FIS przekroczył granicę absurdu. Po tych słowach polski skoczek będzie wściekły

Paweł Wąsek zakwalifikował się do niedzielnego konkursu, a mimo to nie pojawił się na rozbiegu. Powód? Ktoś z obsługi zabrał sprzęt Polaka pod jego nieobecność i posłał w dół skoczni. Incydent wywołał ogromne poruszenie i rozwścieczył samego Thomasa Thurnbichlera. Teraz głos w sprawie zabrał też Sandro Pertile. Wyjaśnił, dlaczego FIS nie zdecydował się dopuścić 24-latka do rywalizacji. Jego odpowiedź była jednak dość wymijająca.

Paweł Wąsek zaliczył fatalny początek sezonu 2023/24 Pucharu Świata. W fińskiej Ruce nie udało mu się zdobyć punktów. Mimo wszystko Thomas Thurnbichler nie zrezygnował z jego usług i zabrał go do Lillehammer. Wydawało się, że los w końcu uśmiechnie się do 24-latka. W sobotę zajął nawet 24. miejsce i po raz pierwszy w karierze przeskoczył w konkursie PŚ całą polską wielką trójkę: Dawida Kubackiego, Piotra Żyłę i Kamila Stocha. Kibice wierzyli, że w niedzielę może spisać się jeszcze lepiej. Tyle tylko, że doszło do kuriozalnej sytuacji, przez którą zawodnik w ogóle nie pojawił się na rozbiegu.

Zobacz wideo Dawid Kubacki po niedzielnym konkursie w Lillehammer. "Kolejny ciężki dzień"

Sandro Pertile zareagował na kontrowersje z udziałem Wąska. Zaskakujące stanowisko

Powodem absencji Wąska w konkursie na dużej skoczni było... zaginięcie jego torby ze sprzętem. Do incydentu doszło w momencie, kiedy zawodnik udał się do toalety. W tym czasie ktoś z obsługi zabrał sprzęt i puścił na dół wyciągiem, przez co skoczek nie mógł wystartować w konkursie.

Zdaniem kierowniczki zawodów w norweskim Lillehammer, Lindy Svendsrud, błąd w tej sytuacji popełnił Polak. Rzekomo odłożył torbę w miejscu wyznaczonym dla sprzętu, który miał zostać zabrany w dół skoczni. - To godne ubolewania, ale obecne przepisy stanowią, że za sprzęt odpowiada zawodnik - podkreślała w rozmowie z NRK.

Teraz do tej sytuacji odniósł się również dyrektor Pucharu Świata, Sandro Pertile i wyjaśnił m.in. na podstawie jakich zasad Wąsek nie został dopuszczony do konkursu. - Jeżeli skoczek nie będzie gotowy w czasie, w którym ma oddać próbę, to nie otrzyma szansy na udział w konkursie. Wyjątkiem są pewne szczególne okoliczności - wyjawił, po czym dodał, że jeszcze przyjrzy się tej sprawie. - Szczerze mówiąc, nie wiem, czy w tym przypadku wystąpiły te okoliczności. W związku z tym chcę uzyskać jasność - mówił. Ewentualne dopatrzenie się błędu obsługi nie zmieni już nic w sytuacji Wąska.

Thurnbichler nie zostawił suchej nitki na jury. "Nie fair"

Oburzony zamieszaniem był też Thomas Thurnbichler. Trener nie gryzł się w język i skrytykował działanie jury. 

- Rozmawiałem z FIS i powiedziałem, że jestem bardzo rozczarowany. Dla mnie decyzja o niedopuszczeniu Wąska do rywalizacji była nie fair ze strony jury. Nie byli oni otwarci na żadną dyskusję, a przecież to nie była wina skoczka. Nie był odpowiedzialny za tę sytuację. Mam nadzieję, że coś takiego nigdy się już nie powtórzy - grzmiał po konkursie Thurnbichler. Jego zdaniem działacze powinni dopuścić Wąska do rywalizacji. 

Innego zdania była Faustyna Malik, delegat techniczny FIS. Przyznała, że choć w przeszłości zdarzało się, że po rozwiązaniu problemu zawodnik mógł zasiąść na belce, to teraz przepisy są bardziej restrykcyjne. - Nowy przepis jest wprowadzony po to, by nikt nie manipulował procedurą startową. (...)  Bywało, że zawodnicy zgłaszali problem, którego - jak się potem okazało - nie było. W ten sposób kombinowali, by przeczekać, na przykład, gorsze warunki na skoczni - wyjawiła w jednym z wywiadów.

Więcej o:
Copyright © Agora SA