Kubacki przekonał Thurnbichlera. Zdradził kulisy. "Nie żałuję"

Jakub Balcerski
Dawid Kubacki mógł nie wystartować podczas zawodów Pucharu Świata w Klingenthal. Trener Thomas Thurnbichler miał dla niego plan na przerwę od najważniejszego cyklu, ale Austriak dał się przekonać polskiemu skoczkowi. - Nie żałuję - mówi Kubacki, który pojechał do Niemiec i powoli wraca do czołówki. W piątek wszystkie trzy skoki dały mu miejsce w najlepszej dziesiątce.

Najpierw Kubacki był dziewiąty po skoku na 138 metrów w pierwszym treningu, następnie dziesiąty, gdy uzyskał 136 metrów w drugiej serii treningowej, a na koniec piąty w kwalifikacjach ze skokiem na 137,5 metra. Do najlepszych Polak tracił około 10-15 punktów, ale widać, że skoki na Vogtland Arenie to dla niego spory krok w dobrym kierunku. Po jego minie i reakcjach trenera Thomasa Thurnbichlera widać było coraz więcej radości i pozytywnej energii. Jakby wszystko znów zaczęło się układać.

Zobacz wideo

Kubacki odmieniony. A Thurnbichler i tak coś wychwycił. "Dawid nadal robi pewien błąd"

Jeszcze w Lillehammer Kubacki plasował się o nawet 20-30 miejsc niżej, a do liderów brakowało mu 30-40 punktów. To ogromny przeskok, który odczuł też sam zawodnik. - W Norwegii jeszcze nie działało to tak, jak trzeba. Nie było mi łatwo przestawić się z dnia na dzień. W Klingenthal zaczęło to działać dużo lepiej już od pierwszego skoku. Czuć energię i rotację. I przede wszystkim to chce lecieć - ocenia Dawid Kubacki.

Już po drugim konkursie w Lillehammer, gdy Kubacki awansował aż o osiem pozycji w drugiej serii, zajmując 22. miejsce, skoczek mówił, że czuje się lepiej w pozycji najazdowej i wie, że niewiele brakuje mu do o wiele dalszych skoków. Wtedy trudno było w to uwierzyć, bo jego forma i dyspozycja pozostałych Polaków nie była stabilna. Raz skakali na poziom punktów, a kolejnego dnia potrafili nie zakwalifikować się do konkursu. Poszczególne skoki były też bardzo różne technicznie. W Klingenthal widać w tym znaczną poprawę, a za tym poszły też zdecydowanie lepsze wyniki Kubackiego.

- Czy trudno było uwierzyć, że to zadziała? Dzisiaj już nie, bo jak człowiek zobaczył, że są efekty, to nabrał jeszcze większego przekonania. Mam potwierdzenie, że to działa, że tędy droga i momentalnie zyskałem nowe siły. Tam wcześniej też je miałem, ale to było wszystko takie szarpane. Teraz robi się to spokojnie i działa - wskazuje Kubacki.

- Cóż, Dawid nadal robi pewien błąd w swoich skokach - śmieje się trener Polaków, Thomas Thurnbichler, słysząc, jak chwalimy jego zawodnika. - Pozycja najazdowa jest teraz jednak właściwa, a z niej nawet skoki, które nie są idealne w technice, zaczynają inaczej działać. Jest w nich energia. W kwalifikacjach Dawid nie był stabilny z tylną częścią ciała i przez to zabrakło mu trochę nakręcenia rotacji w ostatniej fazie. Choć jestem z niego bardzo zadowolony, muszę pozostać krytyczny i analizować te skoki jak każde inne. Wszystko, żeby potem dawać mu jak najprostsze zadania do wykonania na skoczni - przekazuje szkoleniowiec.

Kubacki mógł pójść drogą Stocha. "Trener mnie do tego namawiał, próbował mnie przekonać"

A tego wszystkiego mogło nie być. Bo Thurnbichler miał namawiać Kubackiego, żeby poszedł drogą Kamila Stocha i spokojnie trenował, zamiast pojechać na zawody do Klingenthal. - Trener mnie do tego namawiał, próbował mnie przekonać, ale ja wierzyłem w to, że wiem, co chcę robić i chcę tu po prostu przyjechać. Po tych skokach widać, że to był dobry krok. Nie żałuję - zdradził Kubacki. Komplementował też Vogtland Arenę - że to obiekt, na którym można daleko i przyjemnie polatać, a uroku dodaje mu dobra atmosfera na trybunach.

Stoch musiał jechać na dwa dni treningów do Austrii, a konkretniej na skocznię w Eisenerz. W Polsce nie było gotowego żadnego obiektu poza mniejszymi w Zakopanem, największym była skocznia HS72. Teraz funkcjonować powinna zacząć Średnia Krokiew, a w połowie grudnia mają się skończyć przygotowania na Wielkiej Krokwi (odbiór skoczni po zamontowaniu koła w wyciągu), Wiśle-Malince (zakończenie budowy i naśnieżenie skoczni) oraz Skalite w Szczyrku (naprawa torów najazdowych i naśnieżenie). Gdyby Kubacki i reszta najlepszych zawodników także nie pojechali do Klingenthal, też nie zostaliby raczej w kraju, tylko musieli szukać zagranicznego wyjazdu na treningi.

- Chcieliśmy odbyć jeden trening w środku tygodnia, ale nie było dostępnej skoczni. Postanowiliśmy przyjechać do Klingenthal odświeżeni po przerwie. Wygląda na to, że wyszło dobrze - mówi Thurnbichler. - Sytuacja była, jaka była, nie skoczyliśmy w tym tygodniu, więc mieliśmy więcej czasu na to, żeby odpocząć i się zregenerować. Nie zmieniłoby to naszego planu i założeń na to, co chciałem robić. Potwierdzenie, że to dobry kierunek po prostu przyszło kilka dni później - wskazuje Kubacki.

Nie tylko jego skoki wyglądały nieźle. Piotr Żyła w kwalifikacjach zajął 14. Paweł Wąsek 26., Andrzej Stękała 31., a Maciej Kot 37. miejsce. Żyła skakał nierówno, ale jak na siebie w pierwszym dniu na nowej skoczni dobrze, Wąsek stabilnie w granicach czołowej "30" z najlepszą próbą w kwalifikacjach, a Stękała i Kot trafili na wymagające warunki w kwalifikacjach, ale ich skoki z treningów - zwłaszcza 7. miejsce Kota i 13. Stękały z drugiej piątkowej serii - robiły wrażenie i udowadniały, że skoczkowie są w dobrej dyspozycji. Czy mówimy już o przełomie? Częściowo chyba tak, zwłaszcza gdy spojrzymy, że w Klingenthal coraz bardziej miesza się cała stawka Pucharu Świata, a czołowe kadry z zawodów w Ruce i Lillehammer już aż tak nie dominują. Teraz pora potwierdzić taki stan rzeczy w sobotnim i niedzielnym konkursie. Oba zaplanowano na godzinę 16:00. Relacje na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl LIVE.

Więcej o:
Copyright © Agora SA