Stoch wysadziłby skocznię w Oslo. Małysz reaguje na te słowa: "Aż się robi przykro"

Jakub Balcerski
Po niedzielnych zawodach Pucharu Świata w Oslo Kamil Stoch w rozmowie z Eurosportem rzucił, że legendarną skocznię na wzgórzu Holmenkollen powinno się wysadzić. Co na ten temat sądzi nazywany "Królem Holmenkollen" Adam Małysz? - Nie dziwię się, że u Kamila jest frustracja - mówi prezes Polskiego Związku Narciarskiego o sytuacji Stocha.

Spadek z dziesiątego miejsca po pierwszej serii na dopiero 19. w całym konkursie sprawił, że Kamil Stoch po swoim skoku wybuchł, jak jeszcze nigdy dotąd. Najpierw machał rękami i nie mógł się pogodzić z tym, co stało się w powietrzu, jeszcze stojąc na przeciwstoku obiektu. Potem dołożył jeszcze mocne słowa w rozmowie z dziennikarzem Eurosportu, Kacprem Merkiem.

- Ta skocznia jest tragiczna, powinno się ją wysadzić w powietrze. Chętnie dołożę się do materiałów wybuchowych - powiedział Stoch, a później w rozmowie ze skijumping.pl podkreślał, że mówił jedynie żartobliwie.

Zobacz wideo Niedosyt na koniec MŚ w Planicy. Skoki utrzymały Polskę w światowej czołówce

Sedlak winny problemów Stocha? Tłumaczymy, dlaczego Czech zrobił, co mógł

Co sprawiło, że skoczka "wycięło" w powietrzu? Według uśrednionego pomiaru wiatru Stoch faktycznie miał najgorsze warunki w trakcie drugiej serii zawodów - 0,04 metra na sekundę z tyłu skoczni. Polakowi jako jedynemu obok Clemensa Aignera, który skakał w takich samych warunkach dodano punkty za niekorzystny wiatr.

- Nie podobał mi się rytm i wyczucie, z jakim zawodników najlepszej dziesiątki puszczał Borek Sedlak. Musimy o tym porozmawiać - mówił po zawodach trener polskich skoczków, Thomas Thurnbichler w rozmowie z Eurosportem. Jak podał później skijumping.pl, Sedlak porozmawiał z Kamilem Stochem przez pięć minut przy kolacji i próbował wytłumaczyć mu swój punkt widzenia na sytuację.

Bo faktycznie wydaje się, że czeski asystent dyrektora Pucharu Świata przy skoku Stocha nie popełnił wyraźnego błędu. Najpierw wstrzymał Stocha na 40 sekund przed wejściem na belkę - świeciło się czerwone światło i najwyraźniej wiatr wykraczał poza wyznaczony korytarz. Następnie, gdy Polak pojawił się na belce, puścił Stocha dopiero po 16 sekundach. I to w momencie, gdy warunki zaczęły się wyraźnie poprawiać. Pomiar wskazywał, że wiatr z wiejącego wyraźnie z tyłu skoczni, zmienił kierunek podmuchów. Teraz miało wiać pod narty. W dodatku odległość, którą musiał osiągnąć skoczek, żeby objąć prowadzenie, wzrosła ze 127,5 do 130 metrów, co też potwierdzałoby, że warunki były korzystne. Przynajmniej do momentu, gdy Stoch odbił się z progu Holmenkollbakken.

Oczywiście, Sedlak mógł zarządzić dłuższą przerwę na poprawę warunków, ale skoro wiatr mieścił się w przyjętym korytarzu, postąpiłby niesprawiedliwie w stosunku do innych zawodników. Nawet jeśli warunki dla Stocha były najgorsze w trakcie całej serii - mogły się przecież trafić każdemu innemu zawodnikowi. Wydaje się, że Czecha trudno tu nazwać winnym - zrobił wręcz co mógł, żeby Stoch skakał w równych warunkach. To, że uśredniony pomiar wiatru i ustalanie korytarza może potrzebować usprawnień, bo nie pokazuje, co rzeczywiście dzieje się na skoczni, to temat na długą, oddzielną dyskusję.

"Norwegowie chyba przekombinowali". Stworzyli "miskę", w której tworzą się wiry i dziury

To, że znów trafiły się Stochowi to już po prostu jakieś fatum. Trudno inaczej opisać jego szczęście, a raczej brak szczęścia do warunków, gdy przychodzi pora na jego skok. Inna sprawa, że to już kolejny raz, gdy sytuacja przydarza mu się właśnie w Oslo. Już w 2019 roku po zawodach publikował post na Instagramie z opisem "Nie będę tęsknił". Teraz powtórzył te słowa w nowym wpisie.

