Były mistrz olimpijski w skokach oskarża jury. Dyrektor zareagował

W sobotnie popołudnie w ramach Pucharu Świata w skokach narciarskich odbył się konkurs indywidualny w norweskim Lillehammer. Polscy zawodnicy znów nie spisali się zbyt dobrze, podobnie jak Norweg Daniel-Andre Tande. Dla 29-latka był to pierwszy konkurs w sezonie, jednak nie zdołał nawet awansować do drugiej serii. - Właściwie nic nie dało się zrobić, biorąc pod uwagę warunki, w jakich mnie tu wypuszczono - mówił po zawodach.

Polscy skoczkowie w składzie: Kamil Stoch, Piotr Żyła, Dawid Kubacki, Aleksander Zniszczoł i Paweł Wąsek katastrofalnie rozpoczęli Puchar Świata. Do tej pory najlepszym miejscem osiągniętym przez naszych reprezentantów była 21. lokata, którą w sobotę tydzień temu w Ruce zajął Kubacki, a dzień później Żyła. Obecnie rywalizacja toczy się w Lillehammer, jednak tam również skoki kadrowiczów powołanych przez Thurnbichlera są dalekie od ideału.

Zobacz wideo Thomas Thurnbichler wybrał skład na zawody w Lillehammer, a Harald Rodlauer wykazał gotowść do inauguracji sezonu skoczkiń

Tande był wściekły na sędziów. "Złe i nieprofesjonalne"

Podczas sobotniego konkursu do finału zakwalifikowało się trzech Polaków. Kamil Stoch skończył na 28. miejscu, Żyła na 24., a najlepszym z naszych kadrowiczów był 24-letni Paweł Wąsek, który uplasował się na 23. lokacie, skacząc kolejno 95 i 90 metrów. W zawodach udział wziął również Daniel-Andre Tande, czyli m.in. złoty medalista IO z 2018 roku. Dla Norwega konkurs w Lillehammer miał być szczególny. Po pierwsze, był to jego dwusetny występ w Pucharze Świata w skokach narciarskich w karierze, a po drugie - skakał przed własną publicznością.

Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Tande w pierwszej serii doleciał jedynie do 84 metra, przez co ostatecznie zakończył zawody dopiero na 43. miejscu. 29-latek startował w bardzo złych warunkach pogodowych, czego nie ukrywał po zakończonym konkursie.

- Uważam, że to po prostu złe i nieprofesjonalne. Właściwie nic nie dało się zrobić, biorąc pod uwagę warunki, w jakich mnie tu wypuszczono. Fizycznie niemożliwe jest zrobienie czegokolwiek przypominającego skok narciarski. Wyszedłem z progu i wtedy poczułem, że coś "stoi" i "chwyta". To bardzo denerwujące i frustrujące - mówił zawodnik w wywiadzie dla portalu NRK, wściekając się na sędziów.

Rekompensata za niekorzystny wiatr, jaką otrzymał Daniel-Andre Tande, wyniosła 23,9 punktu.

- Muszę się po prostu roześmiać. Nie ma nic innego do zrobienia. Mam wrażenie, że często podczas wywiadów stoję i jestem trochę zawiedziony wieloma różnymi rzeczami. Często marudzę, ale dziś czuję, że mam prawo to robić. W tej chwili byłoby lepiej, gdybym wczoraj nie zakwalifikował się i mógł wystartować w 200. wyścigu na dużej skoczni - mówił Tande, nawiązując do niedzielnego konkursu.

Dyrektor PŚ zareagował na słowa Daniela-Andre Tande. "Nic szczególnego"

Na ostre słowa krytyki wypowiedziane przez Tande zareagował obecny szef Pucharu Świata, Sandro Pertile. Według niego zawodnik w żaden sposób nie został pokrzywdzony.

- Nie widzimy nic szczególnego w skoku Daniela w taki dzień jak dziś. Wraz ze zmianą wiatru trafiają do nas sportowcy, którzy mają lepsze lub gorsze warunki niż inni. Dlatego nie ma nic specjalnego do powiedzenia w tym temacie - stwierdził Pertile w rozmowie z norweskim NRK.

- Rozumiem, że Daniel jest zawiedziony, ale nie zgadzam się, że jury zachowało się nieprofesjonalnie [...] Na pewno był jednym z tych, którzy mieli największego pecha. W takie dni jak ten, zawsze znajdzie się ktoś, kto nie ma szczęścia, dlatego rozumiem jego frustrację - dodał dyrektor sportowy reprezentacji Norwegii Clas Brede Brathen.

Niedzielny konkurs na dużej skoczni w Lillehammer odbędzie się o godz. 17:00. Zapraszamy do śledzenia relacji tekstowej na Sport.pl oraz w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

Więcej o:
Copyright © Agora SA