Trener kadry B nazywa rzeczy po imieniu: "Panika wygląda, jakby to był Titanic"

Jakub Balcerski
- Widać, że coś się ruszyło, chcieli podchodzić do wszystkiego bardziej profesjonalnie - mówi o zmianach u zawodników kadry B po jego mocnym wywiadzie dla Sport.pl z października trener David Jiroutek. Teraz jego zawodnicy zaczynają rywalizację w Pucharze Kontynentalnym, a Czech komentuje także sytuację w kadrze A, która zaczęła zimę z bardzo słabymi wynikami.

Początek sezonu w Pucharze Świata był dla polskich skoczków fatalny. W klasyfikacji Pucharu Narodów po czterech konkursach indywidualnych są dopiero na ósmym miejscu, za Finami, czy Szwajcarami, a do tego uzbierali tylko 61 punktów - tylko piętnaście więcej od jednoosobowej reprezentacji Bułgarii. Teraz zimowe skakanie rozpocznie kadra B, która w najbliższy weekend wystąpi w zawodach inaugurujących cykl Pucharu Kontynentalnego w Lillehammer.

W rozmowie ze Sport.pl trener zaplecza polskich skoków David Jiroutek mówi nam o formie zawodników zmierzających na pierwsze zawody "drugiej ligi" tej zimy, zdradza, co zmieniło się w kadrze po jego głośnym wywiadzie, którego udzielił nam w październiku, a także analizuje sytuację zawodników Thomasa Thurnbichlera i opisuje swoją perspektywę na najlepszych w tym momencie na świecie Niemców i Austriaków.

Zobacz wideo Dawid Kubacki po niedzielnym konkursie w Lillehammer. "Kolejny ciężki dzień"

Jakub Balcerski: Baterie naładowane przed początkiem sezonu z kadrą B?

David Jiroutek: Tak. Wiem, że pierwsze zawody Pucharu Świata dla Polski nie były fantastyczne, ale myślę, że tam są dwa warianty. Jak dobrze przygotujesz się na początek, to najlepiej i najłatwiej przyjdzie ci rywalizować w pierwszym periodzie, potem pojawią się schody. Jeśli nie trafisz z formą, to ciężko ci do Engelbergu. Myślę, że na koniec wszystko będzie dobrze, na Turnieju Czterech Skoczni, czy lotach, będzie to wyglądało już zupełnie inaczej.

My skakaliśmy w zeszłym tygodniu w Kranju z niemiecką i słoweńską kadrą B. Teraz czekamy tylko, czy będzie możliwość oddania skoków w czwartek albo piątek w Lillehammer przed pierwszymi zawodami Pucharu Kontynentalnego. Nie był to trening na śniegu, a jedynie tory lodowe i igelit, ale jestem dobrej myśli.

Jaki jest plan na skład? Wiemy, że dołączy do pana zespołu na Lillehammer Aleksander Zniszczoł, który nie pojedzie na Puchar Świata do Klingenthal po decyzji Thomasa Thurnbichlera. Zastąpi w roli lidera tej grupy Macieja Kota, który dostał szansę od trenera kadry A.

- Będzie Zniszczoł, a potem w planach, o ile nie będzie jeszcze kolejnych zmian, jest sześciu zawodników z kadry B: Jakub Wolny, Andrzej Stękała, Klemens Murańka, Tomasz Pilch, Jan Habdas i Kacper Juroszek. Lecimy do Norwegii w środę i chcemy skoczyć przed zawodami na śniegu. To zawsze ważne dla zawodnika, żeby przejść na śnieg i nie robić tego od razu w konkursie. Mamy jednak tak doświadczonych zawodników, że to raczej nie będzie dla nich wielkim problemem.

Rozmawialiście już z Thomasem o Olku i o całej sytuacji obu kadr?

- Trochę, minimalnie. Jadę do Szczyrku i tam we wtorek będziemy rozmawiać o tym, co się dzieje. Na razie kadra A wraca do Polski po zawodach w Skandynawii.

Mają w planach trenować w Polsce? Zakładam, że jeśli ktoś z kadry A nie pojedzie do Klingenthal, to już raczej nie jedzie z wami do Lillehammer, tylko zostaje spokojnie trenować.

- Nie wiem. Problem w Polsce polega na tym, że Wielka Krokiew w Zakopanem będzie gotowa dopiero na 15 grudnia. Tam jest ciągle problem z wyciągiem. W Szczyrku kończy się produkcja śniegu i naśnieżanie obiektu, ale nie będą z nim jeszcze gotowi w najbliższych dniach. Gotowa do skakania byłaby tylko HS72 w Zakopanem. Stąd trudno powiedzieć, czy w Polsce będzie opcja, żeby potrenować.

