Sceny w Zakopanem. Spiker piał z zachwytu. Stoch zgasił entuzjazm jednym zdaniem

Łukasz Jachimiak
Polscy skoczkowie w konkursie drużynowym w Zakopanem
AG/screen z TVP Sport

"Gratulacje za fantastyczny występ dla naszych chłopców. To ich najlepszy wynik w sezonie" - krzyczał spiker po szóstym miejscu Polski w drużynowym konkursie PŚ w skokach w Zakopanem. Niestety, to nie jest prawda - zobaczyliśmy przecież dopiero pierwszą drużynówkę tej zimy, a historycznie wyrównaliśmy na Wielkiej Krokwi swój najgorszy wynik na niej. - Nie ma się z czego cieszyć - mówi krótko Kamil Stoch.

Kamil Stoch, Paweł Wąsek, Aleksander Zniszczoł i Dawid Kubacki skończyli sobotnią drużynówkę w Zakopanem zgodnie z oczekiwaniami. Niewygórowanymi, bo dwa miesiące sezonu już przyzwyczaiły nas wszystkich, żeby nie spodziewać się zbyt wiele.

Zobacz wideo Oto kluczowy moment zapaści polskich skoków. Wtedy wszystko runęło

Szóste miejsce to po prostu nasz poziom. A że przez chwilę mogliśmy pomarzyć o podium? To szczęśliwy splot okoliczności. To, jak się okazało, sytuacja, której po prostu nie mogliśmy wykorzystać.

Była szansa, było ryzyko, ale to się nie mogło udać

Po przedostatnim polskim skoku sobotniego konkursu mocniej zabiły serca pewnie około 20 tysięcy kibiców pod Wielką Krokwią (na trybunach było sporo pustych miejsc, ale frekwencja i tak była bardzo dobra jak na zjazd poziomu naszych skoczków). Zniszczoł wylądował na 138. metrze. A że za chwilę Stephan Leyhe osiągnął tylko 122,5 metra, to nasza strata 19,4 pkt do drużyny Niemiec zmieniła się w 5,8 pkt przewagi nad ekipą Stefana Horngachera! Po siedmiu z ośmiu rund zawodów czwarta Polska traciła tylko 3,2 pkt do trzeciej Japonii. Dlaczego skończyliśmy więc na dopiero szóstym miejscu ze stratą do podium (na nim stanęły Austria, Słowenia i Niemcy) wynoszącą aż 25,3 pkt? Dlatego, że Dawid Kubacki - jak sam mówi - zaryzykował i to ryzyko się nie opłaciło.

- W tym ostatnim skoku trochę przyryzykowałem i jeden element wykonałem lepiej, ale drugi gorzej i jeszcze w połączeniu z warunkami nie był to na pewno rewelacyjny skok - mówi Kubacki, który osiągnął tylko 124,5 m. Tylko, gdy porównamy to z wynikami Andreasa Wellingera (137,5 m), Johanna Andre Forfanga (137 m), już nie mówiąc o najlepszym indywidualnie Stefanie Krafcie (138,5 m).

Kubacki miał w drużynówce indywidualnie 22. notę, najniższą z naszej czwórki. Na minus trzeba też ocenić występ 20. indywidualnie Stocha. Natomiast plusik należy się 17. Wąskowi, a duży plus Zniszczołowi, który wyskakał 11. wynik.

Stoch: "Podium nie jest obecnie w naszym zasięgu"

To wszystko najprzytomniej ocenia Stoch. - Przy odrobinie szczęścia można się było otrzeć o podium, ale mieliśmy świadomość, że ono nie jest obecnie w naszym zasięgu. Trochę przykre, ale takie są fakty - mówi. - Nie składamy broni oczywiście, walczymy dalej, ale nie jestem zadowolony, bo nie ma się z czego cieszyć - dodaje.

To jest mocna odpowiedź na narrację zaproponowaną przez spikera zawodów. On ogłaszał, że Polacy właśnie osiągnęli najlepszy wynik w sezonie, gratulował im, a ich występ nazywał nawet wspaniałym. Tymczasem fakty są takie, że to był 12. w historii drużynowy konkurs w Zakopanem i Polska nigdy nie zajęła niższego miejsca niż teraz. Szóste miejsce to wyrównanie wyniku sprzed dwóch lat.