Co ciekawe, zdanie Polaka dotyczące tego obiektu podziela wielu innych skoczków. Nawet Norwegowie pytani w niedzielę przez dziennik "Dagbladet" wskazywali, że to nie tylko trudny, ale bardzo kapryśny i nieprzyjemny obiekt. Co o tym decyduje? Według skoczków przede wszystkim "dziury w powietrzu". Próbują tłumaczyć to określenie, porównując to uczucie do turbulencji w trakcie lotu samolotem. W taki sposób można wybić się z odpowiedniego rytmu. Traci się stabilność, a to ma spory wpływ na skok, nawet jeśli dzieje się tylko przez chwilę.

- Wiemy, że Kamil tej skoczni nie lubi już od dawna - mówi Sport.pl prezes Polskiego Związku Narciarskiego, Adam Małysz. - Norwegowie chyba przekombinowali, bo ta skocznia w Oslo jest piękna, widowiskowa, niesamowicie położona. Problem w tym, że oni zrobili te bariery, "skrzydła" po bokach. One docelowo miały pewnie chronić przed wiatrem, a w rzeczywistości powoduje zawirowania. Przez to wiatr zakręca, jest raz z przodu, potem zmienia kierunek. Po wyjściu z progu jest trudno odlecieć, gdy wpadnie się w taki wir - ocenia. Konstrukcję obiektu, o której mówi Małysz, Thomas Thurnbichler porównał w niedzielę do "miski". I w niedzielę wszystko znów niepotrzebnie się w niej zagotowało, a konkurs trudno było nazwać w pełni sprawiedliwym. - Tu potrzeba szczęścia. Nam go ewidentnie zabrakło - wskazał austriacki szkoleniowiec.

"Król Holmenkollen" skoczni by nie wyburzył, ale Stocha rozumie. "Przemawiała przez niego frustracja"

Co o słowach Stocha o wyburzeniu skoczni w Oslo sądzi Małysz, którego w przeszłości nazywano nawet "Królem Holmenkollen"? - Kamil w emocjach powiedział żartobliwie, że chętnie by ją wysadził. Każdy ma prawo do własnej opinii, tu przemawiała pewnie przez niego frustracja - wskazuje. On raczej obiektu by nie wyburzył: wygrał tu pierwsze zawody Pucharu Świata w karierze, a potem wygrywał jeszcze aż czterokrotnie. - Na szczęście teraz zawodnicy przenoszą się na jedną z ulubionych skoczni Kamila, bo z tego, co wiem, to w Lillehammer bardzo lubi skakać - dodaje Małysz.

- Ja chyba nie miałem jednej takiej skoczni, choć dużo o tym nie myślałem. Bardziej zwraca się na to uwagę, kiedy nie jesteś w idealnej formie. Gdy dobrze skaczesz, to często skocznie nie mają wielkiego znaczenia. Pamiętam za to, że kiedyś Robert Mateja powiedział, że wysadziłby skocznię w Kuusamo. To chyba ze względu na te wietrzne loterie, nienawidził tam skakać - przytacza Adam Małysz.

"Wszystko idzie jak powinno, jest jakieś bum i trzeba pracować nad tymi samymi błędami"

- Nie dziwię się, że u Kamila jest frustracja, bo zawodnikowi tego pokroju zawsze ciężko zaakceptować wyniki poza najlepszą trójką, czy piątką zawodów. Thomas powtarza za to, że czasem, gdy Kamil jest już tego bardzo blisko, brakuje mu cierpliwości, choć wiemy, jak trudno ją zachować - tłumaczy sytuację Stocha Małysz.

Czy tak ostra reakcja i niezadowolenie Stocha po słabszym wyniku mogą martwić w kontekście przyszłości? - To jest tak, że długo wszystko idzie, jak powinno, jest jakieś bum i trzeba zaczynać od początku, pracować nad tymi samymi błędami. A gdy jeszcze przytrafia się konkurs taki jak w Oslo, że go wycina, to aż się robi przykro. U zawodnika pojawia się zniechęcenie, bo wszystko staje jakby przeciwko tobie. To bardzo trudna sytuacja, ale wierzę, że Kamil się po tym pozbiera - zapewnia Adam Małysz.

Pozostaje mieć nadzieję, że jeden z ulubionych obiektów Stocha - Lysgardsbakken w Lillehammer - pomoże mu wrócić na dobre tory. Już na poniedziałek o godzinie 20:30 zaplanowano tu prolog, a na wtorek o 16:10 kolejny konkurs - oba zaliczane do turnieju Raw Air. Relacje na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl LIVE.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.