"Zbierał" na powrót do PŚ na Tik Toku. Teraz dostał telefon od Thurnbichlera i odleciał

Jakub Balcerski
Andrzej Stękała i Maciej Kot skaczą podczas zawodów Pucharu Świata w Klingenthal, choć zimę mieli zacząć od Pucharu Kontynentalnego w Lillehammer. Mają 28 i 32 lata, więc wielu śmieje się, że gdy innym nie idzie, polskie skoki muszą ratować "weterani". Ci jednak nie poddali się, choć kilkukrotnie mogli już w siebie zwątpić, a teraz dostali kolejną szansę. I wiele wskazuje na to, że mogą ją w ten weekend dobrze wykorzystać.

Jeszcze przed weekendem Pucharu Świata w Lillehammer pewnie zarówno Maciej Kot jak i Andrzej Stękała myśleli, że tydzień później polecą do Norwegii na inaugurację Pucharu Kontynentalnego. Taki był plan: że na początku sezonu zawodnicy spoza kadry A polskich skoczków będą musieli sobie wywalczyć miejsce w składzie przez występy w "drugiej lidze". Dwa tygodnie od końca zawodów w Lillehammer do początku zmagań w Engelbergu to jednak jedyna szansa, żeby zawodnicy, którzy chcą wrócić do wysokiej formy na najważniejszy okres sezonu, znaleźli czas na nieco spokojnego treningu i odpoczynku. Trener Thomas Thurnbichler uznał, że taki przyda się dwóm Polakom: Kamilowi Stochowi i Aleksandrowi Zniszczołowi.

Tych dwóch skoczków jego kadry brakuje w składzie na zawody PŚ w Klingenthal. W Niemczech skaczą za to Kot i Stękała. Obecność tego pierwszego Thurnbichler zapowiedział tuż po drugim konkursie w Lillehammer w wypowiedzi dla Polskiego Związku Narciarskiego. Dwa dni później potwierdził wraz z pozostałymi trenerami pracującymi w Polsce, że za wycofanego Kamila Stocha w Klingenthal skoczy także Stękała, który miał być najlepszym zawodnikiem kadry B kilka dni temu podczas zgrupowania w Kranju.

Zobacz wideo

Powrót Stękały do PŚ to niespodzianka. Ale skoczek wierzył w swoją szansę

Stękała wrócił do PŚ po tym, jak w zeszłym sezonie skakał tylko na inaugurację w Wiśle i podczas konkursów lotów w Vikersund i Planicy. Choć ostatnio na zapleczu polskich skoków był najlepszy, to trudno powiedzieć, żeby jego powrót do zawodów najwyższej rangi był spodziewany. To raczej niespodzianka. - Głęboko w sercu wierzyłem, że jest szansa na powrót do Pucharu Świata - zdradza jednak Andrzej Stękała. - Oczywiście było pewne zaskoczenie, gdy dostałem telefon od trenera. Nie jest jednak tak, że się zupełnie nie spodziewałem - dodaje.

Zaczął od 17. i 13. miejsca w treningach po skokach na odpowiednio 136 i 137,5 metra. To był znak, że jest w naprawdę dobrej dyspozycji. W kwalifikacjach pierwsi zawodnicy trafili jednak na wymagające warunki i zawodnik kadry B uzyskał 121 metrów, kończąc rywalizację na 31. miejscu.

- Te skoki treningowe były okej. W kwalifikacjach również oddałem dobry skok. Może minimalnie za bardzo poszedłem do przodu. Widać, że zmieniły się warunki, więc choć był krótszy, chyba nie był taki zły - analizuje Stękała. - Na jutro nie stawiam sobie wysoko poprzeczki. Mam teraz taki komfort, że nic nie muszę. Chciałbym się cieszyć tymi skokami. Na nic się nie napalam. Chcę wrócić do swojego dobrego skakania - wskazuje skoczek.

Prorocze słowa Stękały o Kocie? "Jest w gazie i on to potwierdzi"

Podobne podejście ma Kot. - Maciek to zawodnik, który wygrywał już Puchary Świata, natomiast wiemy, w jakim jest okresie, gdzie był rok temu, i naszym celem - Maćka jako zawodnika i moim jako trenera - jest teraz, żeby on najpierw wrócił do Pucharu Świata, co właśnie się dzieje, i żeby po prostu punktował, wchodził do "trzydziestki". Mogę zdradzić, że na teraz to jest nasz cel, na razie właśnie to sobie z Maćkiem założyliśmy. Bo okej, on już wygrywał Puchary Świata, już było go stać na wielkie rzeczy, ale teraz musi iść krok po kroczku i jak będą punkty w Klingenthal, to będziemy bardzo zadowoleni - mówił w rozmowie z Łukaszem Jachimiakiem po ostatnich treningach Kota trener bazowy z Zakopanego, Wojciech Topór.