Z drugiej strony mówić, że było tylko źle też nie można. Bo jakieś przebłyski widzieliśmy, cokolwiek pozytywnego się w tych zawodach zadziało. Stoch widzi i to.

Kibice trzymają poziom

- Napędziło mnie i to bardzo, że ci kibice dają nam swoją radość, że wysyłają nam energię. Czerpię z tego, staram się naładować baterie i mieć dobre nastawienie na to, co nas czeka w najbliższej przyszłości - mówi Stoch.

- To miejsce poniekąd musimy zaakceptować. Wiadomo, że chcielibyśmy skakać lepiej, osiągać lepsze wyniki, dostarczać więcej pozytywnych emocji kibicom, zwłaszcza przy takiej atmosferze, która tu była. Ale zrobiliśmy, co mogliśmy. Nikt z nas nie popełniał błędów specjalnie, one czasami wynikają z chęci zrobienia wszystkiego za wszelką cenę. Uważam, że każdy z nas zrobił dziś coś dobrego, każdy miał chociaż po jednym pozytywnym skoku. Paweł skakał bardzo dobrze, czym mi zaimponował, Olek też pokazał się z dobrej strony, a my z Dawidem uważam, że mieliśmy po jednej dobrej serii - dodaje nasz najbardziej utytułowany skoczek.

Ostatnia nadzieja. "Moje skoki są zastrzykiem optymizmu"

W niedzielę Stoch, Wąsek, Zniszczoł i Kubacki, a z nimi również Piotr Żyła Maciej Kot, Andrzej Stękała i Klemens Murańka wystąpią w konkursie indywidualnym (godzina 16.00, relacja na żywo w Sport.pl), który zakończy PolSKI Turniej. W jego ramach widzieliśmy już skoki w Wiśle i Szczyrku, widzimy w Zakopanem i wciąż nie możemy się doczekać przełomu.

W niedzielę obejrzymy już 14. indywidualny konkurs tego sezonu i znów będziemy liczyć, że któryś z Polaków wreszcie wskoczy do top 10. Tak długiej serii bez swojego skoczka w czołówce nie mieliśmy w żadnym sezonie w XXI wieku.

- Jak popatrzymy na wyniki, to każdy z nas jest daleko od dobrego. Chcielibyśmy walczyć o to, co najlepsze, a zajmowanie miejsc w okolicach końca drugiej dziesiątki jest dalekie od tego, co chcielibyśmy pokazywać. Ale musimy to zaakceptować, bo nic na siłę nie da zrobić, natomiast robimy, co możemy. Cieszę się, że kibice są z nami, że wysyłają nam dobrą energię i za to im z całego serca dziękuję, bo dla nas to jest naprawdę ważne - mówi Stoch.

Może tych wszystkich kibiców będzie w stanie ucieszyć Zniszczoł. On w sobotę miał trzeci wynik serii próbnej, a w konkursie - jak już zaznaczyliśmy - miał 11. notę.

- Jestem naprawdę zadowolony z tego dnia, bo skoki były na luzie, wszystkie na wysokim poziomie i tego potrzebowałem - mówi Zniszczoł. - Moje skoki są zastrzykiem optymizmu, na pewno dzięki nim w niedzielę będzie mi łatwiej - dodaje.

Wielkich nadziei pewnie nikt sobie nie robi i ważne, że Zniszczoł też tego unika. Pytany, czy nie zepnie się myślą o ataku na top 10 odpowiada: - Nie będzie napinki, ostatnio już dostałem nauczkę.

Tych nauczek polskie skoki dostały tej zimy już tyle, że przyjmować kolejne jest nam naprawdę trudno. Ale jeszcze trudniej się okłamywać i słuchać spikera, który w Zakopanem gratuluje naszym skoczkom w sumie nie wiadomo czego oraz zapewnia, że "Niedziela będzie dla nas".

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...