Czyli lepiej i tak pojechać na zawody?

- Pewnie tak.

Mówi pan, że kadra B miała okazję sprawdzić się, mając porównanie do zaplecza w Niemczech i Słowenii. Gdy kadra A trenowała w Lillehammer, to potem Norwegowie śmiali się, że forma Polaków ich "oszukała", bo skakali od kadry Thurnbichlera lepiej i myśleli, że to dobra wskazówka przed startem sezonu. Okazało się, że są daleko za najlepszymi, a my jeszcze dalej. To co mogli sobie pomyśleć po skokach pana zawodników Niemcy i Słoweńcy?

- Skakaliśmy tam na dobrym poziomie. Wyraźnie lepiej spisywał się tylko jeden Niemiec - Markus Eisenbichler. Myślę, że on jest jednak gotowy na powrót do Pucharu Świata, był w naprawdę dobrej formie. U nas to były po prostu normalne, niezłe treningi. Tylko treningi treningami, chcemy powtórzyć te skoki i budować formę na zawodach.

U Niemców jest teraz ciekawie: z formą Piusa Paschke i Stephana Leyhe to tak jakby u pana, powiedzmy, że Jakub Wolny i Andrzej Stękała, byli na trzecim i szóstym miejscu w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Zawodnicy kadry B, a odpalili niesamowicie na początku sezonu, są lepsi od części kadry narodowej. Pan widział się w Kranju z Ronnym Hornschuhem i mógł podpatrzeć to, jak trenowała reszta skoczków z niemieckiego zaplecza. Coś udało się zauważyć?

- U tych zawodników dobrze wygląda proces przygotowania do zawodów. Nie wiem, jaki mieli program przed sezonem i na czym się skupili: czy koncentrowali się na sile, czy na technice, czy chcieli postawić na pobudzenie tych zawodników z zaplecza. Stephan Leyhe był długo kontuzjowany, ale pytanie w jego przypadku brzmiało raczej "kiedy wróci do formy?", niż "czy wróci do formy?".

Dla mnie niespodzianką jest to, że aż tak dobrze idzie całemu zespołowi. Nie spodziewałem się, że tak silny będzie np. Philipp Raimund. Dla was to pewnie nie niespodzianka, bo już rok temu się pokazał, ale dla mnie tak, bo nie widziałem go wcale tak wysoko. Skakał dobrze latem, ale nie myślałem, że będzie w stanie wejść do czołówki. Teraz cała pierwsza dziesiątka w Pucharze Świata potrafi się składać z zawodników tylko z Niemiec i Austrii.

Oni kontra reszta świata. Odjechali innym tak, że są nie do złapania?

- To niespodzianka, bo ani w lecie nie widzieliśmy, że to do tego zmierza, ani dwa, czy trzy lata temu, gdy mieli dobre starty zimy, nie prezentowali się aż tak lepiej od innych.

Rozumiem, że w Kranju nie dało się podpatrzeć, czy odstają czymś sprzętowo, bo tam nie mieli nie wiadomo jak rewolucyjnych rozwiązań?

- Nie, tam wszyscy mieli kombinezony tylko treningowe, niczego nie wyjęli. W Pucharze Świata? Nie wiem, materiał ciężko ocenić po tym, co zobaczy się w telewizji. Nie patrzę też po zdjęciach, bo mnie jako trenera o wiele bardziej interesuje ruch i technika.

Tam na razie są chyba wręcz niedoścignieni. I przygotowania mieli trochę inne niż wszyscy: późno polecieli do Sztokholmu na treningi w tunelu aerodynamicznym, więc mogli poprawić najwięcej błędów i sprawdzić najwięcej sprzętu.

- A to ciekawe. Kiedyś tak samo zrobili Rosjanie, ale dla nich okazało się to sporym błędem. W tunelu pracuje się jednak tylko nad pozycją w locie i czuciem powietrza. A obecnie w technice najlepszych, zwłaszcza Stefana Krafta, widzę proste ruchy, nic skomplikowanego. Nie ma większych błędów, skacze bardzo naturalnie i odlatuje. Gdy dobrze się czujesz, wyjdzie ci perfekcyjnie jeden konkurs, to potem wystarczy nabrać odpowiedniej pewności siebie i potem wpadasz już w odpowiedni rytm.

