FIS reaguje na katastrofę w Lillehammer. Nie pomogły modlitwy do Polaków. "Niegodne"

Jakub Balcerski
Frekwencja podczas dwóch pierwszych weekendów nowego sezonu Pucharu Świata w skokach narciarskich była bardzo niska. Martwiły zwłaszcza zawody w Lillehammer, gdzie spodziewano się, że Norwegowie powinni przybyć pod olimpijskie obiekty dopingować choćby zdobywcę Kryształowej Kuli z wiosny, Halvora Egnera Graneruda. Tak się jednak nie stało. - Warunki były ekstremalne - tłumaczy sytuację dyrektor PŚ Sandro Pertile.

W Klingenthal, gdzie w niedzielę zakończy się trzeci weekend zawodów PŚ wszystko wygląda już o wiele lepiej: na trybunach przez oba dni miało zagościć ponad dziesięć tysięcy kibiców zachęconych do przyjazdu świetnymi wynikami niemieckiej kadry. To miła odmiana po kiepskim początku sezonu na trybunach konkursów cyklu najwyższej rangi w skokach.

Zobacz wideo Apoloniusz Tajner skomentował fatalny początek sezonu polskich skoczków. "Prezentują się dużo poniżej swoich możliwości"

Ostre słowa Sandro Pertile o frekwencji w Lillehammer: Niegodna zawodów Pucharu Świata

Choć za pustki na pierwszych dwóch konkursach trudno winić kibiców. - W Ruce mieliśmy świetny poziom zawodów, dobre zarządzanie konkursami i organizację, a także odpowiednie warunki. To był znakomity start tego sezonu. Kibiców nie było zbyt wielu, ale trzeba pamiętać, że Laponia to jednak nie Zakopane i tam po prostu zbyt wiele osób nie mieszka - ocenia w rozmowie ze Sport.pl dyrektor Pucharu Świata mężczyzn, Sandro Pertile. - Zdziwiło mnie tylko, że aż taką dominację pokazali tam Niemcy, to jednak nietypowe, żeby prezentować aż taką formę na początku zimy. To zaskoczyło wszystkich - dodaje Włoch.

Dużo więcej krytyki pojawiło się na norweskich organizatorach konkursów w Lillehammer. Tam na trybunach ponownie była garstka widzów, a sprzedano tylko 1500 biletów. To katastrofalny wynik, jak na kraj obrońcy Kryształowej Kuli z zeszłego sezonu, Halvora Egnera Graneruda. Jest tym większą porażką, że Norwegowie zdecydowali się sprowadzić z Polski duet DJ-ów pod nazwą Crowd Supporters, który zazwyczaj tworzy show podczas zawodów w Zakopanem. Pojawiały się nawet komentarze, że norwescy organizatorzy "modlili się" do polskich DJ-ów, żeby pomogli rozkręcić widowisko w Lillehammer. Nie udało im się jednak stworzyć wielkiej atmosfery ze względu na tak niską frekwencję. 

- Organizacyjnie Norwegowie znacznie poprawili się od zeszłego sezonu, gdy było to dla nich wielkie wyzwanie. Pod tym względem wyglądało to naprawdę dobrze, nie mieliśmy zastrzeżeń. Na trybunach pojawiło się jednak bardzo mało kibiców. Frekwencja była niegodna zawodów Pucharu Świata - wskazuje Sandro Pertile.

"Warunki były ekstremalne"

Działacz widzi jednak także przyczyny tak słabej frekwencji. - Musimy być jednak szczerzy: było minus 15-16 stopni na zewnątrz. Było ciężko pracującym na skoczni: dziennikarzom, wolontariuszom, trenerom, czy nawet skoczkom, a co dopiero mają powiedzieć kibice? Warunki były ekstremalne - opisuje.

- Wiadomo, że lepiej ogląda się te zmagania w telewizji, gdy jest plus 15 stopni i cieplej. Nie możemy winić kibiców, gdy pogoda zdecydowanie nam nie pomaga - tłumaczy Pertile.

Teraz Puchar Świata jest jednak organizowany w kontynentalnej części Europy i tu frekwencja powinna być spora przez dłuższy czas. Po Klingenthal, które spisało się dobrze wraz z niemieckimi kibicami przyjdzie Engelberg, gdzie co roku pojawia się kilka tysięcy widzów. Jeszcze lepsze wyniki powinny przyjść podczas Turnieju Czterech Skoczni, na PolSKI Turniej i mistrzostwa świata w lotach na mamucie Kulm.

Więcej o:
Copyright © Agora SA