Burza w PŚ w skokach. FIS faworyzuje Niemców? Kuriozalne słowa Pertile

O tegorocznych zawodach w Willingen będzie się mówiło jeszcze przez wiele tygodni - nie z uwagi na wyniki sportowe, ale stan obiektu i warunki pogodowe. Co roku występują tu te same problemy, a mimo to FIS zgadza się na organizację konkursów. Wobec innych obiektów ma jednak większe wymagania, co sprawia, że pojawiły się teorie, iż Niemcy są po prostu faworyzowani. Sprawę w rozmowie z TVP Sport postanowił wyjaśnić Sandro Pertile.

W miniony weekend rozegrano dwa konkursy Pucharu Świata w Willingen. W sobotę triumfował Johann Andre Forfang, który pobił rekord skoczni (155,5 m), a w niedzielę na najwyższym stopniu podium stanął faworyt lokalnej publiczności, Andreas Wellinger. Najwyżej sklasyfikowanym Polakiem był za to Aleksander Zniszczoł - dwukrotnie ósma pozycja, choć w drugim konkursie prowadził po I serii.

Zobacz wideo Adam Małysz aż się zaśmiał, gdy zobaczył, co dla niego przygotowaliśmy

Mimo wszystko to nie skoczkowie byli głównymi bohaterami zawodów, a warunki pogodowe, a także stan obiektu. Już od wielu lat eksperci i kibice mówią o tym, że powinno dojść do zmian na skoczni, ponieważ rok rocznie występują te same problemy. Modyfikacji jak na razie nie ma, a mimo to FIS zgadza się na rozgrywanie zawodów. To skłania do tworzenia teorii, że niemieccy organizatorzy są faworyzowani. 

Sandro Pertile stanął w obronie skoczni w Willingen. "To nie jest tanie"

W ten weekend nie tylko silny wiatr był problemem. Dodatkowo w Willingen była odwilż i padał dość rzęsisty deszcz. Jakby tego było mało, w trakcie sobotniego konkursu kobiet rozpuścił się śnieg na rozbiegu, przez co rywalizacja na chwilę została wstrzymana. Obiekt nie posiada siatek wiatrowych ani torów lodowych, co z pewnością pozwoliłoby uniknąć wielu kłopotów. Takie rzeczy są wymagane na innych obiektach, m.in. w Polsce. Tylko że w Willingen nie trzeba spełnić takich standardów, by otrzymać zgodę na organizację zawodów. 

Nic więc dziwnego, że eksperci wskazują, że są równi i równiejsi. Zdaniem Pertile są jednak w błędzie. Dyrektor Pucharu Świata wyjaśnił dlaczego. - Wiem, czego wymagano od Ruki czy zwłaszcza Wisły. To jednak całoroczne obiekty, a tu skacze się przez tydzień lub dwa w trakcie roku. System sztucznego mrożenia torów nie jest tani, siatki także. A kto wie, czy za jakiś czas zmiany klimatyczne całkowicie nie zablokują nam tej lokalizacji? I co, wtedy skocznia zostanie z drogim systemem, z którego w ogóle nie będzie się dało korzystać? - podkreślał Pertile w rozmowie z TVP Sport.

- Siatki wiatrowe? Rozmawiam o nich z Willingen od czterech lat. Tylko że ich kontrargumenty są zasadne - dodawał. Przyznał, że owe siatki chronią przed wiatrem bocznym, a tu głównie występują podmuchy z dołu skoczni, więc wymagany sprzęt i tak nie zdałby egzaminu. W związku z tym Pertile nie wymaga, by tego typu siatki pojawiły się w Willingen. 

Pertile nie zamierza interweniować ws. obiektu w Willingen

- Jestem zdania, że dopóki skocznia - odpowiednio zadbana - działa w obecnym kształcie, nie powinniśmy wymagać takich inwestycji za wszelką cenę - zakończył. Te słowa z pewnością nie uspokoją kibiców i tylko wzbudzą dodatkowe teorie na temat faworyzowania pewnych nacji. 

To kolejne kontrowersje, w które zamieszany w ostatnim czasie był FIS. Zawodnicy nie skupiają się jednak na tych kwestiach, a na rywalizacji sportowej, choć i im organizacja potrafi napsuć sporo krwi. Teraz skoczkowie zmienią kontynent i w najbliższy weekend powalczą w Lake Placid. Nie wiadomo jeszcze, którzy Polacy polecą do Stanów Zjednoczonych. Zgodnie z zapewnieniami Thomasa Thurnbichlera, przekonamy się o tym w poniedziałek, a najpóźniej we wtorek.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.