W tegorocznym Turnieju Czterech Skoczni, choć za nami dopiero jeden konkurs, to sporo jest kontrowersji. Tuż po zakończeniu piątkowego konkursu w Oberstdorfie rozpętała się burza, bo norweskie media dopatrzyły się, że Niemiec Andreas Wellinger rywalizował w kwalifikacjach w dziurawym kombinezonie.
To jednak nie koniec. Trzech austriackich skoczków mogło zostać zdyskwalifikowanych w kwalifikacjach i pierwszym konkursie w Oberstdorfie. - Wszystko przez nieprzepisowe kombinezony ze zbyt dużą reklamą logotypu i hasła ich federacji. Kontroler FIS, Christian Kathol dopuścił je podczas kwalifikacji i zażądał zmian na konkurs. Choć zmienili według jego wytycznych, to na kombinezonach nadal widać było zbyt duży napis i logo. A szef austriackich skoków Mario Stecher wskazał, że kontroler popełnił spory błąd - pisał Jakub Balcerski, dziennikarz Sport.pl i nasz wysłannik na Turniej Czterech Skoczni.
To nie pierwszy raz, gdy w Turnieju Czterech Skoczni jest sporo kontrowersji. Na własnej skórze przeżył to również słynny niemiecki skoczek - Markus Eisenbichler w sezonie 2021/2022.
- W pierwszej serii noworocznego konkursu w Ga-Pa doszło do sytuacji, którą śmiało można nazwać skandalem, choć mało brakowało, by ten był jeszcze większy. Działanie sędziów powinno odbić się szerokim echem w środowisku. - Można je nazwać skandalicznymi - mówi nam o notach Marek Pilch, sędzia międzynarodowy - pisał Sport.pl.
Chodziło o to, że Markus Eisenbichler skoczył 141 metrów i ledwo wylądował. Tylko że zupełnie nie zauważyli tego sędziowie. Ocena niemieckiego sędziego Erika Stahlhuta była wręcz skandaliczna, bo Niemiec przyznał swojemu rodakowi aż 18,5 punktu. Nota ta nie weszła do trzech zaliczanych, ale pozwoliła podbić inne. Łącznie Eisenbichler dostał od sędziów 53,5 punktu (Szwed przyznał 17,5, Norweg 17, Austriak 18, a Słowak 18 pkt). - Moim zdaniem za ten skok Eisenbichlera powinno się przyznać 16,5 może 17 punktów - dodawał Marek Pilch. Sprawiedliwości stało się jednak zadość, bo Niemiec nie wygrał konkursu. Pokonał go o zaledwie 0,2 pkt Japończyk Ryoyu Kobayashi.
Inne polskie media też głośno rozpisywały się o sprawie. - Skandaliczna decyzja niemieckiego sędziego w konkursie w Ga-Pa. Faworyzował swojego rodaka? - to tytuł artykułu z dziennika "Przegląd Sportowy". - Wydawało się, że nawet "17" jest wysoką oceną przy takim stylu lądowania, ale sędziowie uznali inaczej. Szokująco wygląda ocena od niemieckiego sędziego, który wystawił rodakowi notę "18,5". Po ujawnieniu not wśród ekspertów zawrzało. Ocena od niemieckiego sędziego była w tym wypadku zbyt wysoka i przy tak skrajnej różnicy w lądowaniu Eisenbichlera i Kobayashiego nie sposób nie mówić o skandalu. Wspominali o nim nawet komentatorzy, którzy na antenie TVN zastanawiali się, co musi zrobić Kobayashi, by zasłużyć na tak łaskawe traktowanie, jak w przypadku Niemca - dodali dziennikarze.
- Skandal po skoku Niemca. Pupilek Horngachera znów faworyzowany przez sędziów. Totalna farsa - pisał Super Express. - Noty sędziowskie od wielu lat wywołują spore zamieszanie. Niemal co konkurs kibice narzekają na oceny jury, które często nie oddają rzeczywistości. Międzynarodowa Federacja Narciarska postanowiła coś z tym zrobić, czego efektem jest "system VAR" w wieży sędziowskiej. Przed 70. TCS głośno zrobiło się o dostępie do powtórek dla arbitrów, jednak nawet to nie do końca rozwiązało problem, czego efektem były noty dla Eisenbichlera w pierwszej serii konkursu w Ga-Pa - dodali dziennikarze.
- Niemiec ledwo uratował się przed upadkiem, ale sędzia rodak jego próbę ocenił wyżej (!) niż dalszy i efektowniejszy skok Kobayashiego. Skandal to mało powiedziane - pisał "Eurosport".
A co na to sam zainteresowany - Eisenbichler. Wypowiedział się w dość kuriozalny sposób i podziękował sędziemu. - Gdy polscy skoczkowie są w Zakopanem, czy w Wiśle, też dostają od polskiego sędziego wysokie noty. To normalne. W przypadku "zwykłych" konkursów niemieccy sędziowie wcale nie przyznają nam tak świetnych ocen. W Niemczech wygląda to trochę inaczej. Sędziowie nie mają łatwej roboty, lecimy bardzo szybko i skoki nie są łatwe do oceny. Pozostali sędziowie przyznali mi 17 czy 17,5 punktu. To adekwatne oceny, bo wiem, że lądowanie nie było perfekcyjne. 18,5 to trochę wysoko, ale czasem potrzeba nam trochę szczęścia. Dziękuję temu sędziemu - powiedział Niemiec.
- Wiem, że oni zazwyczaj są mocni, przyznają surowsze oceny. Nawet mnie to czasem trochę wkurza. W kwalifikacjach za naprawdę dobre lądowanie dostałem jedną "19" i resztę "18" (w rzeczywistości była to "19" od norweskiego sędziego, a reszta to noty po "18,5" - przyp. red.). Ale takie jest życie, czasem masz szczęście, czasem nie i to nie powinno być problemem - dodał Eisenbichler.
Wysoka nota od niemieckiego sędziego nic mu nie dała. Nie dość, że turnieju w Ga-Pa nie wygrał, to jeszcze w klasyfikacji generalnej zajął dopiero piąte miejsce. Do zwycięzcy Kobayashiego stracił aż 44,7 punktu, a do podium - 10 punktów.
Teraz Eisenbichler, brązowy medalista igrzysk olimpijskich z Pekinu 2022 i aż sześciokrotny mistrz świata, nie startuje w Turnieju Czterech Skoczni. Mało tego - słynny niemiecki skoczek nie wystartował jeszcze w konkursie Pucharu Świata w tym sezonie i fatalnie radzi sobie też w Pucharze Kontynentalnym. Dla Svena Hannawalda fatalna forma 32-latka jest zaskoczeniem. - Jestem tym bardzo negatywnie zaskoczony. Widziałem go na jednym z ostatnich jesiennych konkursów. To, co tam zobaczyłem, było wspaniałe. Dominował również na treningach - powiedział Hannawald.
Niemcy i tak mają jednak szansę na pierwszy od 21 lat triumf w Turnieju Czterech Skoczni. W 2002 roku najlepszy okazał się właśnie Hannawald. Teraz po pierwszym konkursie liderem jest świetnie dysponowany Andreas Wellinger.