- Jest w gazie i on to potwierdzi, ja wam to mówię - zapowiedział formę Kota w rozmowie z dziennikarzami w Klingenthal Stękała. I u zakopiańczyka wyniki na treningach były jeszcze lepsze niż Stękały. A przynajmniej ten z drugiej serii, gdy był siódmy po skoku na aż 139,5 metra. Wcześniej zajął 24. miejsce, gdy uzyskał 131 metrów, a w kwalifikacjach, gdy tak jak Stękała trafił na nieco gorsze warunki, osiągnął 117 metrów i skończył je na 37. pozycji. Swoje jednak pokazał, udowodnił, że w ten weekend może być naprawdę silny, a na wspomniane punkty PŚ go stać.

- Jak na pierwsze skoki tej zimy na dużej skoczni, to było fajnie. Taki miałem plan, żeby pierwszy skok był normalny, bez próbowania i testowania czegokolwiek. Chciałem skoczyć, mając zaufanie do tego, nad czym pracowałem przez całe lato. To samo pokazywałem na ostatnich treningach w Ramsau. To zadziałało. W kwalifikacjach trafiłem na nieco gorsze warunki, ale w treningach pokazałem, że potrafię je wykorzystać. Jak to się mówi: pierwsze koty za płoty - śmieje się Polak.

Mają razem 60 lat, a wrócili ratować polskie skoki. Ich walka cieszy, ale to też smutny znak

Wielu, widząc, że Stocha i Zniszczoła w PŚ zastępują Stękała i Kot śmieje się jednak, że polskie skoki ratują "weterani". To, że o ich sile stanowi grupa trzech doświadczonych zawodników, grubo po "30", zauważa się już od dłuższego czasu. Coraz bardziej martwi też, że pomimo zapewnień o tym, że Polacy mają w skokach zdolnych juniorów, oni do grupy najlepszych w kraju doskakują bardzo powoli. W polskim stylu, bo tu zawodnicy do najważniejszego cyklu zawodów na stałe wchodzą raczej w wieku 22-23 lat, a nie 18. Czy to problem? Gdy na zapleczu zawodnicy w wieku od 24 do 28 lat mają słabsze wyniki, to tak, bo grupy skoczków w Polsce się nie zazębiają. I tworzy się swego rodzaju dziura pomiędzy pokoleniami zawodników.

Takiej, także ze względu na to, że najlepsi skakać wiecznie nie będą, każdy fan skoków w Polsce wolałby raczej nie widzieć. Coraz więcej, także początek tej zimy, wskazuje, że ona już jest tu obecna. Zawodnicy z kadry B nie wykorzystują kolejnych szans, żeby pokazać się w roli tych, którzy tę lukę wypełnią, a już największym tego przykładem były zeszłoroczne igrzyska olimpijskie w Pekinie. Pojechał na nie Stefan Hula, który rok później skończył karierę, a o miejsce w składzie bił się z Maciejem Kotem. Cieszyło, że ci zawodnicy wciąż chcą pokazywać się z dobrej strony, ale to był też smutny znak, że zabrakło nacisku ze strony tych, dla których Pekin miał być ważnym celem na czas całej kariery. Hula i Kot swoje główne szanse mieli jednak nieco wcześniej.

Stękała i Kot razem mają 60 lat, ale trudno im odmówić ambicji i walki o samych siebie, a taka postawa oczywiście cieszy. Ten pierwszy największe sukcesy odnosił najpierw w sezonie 2015/2016, a potem dopiero 2020/2021, gdy wrócił do świetnej dyspozycji i po raz pierwszy stanął na podium zawodów Pucharu Świata. Zatem ma za sobą powrót po okresie słabszej formy i sam sobie może stanowić za dowód, że się da, czy motywację do dalszej pracy. I dobrze, że Stękała do wszystkiego podchodzi z odpowiednim dystansem. W końcu nie każdy byłby w stanie w trakcie transmisji na żywo na Tik Toku wpisać sobie za cel wpłat dla oglądających "powrót do Pucharu Świata". - I się udało! Trzeba częściej robić te lajwy - śmieje się Stękała.

Do wielkich wyników, w tym dwóch zwycięstw w PŚ, z 2017 roku wciąż próbuje za to nawiązać Kot. W jego przypadku wiele zmieniło się w 2019 roku, gdy wpadł w dołek, z którego realnie nie podniósł się aż do teraz. Nadal nie traci jednak nadziei. - W tym sezonie mam poczucie, że wywalczyłem sobie miejsce w kadrze. Nie tylko po ostatnich tygodniach, ale zwłaszcza ciężką pracą przez lato. Bardzo dobrze funkcjonowała współpraca z kadrą A i wiele pomocy uzyskałem od Thomasa Thurnbichlera. On też dołożył cegiełkę do tego, że to lato było fajne - wskazuje Maciej Kot.

Pierwszą szansę na dobre wyniki w Klingenthal Stękała i Kot wykorzystali w niezły sposób. Druga to już ważniejszy sprawdzian: sobotni konkurs, który zaplanowano na godzinę 16:00. Seria próbna rozpocznie się o 14:45. Relacja na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl LIVE.

Więcej o:
Copyright © Agora SA