Wiatr zdawał się sprzyjać skoczkom, wiało pod narty, więc można było daleko skakać. Nie wszyscy zawodnicy byli w stanie z tego skorzystać, niektórzy dostali nieprzyjemne podmuchy w trakcie lotu. Bergisel to skocznia, która bywa kaprysna, ale dziś sprzyjała polskim skoczkom.
"Polską" ozdobą pierwszej serii na skoczni Bergisel był atomowy skok Piotra Żyły, który przy niezbyt mocnym wietrze przekroczył rozmiar skoczni, skacząc aż 131 metrów. Bez problemu wygrał rywalizację z Piusem Paschke. Niemiec spisał się zaskakująco słabo, lądując na 114. metrze. Pożegnał się z konkursem i marzeniami na dobry wynik w Turnieju Czterech Skoczni po pierwszej serii.
Szczęście sprzyjało Kamilowi Stochowi i Pawłowi Wąskowi. Pierwszy z nich skoczył 121,5 metra, tyle co jego rywal w parze, Johann Andre Forfang, ale wygrał z Norwegiem notami i mniejszą liczbą punktów odjętych za wiatr. Z tego samego powodu Wąsek wygrał z Valentinem Foubertem, choć Polak skoczył gorzej od Francuza - 108 metrów przy 109,5 metra przeciwnika. Wąsek był jednym z najsłabszych zwycięzców w parach w pierwszej serii.
Z dobrej strony pokazał się Aleksander Zniszczoł, choć było pewne, że przegra ze Stefanem Kraftem. Skoczył 121 metrów, ale to był na tyle dobry skok, że dał mu miejsce w drugiej serii jako jednemu z piątki szczęśliwych przegranych.
O pechu i niewykorzystanej szansie może mówić Maciej Kot. Jego rywal, Karl Geiger, nie popisał się przy swojej próbie, skacząc 120,5 metra. Polak skoczył trzy metry bliżej i odpadł z rywalizacji.
Po pierwszej serii prowadził Jan Hoerl po kapitalnym skoku na odległość 134 metrów. Miał ogromną przewagę nad Lovro Kosem i Ryoyu Kobayashim. Walczący z Japończykiem o triumf w TCS Andreas Wellinger i goniący ich Krat musieli atakować. Sensacyjnie odpadli m.in. Peter Prevc i Manuel Fettner. A my mieliśmy pierwszy raz w tym sezonie czterech Polaków w serii finałowej.
W drugiej serii znacznie lepiej skoczył Wąsek. Uzyskał 121,5 metra. Choć indywidualny progres względem pierwszej serii może cieszyć, ale nie poprawił swojej lokaty, bo miał zbyt dużą stratę do reszty Ukończył rywalizację w Innsbrucku na 29. miejscu. Poziom utrzymał Zniszczoł, który znów skoczył 120,5, co dało mu ostatecznie 25. miejsce.
Popis dał za to Stoch, który skoczył aż 130 metrów. To był atak na pierwszą połowę klasyfikacji serii finałowej. Przesunął się z 20. pozycji na 11. miejsce.
Trochę musieliśmy czekać na skoki czołowej dziewiątki, tuż przed skokiem Krafta zaczęło wiać mocniej z tyłu skoczni. Po kilkunastu minutach przerwy udało się wznowić rywalizację, podwyższono rozbieg. I na tym skorzystał Michael Hayboeck, który zaatakował podium, skacząc aż 135,5 metra. To był najdłuższy skok dnia.
Ogromnego pecha w drugiej serii miał Żyła. W momencie jego skoku na całej skoczni wiało mocniej z tyłu, przez co nie mógł uzyskać dobrej odległości. Skakał w najgorszych warunkach ze wszystkich skoczków dzisiaj. Skoczył tylko 115 metrów, przez co wypadł z pierwszej dziesiątki.
Konkurs wygrał Jan Hoerl, który zdołał utrzymać prawie dziesięć punktów przewagi po pierwszej serii. Podium uzupełnili Ryoyu Kobayashi i Michael Hayboeck.
Drugie miejsce Japończyka ma akurat duże znaczenie, bo przejął od Andreasa Wellingera plastron lidera TCS. Do końca cyklu został tylko jeden konkurs w Bischofshofen.
Liderem Pucharu Świata pozostał Stefan Kraft (809 punktów), który wyprzedza Wellingera (652.).