Teraz w przypadku Krafta to już tylko kwestia tego, ile będzie w stanie w tym swoim flow wytrzymać. Zazwyczaj trwa to dwa-trzy pierwsze weekendy, a potem robi się większa rywalizacja i twoja forma też nieco spada. Tak wynika z mojego doświadczenia, nie wiem, jak będzie tym razem. Ciekawe, jak Kraft sobie z tym poradzi.

Ktoś z pana zawodników wyraźnie idzie w dobrym kierunku, zrobił największy postęp?

- Od początku treningów na torach lodowych najlepiej wygląda czwórka: Murańka, Juroszek, Wolny i Stękała. To u nich wszystko idzie coraz lepiej w ostatnich tygodniach.

Po pana wywiadzie dla Sport.pl, w którym mówił pan jasno o problemach zawodników z motywacją, czy wagą, zauważył pan jakąś zmianę w ich nastawieniu?

- Tak. Przedyskutowaliśmy to, zrobiła się taka interesująca aktywacja chłopaków. Widać, że coś się ruszyło, chcieli podchodzić do wszystkiego bardziej profesjonalnie. I muszę powiedzieć, że waga, psychika i przygotowanie do sezonu są na dobrym poziomie. Jestem przekonany, że ruszymy z tym sezonem w dobrym stylu.

Przed sezonem razem z Thomasem Thurnbichlerem mówiliście, że celem jest silny zespół w Pucharze Kontynentalnym, żeby zdobywać punkty i walczyć o dodatkowe miejsce na zawody Pucharu Świata. Pewnie nadal chcecie walczyć o jak najwyższe pozycje, ale sytuacja trochę się zmieniła. Zawodnicy kadry A skaczą słabo i pojawia się pytanie: czy ktoś z kadry B nie jest w stanie ich zmienić? Możliwość zmian w składzie i wskoczenia do PŚ stała się jeszcze większa i to powinno być motywacją dla zawodników, prawda?

- Tak. Powiem jeszcze, że w lecie mieliśmy dużo nowych rzeczy w treningu, może także dlatego ten proces rozwoju i dochodzenia do formy się wydłużył. To interesuje nas, was - kibiców i dziennikarzy - głównie wyniki i teraz zaczynamy na to zwracać uwagę. Zawody to co innego, trening to tylko trening. Nie ma mistrzostw świata w treningu.

Kiedy idzie aż tak słabo kadrze A, to trener kadry B też zaczyna się zastanawiać nad przygotowaniami i tym, co po kolei robił przed startem zimy? Czy wasze drogi były tak odrębne, że nie pojawił się nawet cień wątpliwości?

- Nie myślę w ten sposób. Zwłaszcza że nadal twierdzę, że kadra A dojdzie do dobrej dyspozycji w tym sezonie. Kiedy źle wejdzie się w sezon, to zaczyna się trochę paniki, presji ze strony mediów, wygląda jakby to był Titanic. Jest ciężko, ciężko, a potem dzięki dobrze wykonanej pracy, odpowiednich decyzjach, wierze w lepsze wyniki i cierpliwości można się odbudować.

Z kadrą B pojedzie Olek Zniszczoł, ale wiemy, że drugim zawodnikiem na podobnym poziomie w kadrze A, który może potrzebować odpoczynku i zmian w treningu jest Kamil Stoch. On mówił jednak dość otwarcie o tym, że nie ma zamiaru startować w Pucharze Kontynentalnym. To oznacza, że raczej nie będzie pracował z pana grupą, a z resztą sztabu kadry A lub trenerami bazowymi, prawda?

- Nie rozmawialiśmy o tym, jak postąpilibyśmy w takiej sytuacji z Kamilem, bo nie było do tego okazji, nie mogliśmy przewidywać, że tak się stanie. Na razie nie wiem, czy problem Kamila dotyczy tylko zawodów, czy np. samego treningu. To, że nie skacze dobrze w konkursach, nie musi być kwestią złego treningu. Kamil jest typem mistrza i może być tak, że jeden skok przywróci go na dobre tory.

Wiadomo, że najwięcej wiedzą trenerzy w kadrze A. Najważniejsze będzie to, co powie Thomas i co ustalą wraz z zawodnikiem. Nie chcę mówić, co będzie, ani składać deklaracji, bo moja robota to w tym momencie pierwsze zawody w Pucharze Kontynentalnym i to na nich muszę się w pełni koncentrować.

Więcej o:
Copyright © Agora SA