywidualnym na dużej skoczni podczas igrzysk olimpijskich w Nagano w 1998 roku, 38. miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w sezonie 1999/2000 oraz czwarte podczas mistrzostw świata juniorów w 1993 roku w Harrachovie.

Zobacz wideo Adam Małysz aż się zaśmiał, gdy zobaczył, co dla niego przygotowaliśmy

Wojciech Skupień "nie miał właściwego nazwiska". Opowiedział o balandze Polaków we Francji

Skupień udzielił wywiadu TVP Sport, w którym opowiedział m.in. o słynnym obozie we francuskim Courchevel z lata 2004 roku, gdy polscy skoczkowie nie szczędzili alkoholu. - Coś się wieczorem w hotelu działo, jeden z nas zrzygał się do wanny i próbował to potem umyć. Ale tak próbował, że zostawił na całą noc puszczoną wodę. Odpływ się zatkał, on zapomniał i w hotelu utopiło się całe piętro - opisywał.

- Poszło na mnie i na Mateusza Rutkowskiego – bo przecież nam było najłatwiej dopasować historię do łatki imprezowiczów. A to nie byliśmy my. Przykryto wtedy winowajcę, ale wystarczyło mieć wtedy w PZN właściwe nazwisko. Ja miałem niewłaściwe. Na szczęście nie kazali mi za to płacić. To pewnie były straty na niewyobrażalną kwotę - dodał. W dalszej części rozmowy podkreślił, że jego kariera mogłaby się potoczyć inaczej, gdyby mniej imprezował. 

- Co wam będę ściemniał, różnie bywało. Dwa tygodnie mocniej na mieście? No to potem tych dwóch tygodni rzetelnej roboty brakowało w kluczowych momentach. Tylko człowiek głupi był. Nie rozumiał - nie ukrywał 47-letni dziś Wojciech Skupień. Zwracał uwagę na zły dobór towarzystwa i w tym momencie przywołał przykład Adama Małysza. - Adam przecież też był młody, też miał pokusy. Ale może nie miał wokół ludzi, co ino cię na wódę namawiają.

Kiedyś pił na umór, teraz Wojciech Skupień jest trzeźwy od pięciu lat

Skupień przyznał wprost, że gdy szedł w miasto, to "do upadłego". - Piłem, bo wszyscy pili, a ja nie potrafiłem odmawiać. Tu nie ma wielkiej filozofii. Swoją drogą, myślę, że to nie najgorzej, że po latach umiem się do tego po prostu przyznać. Że już mam świadomość - podkreślił. 

Wojciech Skupień dodał, że od pięciu lat nie pije alkoholu. Został dziadkiem i "korzysta z życia w inny sposób". Skąd taka decyzja? - Może po prostu do tego dojrzałem? Nie wiem - powiedział.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.